ARTYKUŁY

2012-12-05
Tagi:
Afryka, Bodo, Czad, kombonianie, Listy
Lokalizacja:
Świat
Misja kombonianów w Czadzie

W kraju, w którym przecinają się ścieżki różnych ludów, kultur i religii, Kościół postrzegany jest jako koło napędowe transformacji społecznych. Misjonarze dają tam świadectwo, że Ewangelia pozwala przezwyciężać różnice etniczne i trwające od lat napięcia pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami.

 

Misja bez granic

 

Do Ndżameny, stolicy Czadu, przyjechałem 8 października 2008 roku około godziny 22:00. Pierwszej nocy było mi trochę ciężko ze względu na ogromny upał, przez co trudno było mi zasnąć. Kiedy już udało mi się zapaść w sen, około czwartej nad ranem usłyszałem, nie wiedząc czy to sen czy rzeczywistość, nawoływanie przez głośniki w języku arabskim do chwalenia Boga i do modlitwy! Byli to nasi bracia muzułmanie, których obecność w tym mieście i w całym kraju jest bardzo widoczna.

 

Na południe

 

Zostałem przyjęty przez ojca Avelino i ojca Amaxandro, którzy następnego dnia towarzyszyli mi w pierwszej podróży na południe kraju, gdzie dane mi było przeżyć pierwsze trzy lata na łasce Boga. Pierwszy dzień był długi i pełen obrazów, które obaliły niektóre z moich wyobrażeń o Czadzie. Widziałem wprawdzie kilka wielbłądów, wielu muzułmanów i trochę surowych pejzaży, ale już kilka kilometrów od Ndżameny horyzont przepełnił się zielenią, a ludzkie twarze zmieniały się z regionu na region, dzięki czemu poczułem się w Afryce jak w domu.

Pamiętam, że kiedy dzieci zbliżały się do mnie, aby się przywitać, pojawiało się u mnie naturalne uczucie nawiązania z nimi rozmowy w języku, którego nauczyłem się w Kinszasie, stolicy Republiki Demokratycznej Konga. Oczywiście, moje starania okazały się bezskuteczne! Język stał się pierwszym wyzwaniem, któremu musiałem stawić czoła, zapisując się na sześciomiesięczny kurs dla początkujących. Taki był mój pierwszy kontakt z rzeczywistością afrykańską, trudną, ale jakże piękną!

 

Różnorodność i kontrasty

 

Republika Czadu ma powierzchnię 1 284 000 km2, którą zamieszkuje 10111385 ludzi. Czad, którego nazwa w języku kanouri oznacza „duży akwen wodny”, jest państwem-enklawą mieszczącym się po środku Afryki i nie mającym dostępu do morza.

Z etnicznego punktu widzenia Czad jest krajem pełnym wyraźnej różnorodności kulturowej i językowej: mówi się w nim ponad 130. językami, z których tylko 18 jest używanych przez społeczności liczące więcej niż 50 tysięcy mieszkańców. Językiem urzędowym kraju jest francuski i arabski. Pierwszy został przyjęty wraz z niepodległością w roku 1960, zaś w 1982 proklamowano arabski na drugi język urzędowy.

W Czadzie krzyżują się różne kultury i religie, co naturalnie powoduje trudności we współżyciu. Islam i chrześcijaństwo, dwie religie i dwa różne sposoby życia – tradycyjny i współczesny – klasy społeczne skrajnie bogate i skrajnie ubogie, to tylko niektóre kontrasty, jakie można dostrzec gołym okiem.

Z punktu widzenia ekonomicznego można dostrzec, że kraj ten przechodzi przez okres dużej aktywności i transformacji. Dzięki ropie naftowej na każdym kroku buduje się szkoły, szpitale, zbiorniki wodne, drogi asfaltowe. Wszystko to jest oznaką nadziei ekonomicznej dla kraju. Jednak patrząc z ludzkiego punktu widzenia, dostrzega się brak odpowiednio przygotowanych kadr i dynamiki w kształceniu i działaniach socjalnych, które pozwoliłyby na określenie wartości poczynionych inwestycji i przekucie ich w konkretne struktury.

 

Wyzwania

 

Sytuacja społeczno-polityczna i gospodarcza Czadu wydaje się stabilna, pojawiają się nawet delikatne sygnały o świadomości prawnej władz. Reżim Idrissa Deby’ego, będącego u władzy od 1990 roku, coraz bardziej się umacnia dzięki pieniądzom płynącym z ropy. To siła napędowa systemu, który pomimo napotykanych trudności, stał się wizytówką ludu czadyjskiego. Jednakże tradycyjny konflikt pomiędzy północą (muzułmańską) i południem (chrześcijańskim i animistycznym), który pozornie zniknął, jest nadal wszechobecny w zbiorowej świadomości. Na bazarze, ulicy czy głębszej prowincji wystarczy mała kłótnia lub drobne nieporozumienie, aby na nowo wzniecić konflikt, który wcześniej przyniósł niezliczoną liczbę ofiar obydwu stronom, ofiar zapomnianych przez system, patrzący tylko przed siebie i nie dbający o głębokie, wciąż niezabliźnione rany niedalekiej przeszłości. Wiecznie aktualny konflikt pomiędzy rolnikami i pasterzami, który również przynosi ofiary po obydwu stronach, jest wyraźnym przykładem niestabilności pokoju w Czadzie. Pokoju, któremu zagraża także upadek reżimu Kadafiego w Libii, wiernego przyjaciela Idrissa Derby’ego.

 

Nowoczesność

 

Tradycyjne społeczeństwo jest wystawiane na próbę w obliczu zmian spowodowanych nieuniknionym rozwojem, tak zwanego nowoczesnego życia. Pomimo że większość obywateli Czadu nadal zajmuje się rolnictwem, jest już znaczna liczba młodych, którzy chcą iść dalej: uczyć się, studiować, wyjechać do miasta w nadziei, że znajdą dostęp do nieznanego im, ale fascynującego świata nowoczesności. Tak, słowo „nowoczesność” jest bardzo modne: mówi się o nowoczesnych szpitalach i szkołach, o nowoczesnym rynku i nawet o ... nowoczesnych rondach! Jednak istnieje jeszcze dużo miasteczek, takich jak Bodo, w którym mieszkam, a w których nie ma nawet metra asfaltowej drogi. Ale prawie nie ma już miejscowości, nawet wsi, w których nie byłoby anten telefonicznych lub kogoś, kto miałby telewizor, który stał się bramą do świata.

Mecz pomiędzy Barceloną i Realem Madryt wzbudza zadziwiającą falę entuzjazmu i jest częścią życia ludu, który uparcie i dumnie tkwi w wartościach tradycyjnych, z jednej strony dobrych i konstruktywnych, np. solidarność, celebracja życia, z drugiej zaś złych i destrukcyjnych, np. niektóre wierzenia w szarlatanów i siły zła, uzależnienia, choćby od alkoholu, czy niektóre tradycyjne rytuały inicjacyjne, m.in. obrzezanie kobiet czy stosunki męsko-damskie...

Bogactwo i wielorakość kulturowa są de facto nieocenionym triumfem tego ludu, z którego większa część społeczeństwa nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Różnorodność językowa nie sprzyja jednak jedności kraju. Wyzwania są tak ogromne, jak ogromny jest ten kraj i pragnienie przemierzenia go wzdłuż i wszerz, niosąc długotrwały pokój i krzewiąc ciągły rozwój.

 

Wierny gość

 

Do dzisiaj jeszcze nie wiem, czy jestem tu gościem czy obcym, choć wytłumaczono mi, że gość to ktoś, kto przychodzi z zewnątrz, z daleka i może nim być zarówno ktoś z rodziny, jak i spoza niej. Bycie gościem to przywilej, ale może też nastręczać pewne niedogodności. Gość jest zawsze dobrze przyjmowany i wysłuchiwany, ale nie zawsze, a nawet bardzo rzadko, naśladowany! Być może przesadzam takim stwierdzeniem, ale po tych trzech latach mam wrażenie, że Kościół nadal jest tu gościem,  mimo że jest już członkiem tutejszej rodziny!

Kościół katolicki w Czadzie jest najmłodszym z lokalnych Kościołów afrykańskich. W 1929 roku przybył tu pierwszy misjonarz, ale dopiero od roku 1946 ewangelizacja przybrała bardziej zorganizowaną formę. Chrześcijanie reprezentują zaledwie 15 procent społeczeństwa. Większość populacji Czadu nie jest chrześcijańska, a połowę stanowią muzułmanie, zaś 35 procent nadal praktykuje religie tradycyjne w różnej formie.

W całym kraju, ale szczególnie na północy, gdzie Kościół jest najbardziej widoczny, znana jest jego działalność społeczna oraz szacunek, jakim darzą go władze i ludność. Liczba kleru jest jednak niewystarczająca, przez co oblicze miejscowego Kościoła charakteryzuje się obecnością osób duchownych, zakonnic i ludzi świeckich z każdej strony świata. Można nawet powiedzieć, że Kościół to okno otwarte na świat i brama do prawdziwego i trwałego współistnienia, inspirowanego na przesłaniu pokoju i pojednania płynącym z serca Ewangelii.

 

Kombonianie w Czadzie

 

Misjonarze komboniańscy przybyli do Czadu z Republiki Środkowoafrykańskiej w roku 1977. Była to odpowiedź  na wezwanie biskupa Sarh Henri’ego Veniat, choć wówczas terytorium Czadu stanowiło część wikariatu apostolskiego Afryki Centralnej powierzonego Comboniemu.

Aktualnie jest nas 23 misjonarzy reprezentujących 12 różnych narodowości. Pracujemy w ośmiu wspólnotach. Nie wliczając seminarium otwartego w roku 2010, we wszystkich pozostałych wspólnotach istnieje dopiero zalążek pierwszej ewangelizacji. Szerzenie przesłania Ewangelii to nasza główna działalność. Polega ono głównie na organizacji wspólnot chrześcijańskich w różnych wymiarach: kształcenie liderów, promowanie akcji społecznych, sprawiedliwości i pokoju.wczas terytorium Czadu stanowiło część wikariatu apostolskiego Afryki Centralnej powierzonego Comboniemu.

 

Aktualnie jest nas 23 misjonarzy reprezentujących 12 różnych narodowości. Pracujemy w ośmiu wspólnotach. Nie wliczając seminarium otwartego w roku 2010, we wszystkich pozostałych wspólnotach istnieje dopiero zalążek pierwszej ewangelizacji. Szerzenie przesłania Ewangelii to nasza główna działalność. Polega ono głównie na organizacji wspólnot chrześcijańskich w różnych wymiarach: kształcenie liderów, promowanie akcji społecznych, sprawiedliwości i pokoju.

We wspólnocie

 

W naszej wspólnocie komboniańskiej w Bodo jest trzech misjonarzy: o. João Rodrigues da Costa, o. Chmiel Sebastian, o. Gusmeroli Luigi. W naszej misji są także trzy siostry ze zgromadzenia franciszkanek: siostra  Anna, dyrektor szkoły, siostra Cecylia,  jedyny lekarz w promieniu 60 kilometrów, i siostra Raquel, odpowiedzialna za pracę z młodzieżą. Jako drużyna duszpasterska odpowiadamy za misję obejmującą ponad 90 wiosek. Staramy się, aby w każdej z nich wsi był katechista odpowiedzialny za organizację życia wspw, i siostra Raquel, odpowiedzialna za pracę z młodzieżą. Jako drużyna duszpasterska odpowiadamy za misję obejmującą ponad 90 wiosek. Staramy się, aby w każdej z nich wsi był katechista odpowiedzialny za organizację życia wspólnoty chrześcijańskiej. Wioski z kolei łączą się w sektory. W całej misji jest ich dziesięć i każdy ma laickiego animatora, który pomaga nam w organizowaniu życia duszpasterskiego, zajmując się głównie katechumenatem, czyli siłą napędową życia duszpasterskiego. Katechiści, którzy mają odwagę wnosić wartości życia chrześcijańskiego do swojej rodziny, stają się wiarygodnymi świadkami w budowaniu wspólnot zdolnych do uczestnictwa w transformacji rzeczywistości społecznej. Jednakże tradycja wraz ze swoimi tajemnicami i towarzyszącym jej strachem są w większości przypadków silniejsze i biorą górę nawet nad najbardziej odważnymi inicjatywami życia opierającego się na wartościach chrześcijańskich.

Poligamia, miejsce kobiety w społeczeństwie, prawo dzieci do uczęszczania do szkoły, jak i wszystko, co wiąże się z chorobami (do ośrodka zdrowia przychodzi się tu w ostateczności) to tylko niektóre wyzwania duszpasterskie, którym staramy się stawić czoła w naszym centrum krzewienia Ewangelii.

 

Dni misji

 

W piątki zazwyczaj jeżdżę do Kouh-Mwabé, by w celu odprawić Eucharystię o 6 rano. Jest to dzień targowy i społeczność zaczyna go od modlitwy tajemnicą różańca, po której ma miejsce Eucharystia, jeśli mogę przyjechać, lub celebracja słowa Bożego, jeśli nie mogę. Prawie zawsze znajdzie się ktoś, kto chce wrócić ze mną do Bodo, najbliższego miasta, które jest centrum misji. I tak mój samochód zawsze jest wypełniony po brzegi! Często także zdarzają się nagłe przypadki medyczne. Pamiętam dzień, w którym musiałem zawieść pewną kobietę do ośrodka zdrowia, gdyż jej poród nie przebiegał prawidłowo. Przyjeżdżam do naszego ośrodka, a siostra Cecylia mówi: „Zawsze przywozisz mi mnóstwo pracy ... jakbym nie miała co robić”. Ale jak zwykle robi wszystko, aby pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują. Zostawiłem więc tę kobietę oraz jej rodzinę i wróciłem do codziennych obowiązków. Tydzień później jej rodzina przyszła mi podziękować i zapytać się, jak się pisze João, gdyż dziecko, które się urodziło to chłopiec i chcą mu nadać moje imię.

W następną niedzielę, kiedy rozpoczynaliśmy Eucharystię i słuchaliśmy już słowa Bożego, zjawił się pielęgniarz z ośrodka zdrowia i powiedział mi o nagłym przypadku, który musiał być niezwłocznie przewieziony do szpitala, oddalonego od Bodo o 60 kilometrów. W parafii oprw. W parafii oprócz mnie  nie było nikogo, kto potrafiłby prowadzić samochód, gdyż siostry oraz moi koledzy byli poza miastem! Wahałem się, ale w końcu poprosiłem katechistę, aby kontynuował celebrację słowa i pojechałem. Obok mnie, w kabinie naszej białej toyoty, jechał mąż kobiety, która po ciężkim porodzie dostała krwotoku, a jej nowo narodzone dziecko zmarło. Starałem się jechać jak najszybciej, a zarazem najbezpieczniej, zatrzymując się dwa razy, aby ulżyć jej cierpieniom. Kiedy dojechałem do szpitala, lekarz oznajmił mi, że kobieta właśnie zmarła! Wówczas jej rodzina poprosiła mnie o pomoc w zawiezieniu ciała z powrotem do wioski, aby tam przygotować pogrzeb! Cała podróż okazała się niewiarygodnie bezużyteczna.

Wieczorem, w niedzielę, dokonując podsumowania całego tygodnia, przypomniałem sobie słowa Daniela Comboniego: „Życie misjonarskie jest mieszaniną bólu i radości ...” i zaraz dodałem w myślach, że jest także nieodgadnioną tajemnicą, która prowadzi od świętowania nowo narodzonego życia w piątek do śmierci w niedzielę!

 

Warto

 

Osobiście czuję, że jestem tam, gdzie Bóg chce, abym był. Po urlopie w Portugalii wróciłem do Bodo odrodzony i pełen chęci do dalszego dzielenia się z moimi braćmi życiem codziennym pełnym spotkań, których znaczenia, sensu i zakresu nigdy nie będzie nam dane poznać. Wystarczy mi tylko wewnętrzna pewność, że warto oddawać siebie innym ...

 

 

tekst i zdjęcia: O. JOÃO COSTA, KOMBONIANIN

tłumaczenie: ALEKSANDRA RUTYNA

WRÓĆ