ARTYKUŁY

2018-02-08
Tagi:
święty
Lokalizacja:
Świat
ŚWIĘTY PAWEŁ - trudne początki i spotkanie z Chrystusem

Przyjrzymy się postaci św. Pawła Apostoła. Jego osoba to niejako pierwowzór misjonarza Jezusa Chrystusa. I choć od czasów, kiedy żył, sporo wody upłynęło w rzekach, to dla wielu wciąż pozostaje źródłem inspiracji i doskonałym przykładem, za którym śmiało może podążać każdy młody człowiek o misyjnym sercu. 

Po raz pierwszy stykamy się z Szawłem z Tarsu (tak bowiem brzmiało hebrajskie imię Pawła nadane mu zapewne na cześć króla Saula, jednego z najsłynniejszych przedstawicieli pokolenia Beniamina, z którego Paweł pochodził) w Dziejach Apostolskich w scenie kamienowania Szczepana (zob. Dz 7, 58). Nie są to chlubne karty jego życia, przynajmniej z naszego chrześcijańskiego punktu widzenia. Bycie świadkiem ukamienowania jednego z siedmiu pierwszych diakonów okazało sie tylko preludium do późniejszych zaciekłych prześladowań uczniów Chrystusa, w których Paweł bierze nie tylko czynny udział, ale jest też ich gorliwym uczestnikiem, jeśli nie przywódcą. Młodzieńczy zapał serca, które pragnie służyć Bogu, początkowo jest źle ukierunkowany i Paweł sieje popłoch i śmierć w szeregach pierwszej wspólnoty Kościoła. Ten uczeń Gamaliela uważa, że w ten sposób służy jedynemu Bogu, spełniając w sobie niejako proroctwo Jezusa przytoczone przez jednego z ewangelistów: „Nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu” (J 16, 2). To entuzjastyczne zaangażowanie młodego Szawła Chrystus zechce już niedługo skierować na całkiem inne, a nawet przeciwne drogi. Też będzie służył Bogu, ale już nie według własnych wyobrażeń i swojego widzimisię, lecz jak Bóg tego naprawdę pragnie.

 

A na co ja przeznaczam swój młodzieńczy zapał? Czy potrafię go ukierunkować ku dobru upragnionemu przez Boga, czy też marnuję go dla działań przynoszących więcej szkody niż pożytku?

 

Osoba św. Pawła jest świetnym przykładem, że nawet, jeśli nasze zaangażowanie nie było lub nie jest najlepiej ukierunkowane, to nie znaczy, że dalszy ciąg musi być zmarnowany.Gorliwość młodego faryzeusza w prześladowaniu Kościoła popycha go do rozszerzenia działań poza samą Palestynę. Zaopatrzony w zgodę i zapewne błogosławieństwo arcykapłana z własnej inicjatywy wyrusza do Damaszku, dzisiejszej stolicy Syrii, aby tam poszukiwać zwolenników Nowej Drogi. Jak wielki musiał być jego zapał! Jakaż nienawiść do chrześcijan, choć paradoksalnie wypływająca z miłości do Boga! Z pewnością nie spodziewał się, że ta podróż będzie miała zgoła odwrotny skutek do zamierzonego i przewróci jego życie do góry nogami. W żaden sposób nie mógł przewidzieć, że Ten, w którego nieświadomie uderza, prześladując Jego uczniów, zamiast go bezlitośnie ukarać, upatrzył go sobie na swoje narzędzie, by nieść Dobrą Nowinę. Przełomowym momentem w życiu Pawła staje się spotkanie ze Zmartwychwstałym u bram Damaszku. Spotkanie, którego nie szukał, nie pragnął. Ale to właśnie tam Jezus wychodzi mu niejako naprzeciw, dosłownie powalając na ziemię. Ten pewny siebie młody człowiek zostaje nagle i niespodziewanie wstrząśnięty przez spotkanie z Bogiem. Ale nie takim, jakim Go sobie wyobrażał! Bóg ukrzyżowany przekraczał wszelkie jego pojęcie! Paweł nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo był zaślepiony w swoim zadufaniu. Ślepota fizyczna staje się znakiem jego duchowej ślepoty, a przejrzenie, jakiego doświadcza, znakiem nowego spojrzenia na siebie i na Pana Boga. Tego prawdziwego.

Wielu z nas także posiada obraz Boga, który nie przystaje do rzeczywistości, a powoduje, że ukierunkowujemy naszą relację z Nim i nasze życie na niewłaściwe tory. Czasem ten obraz jest z gruntu fałszywy, czasem lekko wykoślawiony, a czasem po prostu jeszcze niepełny. To właśnie spotkanie z Bogiem, poznanie prawdziwego Boga w Jezusie Chrystusie, sprawiło, że Szaweł z Tarsu zmienił kierunek swojego życia i wkroczył na drogę, która z czasem miała z niego uczynić największego misjonarza, jeśli nie w całej historii, to na pewno początków chrześcijaństwa. Takie życiowe rewolucje tylko Bóg może sobie zaplanować i przeprowadzić. Dla Niego przecież nie ma rzeczy niemożliwych! Czasem i my potrzebujemy wstrząsu, żeby przejrzeć na oczy. Żeby dostrzec, że droga, którą kroczymy, wiedzie donikąd. Takie doświadczenie, z pewnością, do przyjemnych nie należy, ale możemy być pewni, że nasze życie jest w ręku Boga i On je pragnie ukierunkować w najlepszy z możliwych sposobów, byśmy wzięli udział w realizacji Jego zbawczego planu, by Dobra Nowina docierała do każdego człowieka, nawet w najdalszych zakątkach świata. 

 

O. MACIEJ MIĄSIK, KOMBONIANIN

WRÓĆ