ARTYKUŁY

2018-02-08
Tagi:
Kościół, Prymas
Lokalizacja:
Polska
Miarą życie nie jest suces

W ubiegłym roku świętowaliśmy 600-lecie prymasostwa na ziemiach polskich. Z tej okazji poprosiłem abp. Wojciecha Polaka, obecnego Prymasa Polski, o wywiad. Spotkaliśmy się u „stóp” grobu świętego Wojciecha. 

 

 

 

 

 

Szczęść Boże, Wasza Eminencjo.

Witam brata i serdecznie zapraszam.

 

Zacznijmy od Suchatówki. To niewielka miejscowość położona na Kujawach, gdzie Ksiądz Prymas się wychował i dorastał. Jakie wspomnienia wiążą się z tamtym czasem?

To był czas mojej szkoły podstawowej. Częściowo w Suchatówce, częściowo w Gniewkowie. Do szkoły średniej już dojeżdżałem z Suchatówki do Torunia. Był to czas dojrzewania, ale także angażowania się w sprawy Kościoła, wszak byłem ministrantem, a później lektorem. Był to też czas konkretnej pracy. Rodzice nie prowadzili dużego gospodarstwa, ale było trochę pola przy domu, wiec po szkole razem z rodzeństwem pracowaliśmy. To mnie nauczyło, że trzeba się też troszczyć o to, co jest najbliżej nas.

Suchatówka to miejsce położone na skraju Puszczy Bydgoskiej, na skraju lasów. To dla mnie takie zielone płuca. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze lubiłem tam spacerować. Jeszcze dziś, kiedy jadę odwiedzić rodziców, jeśli tylko mogę, idę do lasu na spacer.

 

Kiedy Ksiądz Prymas zaczął odkrywać powołanie kapłańskie? Czy był może jakiś szczególny moment, wydarzenie lub osoba, która pomogła w tym rozeznawaniu?

Nie odnajduję w pamięci jakiegoś przełomowego momentu, a bardziej widzę to jako swoiste dojrzewanie w grupie ministranckiej, lektorskiej. Patrząc z perspektywy czasu widzę, jak niezwykle ważne dla mnie były spotkania w oazie młodzieżowej, spotkania z Pismem Świętym, wspólne rozważania słowa Bożego. Wówczas inspiracją dla mnie było szukanie odpowiedzi na pytanie, czego Bóg będzie chciał ode mnie w życiu. Pamiętam, że któryś z księży wikariuszy po jednym ze spotkań biblijnych powiedział do mnie: „Pamiętaj, że wiesz, czego od ciebie chce Pan Bóg”. Prawdę mówiąc, nie za bardzo wtedy wiedziałem, co ten Pan Bóg ode mnie chce, ale te słowa już za mną chodziły i być może to one spowodowały, że po maturze podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium.

 

A jak na to zareagowali rodzice?

Miałem o tyle dobrze, że rodzice zostawili mi dużą wolność w tej kwestii. Pamiętam ostatnią rozmowę z nimi przed pójściem do seminarium. Wtedy usłyszałem od ojca, że jest to mój wybór, moja droga, ale jeśli rozeznam, że to nie jest moje powołanie, to zawsze mogę wrócić do domu. To mi dawało pewną wolność w rozeznawaniu, w podejmowaniu swojego powołania, bo nie byłem posłany do seminarium przez rodziców, oni tylko uszanowali moją decyzję. I za to jestem im bardzo wdzięczny.

 

Jaka zatem, zdaniem Księdza Prymasa, jest rola rodziny we współczesnym świecie?

Rola rodziny jest podstawowa. Pytanie tylko, czy jest ona tej roli świadoma. Kształtowanie człowieka nie odbywa się poza rodziną. Oczywiście, wpływ na jego dojrzewanie i formowanie ma cała plejada przeróżnych rzeczywistości zewnętrznych, ale te naturalne więzy zawsze pozostają. Papież Franciszek powiedział kiedyś, że wciąż spotyka dzieci, które nie umieją się przeżegnać. To właśnie rodzice, a nie kto inny, powinni uczyć pierwszego znaku krzyża. Od tego się zaczyna.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ksiądz Prymas dla nas, Polaków i chrześcijan, jest głosem Kościoła. Jest 59. prymasem w historii naszego narodu. Jakie są główne wyzwania wiążące się z tym zadaniem, z tym powołaniem?

W tradycji polskiej rola prymasa inaczej wyglądała za czasów Mikołaja Trąby, pierwszego prymasa, inaczej za czasów prymasa Hlonda, inaczej za prymasa Wyszyńskiego. Dziś godność prymasa Polski ma charakter honorowy. Wiąże się to z różnymi aspektami, między innymi z tym, że w ostatnich latach w naszym kraju obecny jest nuncjusz apostolski, więc prymas w pewnym sensie został uwolniony od obowiązków nadzwyczajnych, które miał w relacji do Kościoła powszechnego. Zachowuje, oczywiście, honorowe pierwszeństwo wśród biskupów i jest jedynym niewybieralnym członkiem Rady Stałej Episkopatu.

Rolą prymasa powinna być też zdolność jednoczenia, łączenia różnych głosów, które się pojawiają. Nie jest to łatwe w sytuacjach polaryzacji, która następuje również w życiu kościelnym. Trzeba jednak pamiętać, że prymas jest też biskupem diecezji i ważna jest jego obecność właśnie w diecezji, więc trzeba roztropnie szafować wszystkimi obowiązkami.

 

Wracając do roli jednoczenia…

Przede wszystkim trzeba dobrze zrozumieć, o co w jedności chodzi. Papież Franciszek często nam przypomina o jedności w różnorodności. Nie możemy być zgorszeni sytuacjami, kiedy ludzie mają różne punkty widzenia. Upominanie się o szacunek, troska o dobro wspólne, o ład i dążenie do praworządności są głównymi zadaniami całego Kościoła. Moją rolę jako prymasa rozumiem, jak to już kiedyś powiedziałem, jako pasterskie posługiwanie, które jest służbą na rzecz jedności.

 

W wielu wypowiedziach Ksiądz Prymas cytuje papieża Franciszka. Na co powinniśmy zwracać szczególną uwagę w nauczaniu obecnego Ojca Świętego?

Powiem może, czego mnie uczy obecny papież. Otóż uczy mnie odczytywania Ewangelii w takim ludzkim, bardzo konkretnym doświadczeniu życia. Papież mówi do nas głębokim, ale jednocześnie prostym i zrozumiałym językiem Ewangelii i to najbardziej mnie przekonuje. Myślę też, że kiedy Ojciec Święty mówi, trzeba go wysłuchać do końca, bo czasem jego wypowiedzi można źle zrozumieć i zmanipulować.

 

Papież Franciszek powiedział, że „Kościół narodził się w Wieczerniku po to, aby iść”. Jednym ze sposobów tego posłania jest posługa misyjna. Czym dla Księdza Prymasa są misje?

Prawdę mówiąc, ja sam nie odczułem powołania misyjnego, nie myślałem, żeby wyjechać na dłużej i ewangelizować inne narody, jednakże temat misji nie jest mi obcy. Misje bowiem są istotną aktywnością Kościoła. Kiedy papież w swojej adhortacji Evangelii gaudium mówi, że jesteśmy uczniami-misjonarzami a nie uczniami i misjonarzami, to pokazuje, że w tożsamości chrześcijanina od samego początku jest pojęcie bycia misjonarzem. Stąd też tak ważnym jest, żeby zrozumieć, że powołanie misyjne nie jest powołaniem dodatkowym, tylko powołaniem wyrastającym z istoty Kościoła. Kościół, który nie głosi Ewangelii, który zamyka się w sobie i który nie posyła na misje, jest Kościołem, który nie przeżywa w pełni swojej wiary.

Wszyscy widzimy, że dziś jest mniej powołań kapłańskich i zakonnych, i coraz mniej księży, braci i sióstr zakonnych wyjeżdżających na misje. Jednak pocieszającym jest fakt, że wśród naszej młodzieży dzieje się coś dobrego w tej kwestii. Młodzi świeccy ludzie chętnie podejmują na jakiś czas posługę misyjną poprzez wolontariaty misyjne, koła misyjne, skąd posyłani są do innych krajów, żeby na różne sposoby głosić Ewangelię. Może właśnie dziś trzeba zauważyć, że zmieniają się sposoby ewangelizowania?

 

W herbie biskupim Księdza Prymasa widnieją słowa: WYZNAWAĆ JEZUSA JAKO PANA. Jest też korona cierniowa, a w niej monogram Chrystusa. Dlaczego właśnie te elementy?

Głoszenie Chrystusa jako Pana jest głoszeniem Chrystusa Zmartwychwstałego. I jest to jedna z najstarszych formuł wyznania wiary. Stąd też monogram zmartwychwstałego Chrystusa wpisany w koronę cierniową. Cały ten herb jest repliką symbolu, który znajduje się pod sarkofagiem św. Wojciecha tutaj, w gnieźnieńskiej katedrze. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co dla Księdza Prymasa oznacza życie i posługiwanie na co dzień u boku tego Świętego?

To dla mnie wielki dar, również dlatego, że św. Wojciech jest moim patronem. I to właśnie przypomina mi, jak bardzo jestem zanurzony w dziedzictwo tego biskupa-męczennika, który naszym przodkom głosił wiarę. Często powtarzam, że nasz Kościół zbudowany jest na wodzie i krwi. Na wodzie chrztu, którego 1050. rocznicę obchodziliśmy w 2016 roku, i na krwi męczennika, którym był Wojciech. A to zobowiązuje, żeby Kościół, świadomy swojej tożsamości, był Kościołem świadectwa, jakie dawał św. Wojciech. W Katechezach o nadziei papież Franciszek bardzo pięknie mówi o męczennikach jako tych, którzy są misjonarzami nadziei. To kolejny ze sposobów bycia uczniami Jezusa. Jeśli mamy tutaj św. Wojciecha, to mamy zarazem okazję, by się uczyć, jak być uczniem Jezusa. To jest ogromny dar, ale i zadanie dla każdego z nas.

 

Mówiąc o św. Wojciechu, Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział, że idąc za jego przykładem, trzeba i nam postawić miłość do Syna Bożego ponad miłość do tego świata. Jak o tym mówić ludziom, którzy dziś, wydawać by się mogło, żyją zupełnie innymi wartościami?

Tadeusz Żychiewicz tak napisał o św. Wojciechu: „Wiele spraw ważnych, istotnych stało się przez tę śmierć, tak z pozoru bezużyteczną”. Życie tego świętego misjonarza i męczennika nie było pasmem sukcesów, patrząc dzisiejszymi kategoriami. Wręcz przeciwnie, było pasmem porażek. Dziś młodym ludziom też trzeba powiedzieć, że miarą życia nie jest sukces. Życie to coś więcej niż pasmo sukcesów. Nie można zapomnieć, że wpisane są w nie również porażki, rzeczywistości, które – chcąc nie chcąc – trzeba przyjąć. A św. Wojciech może naprawdę nam pomóc w podejmowaniu życiowych wyzwań.

 

Czego nam, Polakom, dziś potrzeba? Czy jako naród idziemy w dobrym kierunku?

Trudno to określić, ponieważ nigdy nie jest tak, że wszyscy jako naród idziemy w jednym kierunku. Nie idą w dobrym kierunku ci, którzy ubóstwiają tylko swój naród, lub ci, którzy próbują wygrywać wielkość własnego narodu kosztem innych. Tego nie można akceptować. W tym kierunku nie możemy iść. Z drugiej strony są też ci, którzy pokazują, że nie ma znaczenia to, co nas wiąże, co nas łączy – ani kultura, ani tradycje, ani język. Ta droga również jest błędna. Trzeba szukać jakiejś harmonijnej drogi, budowania opartego o mocną tożsamość. Często zapominamy, że najbardziej otwartymi ludźmi są ci, którzy są przekonani o swojej bardzo głębokiej tożsamości, mający poczucie własnej wartości. Takie osoby nie przeżywają otwartości na innych z zagrożeniem, z lękiem. Sam Jezus uczy nas otwartości, jak wyjść ku innym, nie poddawania się lękom.

Nie tak dawno byłem w Taizé. Kiedy podjęliśmy temat sytuacji dzisiejszej Europy, brat Alojs wspomniał, że do Taizé przybywają młodzi z wielu krajów i dzielą się swoim życiem, swoimi przemyśleniami, poglądami. I są to przeróżne poglądy, które czasem stają się ogniskami nieporozumień. Młodzi często wyrażają swoje obawy i boją się zmian w Europie. Brat Alois powiedział mi, że nie możemy też mówić, że lęki nie istnieją, że ich nie ma albo że są głupie. W każdym człowieku może pojawić się strach czy lęk, tylko musimy nauczyć się go rozbrajać i szukać sposobów, jak to zrobić.

 

 

 

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę Księdzu Prymasowi wiele dobroci i nieustającej Bożej otwartości.

Dziękuję i tego samego życzę Bratu i wszystkim, którzy ten wywiad czytają. Przypominają mi się słowa księdza Tomasza Halika, które już nieraz przytaczałam, żeby nasze życzenia – na pewno pobożne i ważne dla nas – żeby to wszystko, czego w życiu pragniemy, nie przyćmiło nigdy tego, czego życzy sobie od nas Pan Bóg. Żebyśmy potrafili w naszym życiu widzieć przede wszystkim to, czego On od nas oczekuje. I tego życzę. Obyśmy każdego dnia umieli odkrywać, czego Jezus naprawdę od nas chce

 

Rozmawiał: BR. TOMEK BASIŃSKI, KOMBONIANIE

WRÓĆ