ARTYKUŁY

2018-05-10
Tagi:
Misjonarz, Tajwan
Lokalizacja:
Świat
WSZYSTKO ma swój czas

W misyjnej posłudze pewnie nie jednemu misjonarzowi dane jest doświadczać różnych skrajności. Ze mną nie jest inaczej. Przed święceniami, kiedy byłem w Afryce w ramach tzw. doświadczenia misyjnego, na rok wysłano mnie na północ Kenii, gdzie nasze zgromadzenie ma dwie placówki misyjne na pustyni Turkana. Odległość od jednej do drugiej to około 85 kilometrów jazdy po szerokiej piaszczystej, pustynnej drodze. Na całej długości trasy prawie ten sam krajobraz: piasek, kamienie, wiekowe kolczaste krzaki. I ta głęboka cisza. Może się wydawać, że czas tam się zatrzymał. 

Gdzieniegdzie znajdują się niewielkie, tak samo wyglądające wioski. Podobnie jest na trasie do jednej z kilkunastu kaplic dojazdowych należących do naszej parafii. I choć dystans jest o wiele krótszy, to zewnętrzne warunki podróżowania takie same. Po drodze nic nie zmusza do zatrzymywania się, no może jedynie głębokie doły przypominają o konieczności zmniejszenia prędkości.

A jak wygląda moje obecne otoczenie w Azji Wschodniej i posługi w parafii w Nowym Mieście Tajpej na Tajwanie? Odległość od miejsca zamieszkania do kościoła, w którym codziennie posługuję, to tylko 7 kilometrów. Znakomity asfalt, ale... po drodze 42 skrzyżowania ze światłami, których zignorować się nie da, nawet gdy jedzie się rowerem. Po obu stronach drogi nie znajdzie się nawet 50 metrów wolnej przestrzeni. A o głębokiej ciszy wokoło i monotonnym krajobrazie można tylko pomarzyć.

Na brak środków do życia, brak pracy czy ubóstwo materialne nikt raczej tutaj nie narzeka. Na pierwszy rzut oka ludziom niczego tu nie brakuje. Kiedy jednak porozmawiamy z nimi o ich codziennym życiu, od razu wychodzi pewien powszechny tutaj niematerialny niedostatek, to znaczy brak czasu. Każdy – i to bez większej przesady – bogaty czy mniej zamożny, wysoko wykształcony lub mniej, zaraz o tym wspomni.

Tym, co tutaj wydaje się najbardziej charakterystyczne i zarazem istotne dla wszystkich ludzi bez wyjątku, to brak czasu na refleksję nad własnym życiem, nad jego głębszym sensem, celem, nad wyborem sposobu życia itp. Zgodnie ze starym chińskim przysłowiem 天下沒有白吃的午餐 mówiącym dosłownie, że Nie ma na świecie darmowego obiadu, każdy – stosownie do swego wieku i zakresu odpowiedzialności – pracuje jak tylko potrafi. Brak czasu jest to tu postrzegany jako problem czy nawet pewien brak, ale przyjmowany jest jako naturalna nieodłączna cecha życia człowieka. Jakkolwiek by jej nie potraktować, przy różnych okazjach, rozmowach z ludźmi, słuchaniu historii ich życia, ta sprawa bardzo często wychodzi pośrednio na wierzch. Dzieje się tu coś, o czym indyjski jezuita Anthony de Mello mówi, że w dzisiejszym zagonionym świecie dla wielu ludzi Życie jest czymś, co im się dzieje, w czasie gdy są pochłonięci innymi sprawami.

Podobnie jest z brakiem czasu w odniesieniu do wiary i praktykowanej religii. Według statystyk jest tutaj tylko 3% chrześcijan (katolików 1%), ale to nie znaczy, że ludzie są ateistami. Ateistów jest mniej niż 20%, za to około 68% mieszkańców wyznaje buddyzm albo taoizm. Czy ci ludzie wybierają te dwa wyznania z przekonania? Nie do końca. I tutaj znowu w grę wchodzi wspomniany brak czasu. Buddyzm czy taoizm (oprócz tego, że nie mają jednej obowiązującej wszystkich wyznawców formy wyrażania religii) nie wymagają częstego przychodzenia do świątyni, jedynie w dniach obchodów Chińskiego Nowego Roku albo gdy jest się w jakiejś ważnej potrzebie. A jeżeli jej nie ma, to... do zobaczenia w przyszłym nowy roku.

 

 

Od niechrześcijan wielokrotnie słyszałem spontaniczne wyznanie: Jak doczekam i przejdę na emeryturę, to wtedy będzie czas na poszukanie sobie religii. W parafii, gdzie posługuję, już dwukrotnie miałem katechumenów, którzy z własnego wyboru i na własną prośbę rozpoczęli kilkumiesięczne przygotowania do chrztu. Po pewnym czasie wyznali, że zdecydowanie chcą je kontynuować, ale muszą z tym poczekać do emerytury, bo w obecnym wirze codziennej pracy nie są w stanie nawet raz w tygodniu przyjść na katechumenat, a ponadto po przyjęciu chrztu nie dadzą rady przychodzić na Mszę św. w każdą niedzielę. Przyjęcie chrztu bez wypełnienia potem „wymaganych praktyk” widzą jako niepoważne traktowanie przyjętej religii. A więc lepiej to odłożyć na później, kiedy na praktykowanie religii znajdzie się czas.

Co w takiej sytuacji należałoby doradzić? Czasem trudno rozeznać. Zawsze jednak warto zacytować z Pisma Świętego słowa zapisane w Księdze Koheleta w trzecim rozdziale: Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem... Jednak czas – obojętnie czy to jego nadmiar, czy niedostatek – nie powinien być panem człowieka, ale jego sługą.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników naszego czasopisma. Składam serdeczne „Bóg zapłać” za wszelkie modlitewne wsparcia, o których, raz po raz, zwłaszcza z okazji świąt, piszecie do mnie w e-mailach i w listach.

 

 

O. Adam Szpara (施立哲 神父), Tajwan

WRÓĆ