ARTYKUŁY z tagiem: Listy

2011-12-08
Tagi:
Afryka, Czad, Listy, Misjonarz
Lokalizacja:
Świat
List z Czadu od o. Sebastiana

Witam każdego z Was bardzo serdecznie i mam nadzieję, że Każdemu i Każdej z Was dobrze się wiedzie. Minęło już ponad dwa miesiące od mojego przylotu do Czadu, stąd już najwyższy czas, aby się z Wami podzielić pierwszymi wrażeniami. Czuję się dobrze a nawet bardzo dobrze. Te dwa ostatnie miesiące były wspaniałym czasem dla mnie. Czad to miejsce bardzo różniące się od Europy ze względu na swą kulturę, tradycję, klimat itd.

 

Witam każdego z Was bardzo serdecznie i mam nadzieję, że Każdemu i Każdej z Was dobrze się wiedzie. Minęło już ponad dwa miesiące od mojego przylotu do Czadu, stąd już najwyższy czas, aby się z Wami podzielić pierwszymi wrażeniami. Czuję się dobrze a nawet bardzo dobrze. Te dwa ostatnie miesiące były wspaniałym czasem dla mnie. Czad to miejsce bardzo różniące się od Europy ze względu na swą kulturę, tradycję, klimat itd.


Pierwsze wrażenia
Co do klimatu, to dał się we znaki już na samym początku. Ogromny upał, do tego dużo wilgoci, bo pod koniec września jest jeszcze dużo opadów, to było pierwsze uderzenie zaraz po wyjściu z samolotu na lotnisku w Ndjamenie. Potem, podczas kolejnych dni brało się prysznic, zakładało świeżą koszulę a po chwili już się było mokrym. Teraz tu na południu jest już lepiej a nawet i zimno. W grudniu i styczniu temperatura w nocy spada nawet do 15tu stopni. W ciągu dnia wzrasta do 30tu a nawet 35ciu. W lutym zacznie się czas ogromnych upałów, które wyjaławiają całą ziemię. To czas suszy.
Dwa dniu po przybyciu udałem się na południe do Doby i do mej parafii w Bodo. Było to 29 września, w dzień świętych Archaniołów. Przyjąłem to jako wielką łaskę, gdyż był to dzień odpustu parafialnego. Patronem naszej parafii w Bodo jest św. Michał Archanioł. Z Ndjameny do Doby, do miasta, gdzie urzęduje nasz Biskup kombonianin Michele Russo, jest droga asfaltowa. Jest to ponad 600 km. Natomiast droga z Doby do Bodo jest iście misyjna. Jest to 60 km trudnych do pokonania zwłaszcza podczas pory deszczowej. Trzeba mieć dobre nabożeństwo do Anioła Stróża, aby nie ugrzęznąć na jednym z odcinków. Nasza parafia w Bodo jest doprawdy głęboko w buszu, chodź z drugiej strony, wioska Bodo nazywana jest spichlerzem Czadu, gdyż z całego państwa a nawet z Kamerunu i Republiki Środkowej Afryki, przybywają tu handlarze, aby skupować od rolników orzechy arachidowe, proso, sezam i inne produkty. Ziemia tutejsza jest bardzo żyzna i daje dobre plony.

Kombonianie w Czadzie
Co do współbraci, to jest nas razem ponad dwudziestu, pochodzących z różnych kontynentów. Prowincja składa się z 8miu wspólnot działających w różnych diecezjach: Ndjamena, Lai, Dono-Manga, Bendone, Bodo, Moïssala, Sarh – postulat i Sarh – nowicjat. Oprócz tego mamy 2-ch Biskupów komboniańskich odpowiedzialnych za diecezje Doba i Lai. Naszym głównym zadaniem pracy misyjnej w Czadzie jest pierwsza ewangelizacja. Tak, duża część populacji nie słyszała jeszcze o Chrystusie. W XIX wieku, nasz Założyciel, św. Daniel Komboni, był odpowiedzialny także za teren dzisiejszego Czadu. To była część Jego Wikariatu. Niestety nigdy tam nie dotarł. Czad stał się kolonią francuską, ale ateistyczno-deistyczna Francja, która stała się taką po rewolucji francuskiej, nie tylko nie interesowała się przekazem wiary, ale wręcz zniechęcała do pracy misyjnej. Stąd ewangelizacja w Czadzie liczy mniej niż sto lat a na naszych południowych terenach około 70ciu, 50ciu albo 30tu. Obok pierwszej ewangelizacji jest jesze dialog z Islamem. Ponieważ północ Czadu jest w większości zislamizowana, to od kilku lat nasza wspólnota w Ndjamenie postanowiła skoncentrować się na dialogu międzyreligijnym.

Kurs języka i kultury
Zaraz po rekolekcjach i uroczystości naszego Założyciela (10 października), przyjechałem do Doby, aby uczestniczyć w kursie wprowadzającym w język, kulturę, historię i tradycję ludów pośród których pracujemy. Przybyli na ten kurs ojcowie, księża diecezjalni, brat i siostry zakonne z diecezji Doba i z różnych sąsiadujących diecezji, łącznie 13 osób. To był czas wielkiej łaski. Piszę „to był”, bo właśnie dobiega końca. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że taki kurs jest niesamowicie konieczny. Wiele zachowań, które widziałem na parafii, byłoby niezrozumiałe, gdyby nie wyjaśnienia podczas kursu. Pojęcie rodziny, relacji rodzinnych, rola mężczyzny i kobiety, wychowanie dzieci, inicjacja tradycyjna, wierzenia tradycyjne, czary, zaklęcia, złorzeczenia, znachorzy, czarownicy, świat duchów, świat przodków, podejście do natury, życie zgodnie z naturą, konfrontacja ze światem, technika… oto niektóre z tematów. Oprócz tego wprowadzenia w tradycję i kulturę, to zacząłem się uczyć języka Ngambay. Językiem oficjalnym w Czadzie jest język francuski i arabski. Na południu Czadu używanych jest, oprócz języków oficjalnych, kilkadziesiąt języków. Tutejsi Biskupi postanowili wybrać jeden z nich, który przeważał i który mógłby być zrozumiały przez większość ludów zamieszkujących te tereny, aby wprowadzić go do liturgii i katechezy. W naszej diecezji prawie wszyscy „tutejsi” rozumieją Ngambay. W naszej parafii większość posługuje się jednak językiem Ngor, ale całe szczęście jest on bardzo zbliżony do Ngambay. Stąd po Ngambay kolejnym wyzwaniem to język Ngor, gdyż większa część ludności nie zna francuskiego. Ngambay jako język jest dosyć trudny, gdyż jest to język toniczny, składający się z tonu niskiego, średniego i wysokiego. W zależności od modulacji głosu słowo może mieć różne znaczenia. Dla przykładu słowo „kunda” może oznaczać: „pragnienie”, „uderzać” albo „koń”. Problem w tym, że nie ma jeszcze słownika fonetycznego, stąd zazwyczaj po lekcji gramatyki jest praca ze świeckimi, którzy uczą nas jak właściwie wymawiać i tłumaczyć podane zdania. Chodź nauka tego języka powoli idzie, to już odprawiałem kilka razy Mszę Święta w Ngambay.

Parafia w Bodo
Kurs ten trwał od wtorku do soboty do obiadu. W sobotę, jeden ze współbraci przyjeżdżał po mnie i mnie zabierał na weekend do Bodo a w poniedziałek wieczorem albo we wtorek wczesnym rankiem odwoził. Każdy weekend na placówce był bardzo intensywny. Co do mej parafii, to jest nas czterech: o. Abel z Peru, o. Joao z Portugalii, o. Luigi z Włoch i ja. Obok naszej placówki są jeszcze siostry Franciszkanki od św. Pietro al Cantara. Do parafii należy około 5 tyś ochrzczonych wraz z przygotowującymi się do chrztu. Nasza misja liczy ponad 90 wiosek podzielonych na 10 sektorów, oddalonych do kilkudziesięciu kilometrów. Do większości wiosek można się dostać samochodem terenowym. Tylko do kilku trzeba przeprawić się łódką i iść pieszo. Tak na marginesie, to nie zapomnę mojego pierwszego „chrztu bojowego”. Jechaliśmy wtedy do jednej z wiosek a współbrat przejeżdżał przez małe jezioro. Wszyscy się śmiali ze mnie, wystraszonego na widok tak wysokiej wody. Dzisiaj już sam kilka razy przeprawiłem się samochodem przez te nasze „marigo”. Pan Jezus powiedział kiedyś do swoich uczniów: „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. To prawda. Jest nas niewielu a wiele pracy misyjnej. Całe szczęście, że są katechiści. Głównie to oni zajmują się katechizowaniem wiernych. W naszej parafii jest ich około 90ciu. Oni też tłumaczą nasze kazania podczas Eucharystii z francuskiego na język lokalny. Ogromnie ważna jest współpraca między parafią i nimi i główny akcent pada na dobrym ich formowaniu. Rzeczywista jednak sytuacja daleka jest od ideału. Wielu z nich tak na prawdę nie rozumie przesłania ewangelii. Wielu z nich zostało kiedyś wyznaczonych na katechistę, bo trochę władało językiem francuskim. Co do moich konkretnych odpowiedzialności, to współbracia przydzielili mi dwa sektory: „Magdala” i „Sichar”, tzn. 18 wiosek. Uczynili mnie też odpowiedzialnym za „ruchy Maryjne” w parafii takie jak „Legio Marie”, „Rewnodji” i „Denenodji”. Od stycznia jestem także ekonomem we wspólnocie.
Niebawem Święta Bożego Narodzenia, chodź tu w Czadzie nie ma jeszcze oznak tego, że zbliżają się Święta. Niestety nie tylko drogi ale i Kościoły nie mają żadnych ozdób, które by przypominały Święta i wprawiały w świąteczny nastrój. Także i to ubóstwo trzeba z radością przyjąć. Wam moi drodzy pragnę złożyć serdeczne życzenia. Niech Boże Narodzenie będzie prawdziwym Narodzeniem Naszego Zbawiciela w sercu każdego z Was. Dziękuję za Wasze modlitwy obiecując także z mej strony pamięć modlitewną. W Wigilię i w Dzień Bożego Narodzenia odprawię za Was Eucharystię. Każdemu z Was z serca błogosławię.

o. Sebastian, kombonianin

WRÓĆ