ARTYKUŁY z tagiem: Listy

2011-12-30
Tagi:
Afryka, Kenia, Korogocho, Listy
Lokalizacja:
Świat
Boże Narodzenie w Korogocho

Tutaj, w Korogocho, w środku walki, coraz wyraźniej wierzę, że ten nasz kryzys jest ekonomiczny i finansowy, ale to nie jest kryzys człowieczeństwa. My, ludzie z dwudziestego pierwszego wieku jeszcze mamy w sobie tyle dobroci, taki potencjał solidarności, że na pewno znajdziemy wyjście z tej sytuacji. Mamy jeszcze wartości w sobie, które “profit-myślenie” próbowało wiele razy zniszczyć, ale bez sukcesu. Ludzkość zawsze potrafiła odnaleźć siebie w najtrudniejszych sytuacjach, i tak będzie i teraz. To nie jest naiwny optymizm, tylko wiara we Wcielenie naszego Boga: Bóg wszedł w nasz świat i właśnie stąd, jako jeden z nas, chce nas ratować.

Tutaj, w Korogocho, w środku walki, coraz wyraźniej wierzę, że ten nasz kryzys jest ekonomiczny i finansowy, ale to nie jest kryzys człowieczeństwa. My, ludzie z dwudziestego pierwszego wieku jeszcze mamy w sobie tyle dobroci, taki potencjał solidarności, że na pewno znajdziemy wyjście z tej sytuacji. Mamy jeszcze wartości w sobie, które “profit-myślenie” próbowało wiele razy zniszczyć, ale bez sukcesu. Ludzkość zawsze potrafiła odnaleźć siebie w najtrudniejszych sytuacjach, i tak będzie i teraz. To nie jest naiwny optymizm, tylko wiara we Wcielenie naszego Boga: Bóg wszedł w nasz świat i właśnie stąd, jako jeden z nas, chce nas ratować.

Obecna sytuacja światowa wydaje się jako ogromna walka, wszyscy przeciwko wszystkim; każdy próbuje ratować się jak może, albo uderzając drugiego, albo łapiąc się go z nadzieją, że on(a) nie zatonie. Prawdą jest, że już od dawna, przynajmniej od kilu lat, ci, którzy znają się na gospodarce, ale mają serce solidarne, dali nam wiele znaków zapowiadających upadek naszego systemu gospodarczego. Niektórzy używali biblijny obraz z księgi proroka Daniela, ten ogromny posąg z glinianymi stopami: prędzej czy później – mówili – wszystko się rozwali. A my? My kontynuowaliśmy to, co zawsze: opalaliśmy się na plaży świadomie ignorując nadchodzące tsunami.
A tsunami przyszło. Ale, uwaga! To nie jest katastrofa naturalna, albo kara Boża za nasz upór i ślepotę. Jest to natomiast wynik szatańskich kalkulacji, wyraźnych, dokładnych, zaplanowanych w najmniejszych szczegółach. To wszystko przyniosło śmierć milionom ludziom, tak: śmierć, bo co za życie jeśli nie masz pracy, a nawet złudzenia, że dostaniesz pracę; co za życie, jeśli najmniejsze chorowanie staję się przeszkodą nie do pokonania; co za życie jeśli dzień po dniu czujesz, że siły cię opuszczają, a stres wzrasta...? “Człowiek człowiekowi ten los przygotował”, można przeczytać na wejściu obozu w Oświęcimiu, a tak samo można byłoby powiedzieć o dzisiejszej sytuacji światowej. Tylko że obecni odpowiedzialni za to wszystko dzisiaj jeszcze świętują i rządzą, i są nazywani “zbawicielami” gospodarki, czyli świata.
Co gorzej, jeszcze dzisiaj, po tym, co się stało w ostatnich trzech latach, nie potrafimy rozumieć, że nasz system gospodarczy jest martwy, skończył się mizernie, z powodu samolubności i chciwości niewielu. Jeszcze marzymy o starych czasach, kiedy stać nas było prawie na wszystko... Czy to jest naprawdę to co chcemy?
Ten globalny kryzys z perspektywy Korogocho, miejsca, gdzie żyję i pracuję, ma inny wygląd. Nikt nie pyta o bond czy spread, nikogo nie interesuje jak dzisiaj zamknięto giełdę. Wszyscy jednak martwią się, bo ceny najbardziej podstawowych produktów (cukier, mąka, chleb, olej...) wzrosły podwójnie od początku roku. Ci, którzy mieli trochę kasy i mogli zatrudniać innych na choć jeden dzień roboty, teraz nie mają pieniędzy, więc nie zatrudniają już nikogo. Bardzo wiele osób jest w domu bez pracy, ale tutaj być bez pracy znaczy po prostu głód... idziesz spać bez jedzenia, bo możesz kupić jedzenie tylko jeśli dziś pracujesz... W Korogocho nie ma żadnej opieki społecznej, lub ubezpieczenia społecznego. Sytuacja jest naprawdę tragiczna, codziennie spędzam godziny słuchając bezradnie opowiadania ludzi: “właściciel domu zamknął mój dom, bo nie zapłaciłam za ostatnie dwa miesiące...”, “moja córka została wydalona ze szkoły, bo nie mogłem zapłacić...”, “moja żona jest jeszcze w szpitalu, choć wyzdrowiała, bo nie mam z czego zapłacić rachunek za szpital...”, “wczoraj wieczorem moje dzieci zapytały mnie: Mamo, idziemy spać i już? A ja: tak, dzieci, idziemy spać i już, bo nie ma nic do jedzenia... jutro Pan Bóg otworzy nam drogę”. Ilu ich jest?, pytam siebie, podczas gdy opowiadania tych ludzi trwają bez przerwy.
A odpowiedzialni za to wszystko dalej świętują i dają porady (nie za darmo, oczywiście). A my jeszcze nazywamy ich “zbawicielami”.
Ale, Bogu dzięki, Bóg wstąpił też do walki, z racji Jego imienia: Emmanuel, Bóg-z-nami. Jeśli On też bierze udział w walce, to znaczy, że możemy jeszcze mieć nadzieję, możemy marzyć o czymś pięknym. Marzenie daje Ci odwagę i pozwala Ci patrzyć dalej, poza pole bitwy. Tak jak umie robić Dorcas, dziewczyna, która spędziła ten rok w naszym Boma Rescue - centrum dla dzieci ulicy. Chce iść szkoły. “Kim chcesz być? Co chciałabyś robić?”, zapytałem ją wczoraj podczas spotkania wigilijnego w Centrum. “Chcę wybudować centrum jak to, a potem mieć swój sklep fryzjerski”, odpowiada pewnie. “Jak to zrobisz? Jak będziesz mogła zjednoczyć te dwie działalności?”, prowokuję ją. “W Centrum dam pracę innym, a ja będę prowadziła sklep, a w ten sposób będę mogła też dofinansować Centrum”. Nagle milczy, patrzy na mnie i mówi wprost w oczy: “Ten rok był dla mniej bardzo ważny, nie zapomnę dobra, które tutaj dostałam, a w jakiś sposób chcę oddać go innym”. Naprawdę, to są Święta Bożego Narodzenia, myślę sobie. Bóg się rodzi, jeszcze, i tym razem, bo wierzy w nas.
Druga dziewczyna przybiegła do mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy: “Zdałam egzamin do szkoły! Pójdę do szkoły!”. Jej szkoła jest tuż za ogrodzeniem Centrum Boma Rescue, jeszcze bliżej wysypiska śmieci, ale w życiu tej dziewczyny wszystko się zmieni: “Pojdę do szkoły!”. To Boże Narodzenie.
Osiem mężczyzn skończyło rehabilitację w Kibiko, a wróciło do domu, do swoich. Powrót do rodziny to nie jest łatwy, to owoc cierpliwej roboty naszych pracowników. Bracia, którzy nie mówili do siebie przez lata, teraz obejmują się; matki, które uważały swoje dzieci za martwe, krzyczą i płaczą z radości kiedy go widzą całkowicie przemienionego. Ludzie z Korogocho patrzą na tych mężczyzn ze zdziwieniem, bo pamiętają dokładnie kim oni byli, a teraz widzą przed sobą całkowicie nowych ludzi. To Boże Narodzenie, to Nowe Życie.
Tutaj, w Korogocho, w środku walki, coraz wyraźniej wierzę, że ten nasz kryzys jest ekonomiczny i finansowy, ale to nie jest kryzys człowieczeństwa. My, ludzie z dwudziestego pierwszego wieku jeszcze mamy w sobie tyle dobroci, taki potencjał solidarności, że na pewno znajdziemy wyjście z tej sytuacji. Mamy jeszcze wartości w sobie, które “profit-myślenie” próbowało wiele razy zniszczyć, ale bez sukcesu. Ludzkość zawsze potrafiła odnaleźć siebie w najtrudniejszych sytuacjach, i tak będzie i teraz. To nie jest naiwny optymizm, tylko wiara we Wcielenie naszego Boga: Bóg wszedł w nasz świat i właśnie stąd, jako jeden z nas, chce nas ratować.
Na koniec kilka krótkich wiadomości:
- Grudzień to miesiąc kiedy chłopcy z naszych centrum rehabilitacyjnych wracają do domu. W styczniu wszyscy pójdą do różnych szkół, albo do innych centrum rehabilitacyjnych. Znalezienie szkoły dla 120/150 chłopaków i dziewczyn co roku nie jest łatwe. Zapłacenie szkół to ogromny wysiłek dla nas, a jeszcze większy trud to dialog z rodzinami, aby wzięły na siebie odpowiedzialność za swoje dzieci.
- Grudzień to miesiąc wakacji w naszej szkoły St. John. Mieliśmy wiele robót na utrzymanie szkoły. To nie było łatwo, ale trzeba było. W styczniu chcemy przygotować plan ogólny na rozwój szkoły, podzielony na kilka etapów i na kilka lat (chyba, że wygram w totolotka, to wtedy będzie szybciej...).
- W przyszłym roku najprawdopodobniej uda nam się dobudować drugie piętro naszej biblioteki, aby mieć więcej miejsca dla uczniów, którzy codziennie przychodzą studiować i czytać (od stycznia do października ponad 60.000 uczniów skorzystało z naszej biblioteki!). Ten projekt stanie się możliwy dzięki hojności wielu ludzi: dzięki!
- W następnej grupie alkoholików, która pojedzie do Kibiko (koniec lutego 2012), chcielibyśmy żeby byli obecni także tzw. “dorośli chłopcy z ulicy”. Jeśli się uda a oni potrafią przyjść przez rehabilitację, to wtedy zaczniemy mały projekt auto-finansowania dla nich (robienie świec lub przygotowanie mydła), z pomocą pary osób z kościoła St. John oraz byłych-alkoholików już po rehabilitacji. Jeśli Dorcas potrafi tak mocno wierzyć, że jej się uda w swoim projekcie, dlaczego i my nie możemy wierzyć, że to marzenie też stanie się rzeczywistością?
To wszystko. To Święta! Bóg, który jeszcze raz staje się jednym z nas tylko dlatego że dalej wierzy w nas, zmusza nas do wzięcia życia w nasze ręce i do wejścia do walki. Tylko nie uderzaj drugiego człowieka, ale uśmiechaj się na niego i błogosław go. Być może świat stanie sie lepszy?
Wesołych Świąt i Nowy Rok od Łaski Pana!

o. Stefano, kombonianin

WRÓĆ