ARTYKUŁY z tagiem: Świadkowie

2012-04-19
Tagi:
Świadkowie, Tucum, Uganda
Lokalizacja:
Polska
Dr Wanda Błeńska - lekarka, która leczyła witaminą M

Wanda Błeńska urodziła się 30 października 1911 roku w Poznaniu. Po ukończeniu toruńskiego gimnazjum rozpoczęła studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego. Kierunek studiów, który wybrała dr Błeńska podyktowany był, jak sama mówi, chęcią spełnienia jej największego marzenia- wyjazdu na misje w charakterze lekarza. Gdy wybucha wojna, Błeńska wstępuje do Armii Krajowej, a po zakończeniu wojny emigruje z komunistycznej Polski do Londynu, gdzie rozpoczyna kurs medycyny tropikalnej.

Wanda Błeńska urodziła się 30 października 1911 roku w Poznaniu. Po ukończeniu toruńskiego gimnazjum rozpoczęła studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego. Kierunek studiów, który wybrała dr Błeńska podyktowany był, jak sama mówi, chęcią spełnienia jej największego marzenia- wyjazdu na misje w charakterze lekarza. Gdy wybucha wojna, Błeńska wstępuje do Armii Krajowej, a po zakończeniu wojny emigruje z komunistycznej Polski do Londynu, gdzie rozpoczyna kurs medycyny tropikalnej. Dopiero w roku 1950 ma możliwość spełnienia swojego marzenia- dostaje propozycje wyjazdu do Ugandy. Jak się później okaże spędzi tam ponad 40 lat swojego życia, pracując wśród trędowatych, niosąc im pomoc lekarską, ale też spokój, radość i nadzieję.

Ugandyjczycy bardzo ją pokochali, z resztą z wzajemnością, dlatego tak bardzo lubili spędzać z nią czas, spotykać się, rozmawiać, żartować. A ona, nawet mimo wielkiego zmęczenia, zawsze do nich wychodziła, pytała o zdrowie, sprawdzała czy nie mają zmian chorobowych. Oni to bardzo cenili... Dr Wanda Błeńska była bardzo oddanym lekarzem, interesowała się każdym pacjentem, w którym widziała przede wszystkim człowieka. Była bardzo zaangażowana w swoją pracę, każdemu starała się pomóc. Bardzo często powtarzała, że chorzy powinni otrzymywać witaminy, wśród których najważniejsza jest witamina M- Miłość. I ona tą witaminą właśnie leczyła, każdemu z nich dawała miłość, zainteresowanie, zrozumienie, ofiarowywała całą siebie, swój czas. Niesamowite w niej jest podejście do człowieka, do pacjenta. Pracując w Afryce nie zakładała rękawiczek do badania chorych, ponieważ chciała im pokazać, że się ich nie boi. Dla niej to właśnie człowiek był najważniejszy. Ugandyjczycy z pewnością to czuli i dlatego tak bardzo ja pokochali.
Po 43 latach spędzonych w Ugandzie dr Błeńska wraca do Polski, do rodzinnego Poznania. To nie oznacza wcale końca działalności misyjnej, zmienia sie jedynie charakter jej pracy. Od tej pory dr Błeńska zapraszana jest na różnego rodzaju spotkania, sympozja, konferencje, na których dzieli się swoim doświadczeniem misyjnym. Jej kalendarz jest zapełniony po brzegi, mimo to bardzo chętnie przyjmuje kolejne zaproszenia. I my, grupka młodych osób, skupiona wokół Kombonianów, która żywo interesuje się misjami, mieliśmy okazje spotkać Doktę (tak nazywali ją chorzy). Ona nikomu nie odmawia, dlatego też dla nas znalazła chwilę czasu na spotkanie, rozmowę.
Jest piękny, marcowy dzień. Przyjeżdżamy na ul. Miłą, przy której mieszka p. Wanda i nagle wszystkim serca zaczynają bić mocniej. Jakie odczucia? Myślę, że przede wszystkim podekscytowanie, radość, ale też trochę stres. No w końcu nie jest to zwykła osoba. Przekraczamy próg domu...emocje rosną... wchodzimy do pokoju, który jakby przenosi nas w czasie i przestrzeni. Wszędzie pamiątki z Afryki, pełno zdjęć afrykańskich dzieci, ale nie tylko. Na łóżku lalki- rodzina afrykańska. Z każdego zakątka pokoju tchnie Afryka. I nagle widzimy filigranową postać siedzącą w fotelu, która już od progu wita nas ciepłym uśmiechem- to ona, lekarka, która ukochała misje. Każdego z nas ściska na powitanie, całuje nawet kwiat, który przywieźliśmy dla niej- stres mija. Bije od niej niesamowita radość, entuzjazm, ciepło, którym zaraża. Ona sama tworzy niesamowitą atmosferę, atmosferę, w której każdy czuje sie dobrze, jak u siebie, bez skrępowania. Ponieważ dr Błeńska nie lubi prowadzić wykładów, prosi nas o pytania. I zaczynają się niesamowite historie z Czarnego Lądu... Opowiada o trudach, jakie trzeba było przetrwać, ale częściej mówi o tych radosnych chwilach, bo jak sama podkreśla „to, co złe trzeba przebaczać i zapominać”. Widać, że wspomnienia tamtych miejsc, ludzi sprawiają jej radość i wywołują uśmiech na twarzy. Ona naprawdę pokochała misje, pokochała tych ludzi, ich kulturę, sposób bycia.
Mimo wieku ma niezwykłą pamięć, pamięta wiele szczegółów, nie tylko z pobytu na misjach, ale też z dzieciństwa i młodości. Sposób w jaki opowiada sprawia, że także i my przenosimy się do Afryki, możemy wyobrazić sobie życie Ugandyjczyków. Przez ten czas była ona dla nas kimś w rodzaju przewodnika pokazującego nam rzeczywistość Afryki, pracę i ludzi.
Gdy nadszedł czas na pokazanie pamiątek z Afryki, które przywieźliśmy ze sobą, p. Wanda zatrzymywała się nad każdą z nich, dotykała, zachwycała się i podziwiała. A na instrumencie muzycznym to nawet próbowała zagrać. I to właśnie sprawia, że jest ona nieprzeciętna. Kobieta, która osiągnęła naprawdę bardzo dużo, posiadającą rozległą wiedzę z zakresu leczenia trądu, obdarowana wieloma wyróżnieniami, orderami w tym wszystkim jest bardzo skromna i taka „ludzka”. Posiada tę niesamowitą umiejętność cieszenia się z rzeczy najprostszych, tak jak ludzie w Afryce.
To, co uderza na pewno każdego kto spotka dr Błeńską to jej entuzjazm i poczucie humoru. W trakcie naszej rozmowy co jakiś czas opowiadała nam żarty, z których wspólnie się śmialiśmy.
To żywy przykład osoby, która całkowicie zaufała Bogu, osoby, która postanowiła żyć dla innych, poświęcić się dla innych, mając świadomość wielu konsekwencji, które mogła ponieść. Dla niej nie miało to znaczenia, dla niej liczył i wciąż liczy się człowiek.
Dla nas, osób, które rozważają wyjazd na misje było to bardzo ubogacające spotkanie, które pozostanie w nas na zawsze. Dr Błeńska rozbudziła w nas entuzjazm, radość, siły i chęci do spełniania swoich marzeń, tak jak zrobiła to ona. Jest ona świetnym przykładem na to, że całkowite zaufanie Panu Bogu gwarantuje nam szczęście. „Jak się ma tę ufność to zawsze jest dobrze.”- mówiła dr Błeńska.



Najważniejszą radę jaką dała nam p. Wanda były słowa: „Jeśli macie jakieś dobre, świetlane pomysły, to je pielęgnujcie. Nie dajcie im zasnąć, nie odrzucajcie ich tylko dlatego, że wydają się niemożliwe czy trudne do zrealizowania. Swoje marzenia trzeba pielęgnować! Praca na misjach jest ciężka, ale piękna.” Niech te słowa towarzyszą nam każdego dnia i dodają odwagi.

Asia, TUCUMowiczka

WRÓĆ