ARTYKUŁY z tagiem: Świadkowie

2012-02-02
Tagi:
Świadkowie
Lokalizacja:
Polska
"Zło dobrem zwyciężaj" – historia bł. Jerzego Popiełuszki

6 czerwca br. obchodziliśmy beatyfikację sługi bożego ks. Jerzego Popiełuszki. Kapłana niezłomnego, który swą piękną postawą bronił prawdy i godności człowieka. Swoją męczeńską śmiercią wpisał się on na trwałe do grona męczenników w Polsce i całym Kościele powszechnym. Warto poznać bliżej tę postać i historię człowieka, którego dziś za przykład daje nam Kościół, ogłaszając go błogosławionym.

Dzieciństwo
Ks. Jerzy Alfons Popiełuszko urodził się 14 września 1947 roku we wsi Okopy niedaleko Suchowoli na Podlasiu w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Jak się potem okaże data ta nie jest chyba przypadkowa, a ma wręcz wymiar symboliczny. Pochodził z rodziny bardzo religijnej. Miał 2 braci i 2 siostry. Już od najmłodszych lat zadziwiał swą pobożnością i dobrem. Pomagał rodzicom w pracy w polu i codziennie uczęszczał do Kościoła. Od dzieciństwa był ministrantem, codziennie wstawał o 5 rano i wychodził ponad godzinę wcześniej do szkoły oddalonej o 5 km drogi przez las, aby zdążyć na Mszę św. do kościoła, a następnie na lekcje. W rodzinie Popiełuszków panowała atmosfera pobożności i dobra. Wspólnie całą rodziną odmawiali oni różaniec, a także inne nabożeństwa. Mały Alek był bardzo pracowitym, a zarazem skromnym i posłusznym dzieckiem. Często również po lekcjach zostawał w kościele na modlitwie. Był przeciętnym uczniem, wolał bardziej przedmioty humanistyczne niż ścisłe. Koledzy i koleżanki wspominają go bardzo dobrze jako spokojnego i życzliwego kolegę. Raczej nie udzielał się społecznie, uczęszczał natomiast na kółko fotograficzne, gdyż jego pasją było robienie zdjęć.

Seminarium
Po zdaniu matury postanawia złożyć papiery do Wyższego Metropolitarnego Seminarium Duchownego w Warszawie. W 1965 roku zostaje przyjęty i rozpoczyna naukę. Po pierwszym roku zostaje wcielony do specjalnej jednostki wojskowej w Bartoszycach o zaostrzonym rygorze. Można powiedzieć, że służba wojskowa była pierwszą poważną represją dla młodego alumna ze strony władzy komunistycznej. Młody kleryk bardzo to przeżywał zarówno fizycznie jak i psychicznie. Ks. Jerzy miał bardzo słabe zdrowie, które po wojsku osłabiło się jeszcze bardziej. Klerycy byli bardzo szykanowani. Robiono wszystko aby odwieść ich od decyzji dalszego studiowania w seminarium. Starano się ich skłócić, utrudniano praktyki religijne, swobodę obywatelską, kazano chodzić na wykłady polityczne. Starano się złamać ducha wiary kleryków. Mimo tych wielkich utrudnień klerycy bardzo mocno się trzymali a całą nadzieję pokładali w Bogu. Modlili się razem czemu bardzo często przewodniczył ks. Jerzy. Na uwagę zasługuje pewne wydarzenie kiedy to dowódca plutonu kazał klerykowi Popiełuszce zdjąć różaniec z palca przed całym plutonem. Ks. Jerzy nie ustąpił pomimo wielu gróźb. Za karę musiał stać boso na betonowej posadzce w pełnym umundurowaniu i ciężkim plecakiem w hełmie przez 3 godziny przed oficerem politycznym, który mu ubliżał. Pomimo tego nie ugiął się i stwierdził, że różańca nie zdejmie. W końcu zarządzono alarm karny dla całej drużyny, aby podburzyć kolegów przeciwko ks. Jerzemu. Klerycy jednak nie dali się zmanipulować. Po roku okres służby wojskowej dobiegł końca i wszyscy klerycy mogli wrócić do seminarium. Niestety ks. Jerzy podupadł wtedy na zdrowiu. Był on dobrym klerykiem, dobrym i życzliwym w stosunku do kolegów. Od gry w piłkę w czasie wolnym wolał spacery. Podobno nawet kiedyś oblał egzamin z muzyki kościelnej. W 1971 roku postanawia zmienić imię Alfons na Jerzy ze względów społecznych.

Kapłaństwo
Po 7 latach przyszedł wreszcie czas święceń kapłańskich, które odbyły się 28 maja 1972 roku z rąk ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego w katedrze warszawskiej. Pierwszą parafią ks. Jerzego była parafia św. Trójcy w Ząbkach niecałe 10 km na północny - wschód od Warszawy. Początkowo niczym się nie wyróżniał. Był zwykłym wikarym. Uczył dzieci religii w kościele, zajmował się ministrantami i młodzieżą, nawiązywał łatwo kontakty z parafianami. Był otwarty i pogodny w swej posłudze. Bardzo lubił wycieczki rowerowe. Po 3 latach został przeniesiony do parafii w Aninie - dzielnicy Warszawy - do parafii Matki Bożej Królowej Polski. W nowej parafii ks. Jerzy równie szybko się zaklimatyzował. Spotykał się z nauczycielami, a także z zaprzyjaźnionymi rodzinami np. rodziną Orygów. Niestety już wtedy nie cieszył się on dobrym zdrowiem co bardzo utrudniało mu pracę, w której się nie oszczędzał. Po pewnym czasie do zadań księdza należała również parafia Dzieciątka Jezus w północnej dzielnicy Warszawy na Żoliborzu gdzie przeniósł się w 1978 roku. Tu również chrzcił, namaszczał, przygotowywał dzieci do pierwszej Komunii św., udzielał sakramentu małżeństwa a także odprawiał Mszę i spowiadał. Wykonywał swoje obowiązki z wielką czcią i oddaniem. Bardzo lubił odwiedzać chorych. Zawsze znalazł czas aby z każdym porozmawiać, pocieszyć, podnieść na duchu. Z czasem problemy zdrowotne nasilały się. W marcu 1979 roku zasłabł przy Ołtarzu co było wynikiem anemii. W maju 1979 roku ks. Jerzy trafił do kościoła akademickiego na Krakowskim Przedmieściu. Zajmował się tam głównie studentami i urządzał konwersatoria dla studentów medycyny a także średniego personelu medycznego gdyż został przydzielony do opieki nad środowiskiem służby zdrowia. W tym czasie cała Polska przygotowywała się do pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny. Ks. Jerzy odpowiedzialny był między innymi za zabezpieczenie medyczne tej wizyty. Organizował lekarzy i pielęgniarki jako wolontariuszy pomagających podczas Mszy św. w Warszawie. Decydującym momentem w życiu ks. Popiełuszki było przeniesienie go na kolejną jak się później okazało ostatnią już w życiu parafię św. Stanisława Kostki na Żoliborzu 20 maja 1980 roku. Ks. Jerzy był tam rezydentem. Przełomowym momentem był 31 sierpnia 1980 roku kiedy to strajkujący hutnicy z Huty Warszawa potrzebowali księdza, aby odprawił im Mszę św. Przybyli na plebanię i ksiądz Jerzy akurat miał czas i zgodził się bez wahania. Od tamtego momentu na trwałe związał się ze środowiskiem ludzi pracy. Gdy wybuchł stan wojenny 13 grudnia 1981 roku ks. Jerzy bardzo to przeżył i czynnie zaangażował się w pomoc dla potrzebujących. Robił paczki i udzielał się w prymasowskim komitecie pomocy dla internowanych. Często pracował ponad siły. Nikomu nie odmówił pomocy. Oddawał nawet rzeczy osobiste potrzebującym. Również podczas strajku w Wyższej Szkole Pożarnictwa w Warszawie ks. Jerzy nie opuścił strażaków odprawiając im Mszę św. i spowiadając - był z nimi do końca. W Wigilię 1981 roku ks. Jerzy wziął torbę opłatków i obszedł wszystkie posterunki Zomo łamiąc się z milicjantami opłatkiem. Żal mu było, że marzną na polu.

Msze za Ojczyznę
Pierwsze Mszę za Ojczyznę zostały odprawiane począwszy od 17 stycznia 1982 roku. Gromadziły one nieprzebrane rzesze wiernych. Na Mszach tych śpiewano pieśni patriotyczne, a także wygłaszano kazania i czytano wiersze. Msze te łączyły literatów, ludzi nauki jak również robotników, prostych ludzi. Wszyscy czuli potrzebę wolności a żoliborski kościół dawał taką właśnie enklawę. Z czasem Mszę za Ojczyznę gromadziły coraz więcej osób i zaczęły być odprawiane regularnie. Musiano nieraz odprawiać na dziedzińcu kościoła gdyż przychodziło na nie kilkanaście tysięcy ludzi. Tłumy rozciągały się na przyległe ulice Żoliborza. Ksiądz Jerzy głosił, aby zło dobrem zwyciężać. Nawoływał do miłości bliźniego, ale także do życia w prawdzie gdyż tylko prawda nas wyzwoli. Nie podobało się to władzom komunistycznym. Ks. Jerzy zaczął być śledzony i inwigilowany. Utworzono całą siatkę agentów, która miała przeniknąć do bliskiego otoczenia ks. Popiełuszki.

Początek prześladowań
Do pierwszego poważnego zamachu na jego życie doszło w pierwszą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w nocy z 13 na 14 grudnia 1982 roku. Wrzucono cegłę z ładunkiem wybuchowym na plebanię do mieszkania ks. Jerzego. Cudem jednak nie doszło do tragedii ponieważ ksiądz zajęty był robieniem paczki i nie otworzył od razu drzwi. Cegła wybiła wtedy 2 szyby. Od tamtego momentu hutnicy zamontowali w oknach kapłana kraty, a sami pełnili przy nim dyżury tworząc jego ochronę. Od tego czasu ksiądz Jerzy był już bardzo prześladowany. Cały czas był śledzony, wzywany do prokuratury, rewidowany, siedział nawet chwilowo w więzieniu. Był strasznie szykanowany. 14 maja 1983 roku całą Polską wstrząsnęła wiadomość o brutalnej śmierci maturzysty Grzegorza Przemyka, który został śmiertelnie pobity przez milicjantów na komisariacie przy ulicy Jezuickiej w Warszawie. Grzegorz Przemyk był synem poetki Barbary Sadowskiej znanej opozycjonistki - walczącej z komuną. Śmierć jej syna była zemstą za jej działalność. W tamtych dniach pogrzeb Grzegorza Przemyka był ogólnopolską manifestacją poparcia dla niego i całej Solidarności. Ks. Jerzy otoczył wówczas opieką jego mamę i bardzo wspierał ją w tym trudnym czasie. Podczas kolejnej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski ks. Jerzy nie mógł się z nim spotkać gdyż nie dostał przepustki.

Pielgrzymka ludzi pracy
W 1983 roku ks. Jerzy został ogólnopolskim duszpasterzem ludzi pracy i właśnie wtedy zorganizował pierwszą pielgrzymkę ludzi pracy na Jasną Górę. Z czasem nagonka na księdza Jerzego stała się coraz większa. Próbowano go ośmieszyć i oczernić w oczach wiernych i właśnie do tego celu wykorzystano prasę i telewizją gdzie rzecznik rządu Jerzy Urban mówił, że ks. Popiełuszko na Mszach za Ojczyznę urządza seanse nienawiści. Wytoczono ks. Jerzemu pokazowy proces, który polegał na rewizji jego mieszkania na ulicy Chłodnej w Warszawie, które dostał od swojej ciotki z USA i podrzuceniu ulotek solidarnościowych, amunicji i granatów! Wszystkie te rzeczy były wcześniej podrzucone przez SB w celu kompromitacji ks. Popiełuszki. We wrześniu 1984 roku odbyła się druga pielgrzymka ludzi pracy na Jasną Górę, której przewodniczył również ks. Jerzy. Czuł on już wtedy, że zostanie zamordowany. Doskonale zdawał sobie sprawę, że poniesie największą ofiarę. Do pierwszego zamachu doszło 13 października 1984 roku. Ksiądz Jerzy wracał wówczas samochodem do Warszawy wraz z kierowcą Waldemarem Chrostowskim i przyjacielem Sewerynem Jaworskim. Zauważyli oni zamaskowaną postać rzucającą kamieniem w szybę. Rzut był niecelny. Jak się później okazało zamachowcem był kapitan Grzegorz Piotrowski, późniejszy zabójca ks. Popiełuszki.

Śmierć
19 października to ostatni dzień życia księdza Jerzego Popiełuszki. Wraz z kierowcą Waldemarem Chrostowskim udaje się on do Bydgoszczy do kościoła św. Braci Męczenników na swoją ostatnią Mszę św. i różaniec. Na Mszy św. w Bydgoszczy byli również zabójcy - funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Po Mszy i kolacji ks. Jerzy udaje się w podróż powrotną do Warszawy, z której już nigdy nie powróci. Około godziny 22.15 w miejscowości Górsk patrol milicyjny wyprzedza samochód księdza i jego kierowcy i zatrzymuje do 'kontroli'. Po zatrzymaniu ks. Jerzy zostaje pobity i wrzucony do bagażnika fiata 125 p a jego kierowca zakuty w kajdanki. Ks. Jerzy 3 razy uciekał z bagażnika. Za każdym razem był bity aż do nieprzytomności. W końcu założono mu pętle katyńską polegającą na tym, że nie mógł on ruszać ani rękami ani nogami gdyż sznur zaciskał się wokół szyi. W niewyjaśnionych okolicznościach Waldemarowi Chrostowskiemu udaje się wyskoczyć z jadącego fiata 125 p i zawiadomić odpowiednie służby. Najprawdopodobniej ksiądz Jerzy Popiełuszko został przekazany przez swoich oprawców - funkcjonariuszy SB : Grzegorza Piotrowskiego, Adama Chmielewskiego i Leszka Pękalę innej grupie, która więziła i torturowała przez kilka dni ks. Jerzego prawdopodobnie w bazie wojsk sowieckich w Kazuniu pod Warszawą. Ksiądz Jerzy bardzo cierpiał - był bity i torturowany. Nie wyrzekł się jednak wiary. Ostatecznie został wrzucony do zalewu wiślanego na tamie we Włocławku z workiem kamieni przyczepionym do nóg. Ciało wyłowiono 30 października 1984 roku. Ciało było w bardzo złym stanie - tak strasznie było zmasakrowane. Cała twarz była zdeformowana. Identyfikacji dokonał dopiero brat ks. Jerzego, Józef po znamieniu na klatce piersiowej i uzębieniu. Pogrzeb odbył się 3 listopada 1984 roku w Warszawie - parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu gdzie obecnie znajduje się grób ks. Jerzego. Uroczystości żałobne była to ogólnopolska manifestacja wiary i Solidarności. Naród przyjechał z całej Polski. We Mszy św. żałobnej wzięło udział 600.000 wiernych.

Popiełuszko - dziś
Z tej śmierci płynie wielkie dobro. Była ona obudzeniem w narodzie zrywu wolności. Pan Bóg dopuszcza czasem zło aby wyprowadzić z niego dobro. Po 5 latach od tamtych wydarzeń Polska odzyskała niepodległość i nastała demokracja. Znanych jest wiele przypadków cudów płynących za pośrednictwem ks. Jerzego wobec wiernych modlących się za jego wstawiennictwem. Między innymi znany jest przypadek uleczenia ciężkich chorób. Pewna kobieta modląca się przy grobie odzyskuje wzrok, pewien alkoholik modlący się przy grobie z dnia na dzień przestaje pić. Również najbliżsi ks. Jerzego doświadczyli wielu łask. Mama księdza - Marianna po odmówieniu nowenny stwierdziła uleczenie stawów kolan brat Józef wyleczył się z nowotworu.
Myślę, że ks. Jerzy gdyby dzisiaj żył bardzo by się cieszył, że mamy wolny kraj. Sam przecież o tę wolność walczył i była mu ona tak bliska. Walczył o wolność zewnętrzną, bo wewnętrznie był wolny aż do śmierci. Bo nie da się w człowieku zabić wartości, sumienia, dobra i patriotyzmu. Od każdego z nas zależy czy wykorzystamy to ziarno prawdy jakie zaszczepił w nas ksiądz Popiełuszko - wiarę w ideały i człowieczeństwo nawet wtedy gdy zło nas otacza. Cieszył by się, że mamy wolny kraj ale zarazem zastanawiałby się czy w dobrym kierunku zmierza Polska. Pewnie zadawałby pytanie czy dobrze wykorzystaliśmy tę wolność i czy jej nie marnujemy. W dobie powszechnego liberalizmu i konsumpcjonizmu trzeba zdawać sobie sprawę, że nauka Kościoła od 2000 lat jest taka sama a przykazania i dogmaty wciąż są wyraźnie wyznaczone. Nie można relatywizować przykazań tylko nimi żyć, a tylko wtedy osiągniemy życie wieczne. Módlmy się za wstawiennictwem ks. Jerzego Popiełuszki abyśmy zawsze żyli prawdą i w prawdzie, aby słowa św. Pawła "Zło dobrem zwyciężaj” które były życiowym mottem ks. Popiełuszki nigdy nie przeminęły, ale przemieniły nasze serca.



Mateusz Bodziarczyk

WRÓĆ