ARTYKUŁY z tagiem: misje

2016-10-03
Tagi:
męczennik, Meksyk, misje
Lokalizacja:
Świat
Bł. José Luis Sánchez zostanie ŚWIĘTYM

Każdy wierzący człowiek wie, że życie jest największym darem ofiarowanym przez Boga i każda chwila jest nam dana z Jego woli. Szanujemy nasze życie i troszczymy się, by było jak najlepsze, a jego wartość jeszcze bardziej doceniamy w sytuacji zagrożenia. Często słyszymy o ludziach, którzy swoje jedyne życie oddali broniąc wiary w Tego, który im je podarował. Jest to najwyższa cena, jaką można zapłacić za wierność Chrystusowi i największa miłość, jaką można Mu okazać. Nie ma większej ceny za wiarę, niż oddać własne życie, dlatego męczenników otaczamy tak wielką czcią.

W dniu 16 października br. papież Franciszek do grona świętych dołączy meksykańskiego męczennika, który swoją śmiercią przypieczętował wiarę w Chrystusa. Ten czternastoletni chłopiec, José Luis Sánchez del Río, udowodnił, że człowiek jest zdolny do wielkich i świętych rzeczy. Urodził się 28 marca 1913 r. w Sahuayo, w Meksyku, w niezamożnej rodzinie, ale za to głęboko religijnej. Jego rodzicami byli Macario Sánchez i María del Río. Miał dwóch starszych braci i młodszą siostrę. Jednym z jego ulubionych zajęć była jazda konna – umiejętność, która bardzo mu się przydała, kiedy przyłączył się do Cristeros. Chłopiec codziennie chodził na Msze św. i często się spowiadał. Jezusa uważał za swojego najlepszego przyjaciela, dlatego w ciągu dnia często z Nim rozmawiał o wszystkim, co się wydarzyło. Swoją obecnością przekazywał innym żarliwą miłość do Chrystusa.

 

 

Żył w czasach, kiedy wiara w Boga była źle widziana, a Kościół ostro atakowany. I to nie gdzieś w odległych krajach, ale w jego własnym, w Meksyku. Kościół pozbawiono tam nie tylko większości uprawnień cywilnych i politycznych, ale nawet prawa do odprawiania nabożeństw. Duchowieństwo zaliczano „do tej samej klasy, co kryminalistów i opętanych”, a zakony zdelegalizowano. Prawo uznawało jedynie śluby cywilne. Publiczne wyznawanie wiary ograniczono jedynie do budynków kościelnych, które znajdowały się „pod uważnym okiem rządu”. Państwo skonfiskowało wszystkie zabudowania należące do Kościoła, łącznie z rezydencjami episkopatu i szpitalami, oraz prowadzone instytucje charytatywne. Szkół nie mogły prowadzić osoby wierzące, a edukację religijną zakazano nawet w szkołach prywatnych.

Konflikt jeszcze bardziej się nasilił, kiedy prezydentem został słynący z okrucieństwa antykatolicki Plutarco Elías Calles. To on zalegalizował całkowite prześladowanie Kościoła przez wprowadzenie tzw. Prawa Callesa. Procesje religijne były uznawane za nielegalne i ostrzeliwane, a kościoły profanowano lub niszczono. Krzyże i obrazy religijne były zakazane nawet w domach prywatnych, a używanie słowa „Bóg” w mowie codziennej było przestępstwem, za które nakładano grzywnę. Tak rygorystyczne antykościelne prawa spowodowały, że Kościół znalazł się w bezbożnym państwie. Katolicy, głównie chłopi i ludność wsi, stanęli w jego obronie, tworząc nieformalną armię pod nazwą Cristeros. Słabo uzbrojeni, niewykwalifikowani żołnierze, którzy w czasie marszu śpiewali pieśni religijne, a wieczorami odmawiali różaniec, z bojowym okrzykiem „Viva Cristo Rey i viva la Virgen de Guadalupe” („Niech żyje Chrystus Król i Matka Boża z Guadalupe”) ruszyli do walki z silniejszymi wojskami antyklerykalnego prezydenta Callesa. Ich celem była obrona Chrystusa i doprowadzenie do tego, aby otwarto kościoły i aby znowu można było przyjmować sakramenty niezbędne do zbawienia.

 

Cristeros, pod dowództwem generała Guízara Morfína, udali się do miasteczka Guadalajary, niedaleko Sahuayo, gdzie przyłączyło się do nich wiele osób, wśród nich dwaj starsi bracia José Sáncheza del Río. On sam również chciał się zaciągnąć do Cristeros, ale rodzice, jak też sam generał Morfín, nie chcieli się na to zgodzić. José jednak bardzo nalegał, mówiąc: „Nigdy nie będzie mi tak łatwo wejść do nieba jak teraz”. Męczeństwo bowiem postrzegał jako dokonywanie cudownych czynów dla Pana Boga oraz możliwość szybkiego osiągnięcia raju. Udało mu się przekonać rodziców i generała Morfína, który powierzył mu trzymanie sztandaru oddziału znajdującego się pod jego dowództwem. Chłopiec brał nawet udział w bezpośrednich walkach. W jednej z nich, w samym środku bitwy, wykazał się niezwykłą odwagą i wielkim sercem. Kiedy koń generała został postrzelony, bez chwili zastanowienia oddał dowódcy swojego. Morfín nie chciał go przyjąć wiedząc, że José może wpaść w ręce żołnierzy. Ten jednak nalegał: „Mój generale, oto koń, niech się pan ratuje, a mną proszę się nie przejmować. Mnie może zabraknąć, ale pana nie!”. Ostatecznie nakłonił go do ucieczki, a sam osłaniał jego odwrót aż do momentu, kiedy skończyła się amunicja. Wówczas go pojmano i wtrącono do więzienia, gdzie poprosił o papier i atrament z myślą o napisaniu listu do matki:

„Moja Kochana Mamo! Podczas dzisiejszej walki zostałem schwytany i uwięziony. Myślę, że przyszedł czas na śmierć. Ale to nie ma znaczenia, Mamo. Proszę, przyjmij wolę Boga. Umieram szczęśliwy, ponieważ umieram na polu walki, obok naszego Pana. Nie bądź strapiona moją śmiercią, bo to tylko sprawiłoby mi więcej smutku. Powiedz moim braciom, aby poszli za przykładem najmłodszego. Czyńcie, po prostu, wolę Boga. Bądź silna i proszę, przyślij mi swoje i taty błogosławieństwo. Pożegnaj ode mnie wszystkich. Na zakończenie tego listu przyjmij serce twojego syna, który tak bardzo Cię kocha i który pragnął jeszcze przed śmiercią Cię zobaczyć”.

 

 

José podczas pobytu w więzieniu codziennie przyjmował Komunię św. z rąk wuja księdza Ignacio Sáncheza. Chłopiec był bity, głodzony, pozbawiany snu, na co odpowiadał jeszcze żarliwszą modlitwą. Kiedy go straszono lub zadawano ból, mówił: „Wolę umrzeć niż zdradzić Chrystusa i swój kraj”. Żołnierze prezydenta Callesa za wszelką cenę chcieli pozyskać świątobliwego chłopca na swoją stronę, ale on się nie poddawał. Gdy zabrali go na publiczną egzekucję jednego z Cristeros, zdążył zawołać: „Zaraz będziesz w niebie, przygotuj mi tam miejsce”.

10 lutego 1928 r. antyklerykałowie skazali czternastoletniego chłopca na śmierć. José zdążył jeszcze napisać ostatni swój list, tym razem do swojej cioci Marii: „Moja droga ciociu! Jestem skazany na śmierć. O 8.30 nadejdzie chwila, której tak bardzo pragnę. Dziękuję Tobie za całe dobro, które mi uczyniłaś, Ty i Magdalena. Nie jestem w stanie napisać do mamy, więc proszę Ciebie, byś Ty to uczyniła. Powiedź Magdalenie, że pułkownik zgodził się, abym mógł się z nią zobaczyć po raz ostatni i mam nadzieję, że nie odmówi. Pozdrów ode mnie wszystkich a Ty przyjmij jak zawsze i po raz ostatni serce twojego bratanka, który bardzo Cię kocha i zobaczyć pragnie. Chrystus żyje, Chrystus króluje! Niech żyje Chrystus Król i Matka Boża z Guadalupe! José Sánchez del Río, który umarł w obronie swojej wiary. Żegnajcie!”.

Zanim nadeszła chwila śmierci, chłopiec przeszedł prawdziwą Golgotę. Na początek pocięto mu skórę na stopach i zmuszono do przejścia długiej kamienistej drogi z kościoła na cmentarz. Z bólu ledwo powłóczył nogami. Po drodze upadał i płakał, ale oprawcy nie mieli litości. Kazali mu iść dalej, popędzając bagnetami. Co jakiś czas zachęcali go, by zawołał: „Śmierć Chrystusowi Królowi”, a wtedy darują mu życie. Na cmentarzu żołnierze zmusili go, by wykopał własny grób. Poddając go kolejnym brutalnym aktom, wciąż nalegali, aby wyrzekł się wiary. A on, chwilę przed śmiercią, znalazł jeszcze siłę, aby ostatni raz wyszeptać: „Niech żyje Chrystus Król i Matka Boża z Guadalupe”. Po tych słowach jeden z żołnierzy strzelił mu w skroń.

 

 

José Luis Sánchez del Río został beatyfikowany przez papieża Benedykta XVI w dniu 20 listopada 2005 r. wraz z dwunastoma innymi meksykańskimi męczennikami Cristeros. Obecnie czczony jest w wielu krajach świata. Każdego roku w Sahuayo, gdzie zginął, młodzi chłopcy i mężczyźni ubierają się w dżinsowe spodnie, białe koszule, kapelusze, czerwone chusty i jeżdżą konno, inscenizując Cristeros. W ten sposób wspominają ich bohaterską walkę o wolność wiary. Historia męczeństwa młodego José została uwieczniona w książce „Młody męczennik” i doczekała się ekranizacji pt. „Cristiada”.

 

 

Wiara każdego człowieka jest często poddawana próbie. A na ile my jesteśmy w stanie przyjąć cierpienie i ofiarować Bogu całe swoje życie? Przykład męczennika José uświadamia nam, zarówno młodym, jak i starszym, że gdy staramy się wypełniać wolę Bożą, Stwórca daje nam siłę potrzebną do przetrwania największych trudności.

Niech święte życie José Luisa Sáncheza del Río poruszy nasze serca i będzie inspiracją do całkowitego zaufania Panu Bogu i przyzwolenia, by to On wszystko prowadził. Pamiętajmy, że życie ofiarowane Bogu nigdy nie będzie zmarnowane, ale przyniesie obfite owoce. Tak bowiem obiecuje nam sam Chrystus: „Kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 24).

 

Panie Jezu Chryste,

który natchnąłeś serce bł. José do mężnego wyznawania wiary,

przez wstawiennictwo tego młodego meksykańskiego męczennika,

zawierzam Ci dziś serce i drogę mojego życia.

Proszę Cię, Panie, o dar odwagi i męstwa w dawaniu świadectwa swojej wiary.

Spraw, bym jak bł. José potrafił(a) mądrze i zgodnie z Twoją wolą iść przez życie,

niosąc światu i ludziom prawdę o Twoim królowaniu i Twojej miłości do człowieka.

Przez Serce Niepokalanej, z wiarą wyznaję: Viva Cristo Rey! Niech żyje Chrystus Król!

 

 

opr. Ewa Gniady

WRÓĆ