ARTYKUŁY

2010-12-31
Tagi:
Afryka, Kenia, Korogocho, Listy
Lokalizacja:
Świat
Nowy Rok w Korogocho

Drodzy Przyjaciele, dzisiaj to ostatni dzień roku, mojego pierwszego roku w Korogocho, w Kenii, i nie mogę pozwolić, by te świąteczne dni minęły bez żadnego znaku ode mnie, bez żadnego dzielenia się moją i naszą drogą tutaj, z ludźmi z którymi żyję. Ostatnie miesiące były rzeczywiście bardzo intensywne, zwłaszcza kiedy o. Paolo był we Włoszech na urlopie, ale były też niesamowicie ciekawe i pełne prawdziwego życia.

 

Drodzy Przyjaciele, dzisiaj to ostatni dzień roku, mojego pierwszego roku w Korogocho, w Kenii, i nie mogę pozwolić, by te świąteczne dni minęły bez żadnego znaku ode mnie, bez żadnego dzielenia się moją i naszą drogą tutaj, z ludźmi z którymi żyję. Ostatnie miesiące były rzeczywiście bardzo intensywne, zwłaszcza kiedy o. Paolo był we Włoszech na urlopie, ale były też niesamowicie ciekawe i pełne prawdziwego życia.

Inny świat
Myślę o Was wszystkich i wyobrażam sobie Wasze bieganie tuż przed Świętami i potem spokój rodzinny podczas tych Świąt. Na pewno nie ja będę Was pouczał, że u w Europie już nie ma Bożego Narodzenia, że zgubiliście prawdziwy sens Świąt... Ja przeżyłem niesamowite Święta w Polsce, mile je pamiętam i bardzo ich mi brakuje. Oczywiście było bieganie po sklepach, ale była też niezapomniana atmosfera rodzinna, pragnienie pojednania i przeżywania tych dni w sposób szczególny, wyjątkowy; próba życia w inny sposób, choćby przez jeden dzień. A więc moje życzenia są takie, żebyście nie ulegali żadnemu pesymizmowi, nie tracili nadziei, że można tworzyć świat inny, lepszy, bardziej ludzki i sprawiedliwy. Ci przyjaciele, którzy trzymają kontakt z nami tu w Korogocho, są naprawdę niesamowitymi osobami, odważnymi, prostymi, ale głęboko wierzącymi, że inny świat jest możliwy. Prawda też że nie wystarczy powiedzieć, że inny świat jest możliwy, trzeba też zapytać siebie czy go naprawdę chcemy. Mówię to, ponieważ w tych dniach czytałem wiele życzeń pochodzących z bogatej Europy i wydawało mi się, że były one dosyć pesymistyczne, prawie bez nadziei, pełne poczucia winy... Czy naprawdę nam tak trudno dostrzegać to, co mamy, co dostaliśmy? Jak mogę świętować, jeśli cały czas myślę o tym, czego nie mam, zamiast dziękować, za to, co mam?

Różne rytmy drogi
Ale jaką drogą winniśmy iść, by położyć kolejną cegłę nowego świata? Otóż sam Bóg przyszedł do nas, aby nam pokazać drogę. Nie przyszedł, aby rozwiązać problemy, załatwić delikatną sprawę, albo nas oskarżyć za niezrobioną pracę domową. Przyszedł, aby zamieszkać z nami. Cierpliwie. W tych czasach potrzebne są osoby, które chcą cierpliwie budować relacje międzyludzkie nowe i bez przemocy; osoby te są osobami wspólnotowymi. Rok temu zacząłem zamieszkać w Korogocho i dosyć szybko zrozumiałem, że cierpliwość będzie prawdziwym wyzwaniem dla mnie hiper-aktywnego kombonianina. Rozumiałem cierpliwość jako coś do nauczania się, aby móc stopniowo wejść w ten nowy dla mnie świat. Po roku, dzisiaj rozumiem cierpliwość w dosyć inny sposób: to dla mnie chodzenie z drugim człowiekiem jego krokiem a nie moim; to zgadzanie się na zatrzymania się, nawet na wracanie do tyłu, właśnie dlatego że jego krok to nie mój, a mój na pewno to nie jego. To zgadzanie się na porażkę, która jednak porażką nie jest, tylko wynikiem innego rytmu, innej niezaplanowanej drogi. Bóg staje się jednym z nas i zaczyna chodzić z nami; nie rozwiązuje od razu wszystkiego, ale stoi obok nas, cierpliwie. Jezus też nie raz poczuł się zmęczony, nie raz zirytował się ze swoimi uczniami, nie raz, idąc spać, myślał “po co to wszystko?”; ale nie poddał się, nie zmienił drogi ani planu, poszedł do końca. Dla nas. Z nami.

Rosa i jej pytania
Spróbuję wyjaśnić to, co chcę powiedzieć poprzez przykład życiowy, przykład życia Rosy, jednej z pięciu kobiet, które we wrześniu skończyły rehabilitację w naszym centrum w Kibiko. Po rehabilitacji pojechała do swojej mamy, ale nie została tam długo, bo szybko wróciła do Korogocho, bez naszej wiedzy. Ale w Korogocho, wiadomo, nie ma tajemnic, bo o tym co się dzieje, prędzej czy później, wszyscy wiedzą. Więc szukaliśmy jej, odnaleźliśmy ją i, ponieważ okazało się, że była w ciąży, zawołaliśmy rodzinę (w Afryce mężczyzna nie może zacząć mieszkać z kobietą bez wiedzy jej rodziny). Zaproponowaliśmy jej dom pierwszej pomocy dla kobiet w potrzebie, a Rosa się zgodziła tam pojechać. Ale przed Świętami znowu pojawiła się w Korogocho; przyszła porozmawiać ze mną i zrozumiałem, że tym razem nie odeszła z tego domu bo chciała wrócić do Korogocho, lecz dlatego że tam brakowało jedzenia, a poza tym nie została przez nas wysłuchana, a chciała tak wiele powiedzieć o swojej sytuacji. Po prostu bała się, że znowu zostanie porzucona, zostawiona samej sobie. Po chwili zapytała mnie: “Po narodzinach mojego dziecka, moje życie jakie będzie?”, i też: “A kto zapłaci za szkołę dla Agiza (jej najstarsze dziecko)?”. W tych pytaniach poczułem cały jej strach, jej zmęczenie i stres noszenia problemu zbyt dużego dla niej, lęk, że znowu upadnie, albo zostanie sama. Wysłuchałem jej, zamilkłem, przeprosiłem ją, bo wiedziałem, że rzeczywiście w ostatnich czasach, z powodu pracy, nie dbałem zbyt o nią; na końcu powiedziałem: “Rose, nie bój się, my jesteśmy tutaj cały czas, z Tobą, nie zostawimy Cię, nigdy. Jak jedna droga się zamyka, to poszukamy innej”. Uspokoiła się i zgodziła się wrócić do tego domu pierwszej pomocy. Myślałem, że Maria, mama Jezusa, musiała też zapytać siebie: “Po narodzinach mojego dziecka, moje życie jakie będzie?”. Rosa stara się, idzie do przodu całymi swymi siłami, ale robi to rytmem, który jest inny od mojego, i nie według planów, które wspólnie wymyślaliśmy. Rosa uczy mnie prawdziwej, realnej wartości relacji ludzkiej, wzięcia bardzo poważnie konkretnych potrzeb, strachu, wątpliwości. Wierzę, że Jezus przyszedł na świat właśnie aby nas uczyć tego wszystkiego, pokazując to na żywo: pokazuje mi absolutną wartość każdej konkretnej osoby, która stoi przede mną. Kiedy coś się rozbija, najważniejszym jest to, co się rodzi. Ja natomiast ciągle staram się poukładać to, co stare, i nie widzę tego nowego, co się rodzi, nowego, innego, niespodziewanego. W Korogocho wszyscy wiedzą kim była Rosa; nikt jednak nie wie kim będzie Rosa za miesiąc, albo za rok.

Rok łaski
Wszyscy wiemy jaki był ten rok, który kończy się dzisiaj. Znamy swoje rany, problemy, codzienne napięcia, marzenia połamane albo porzucone; odwagę, której nam brakuje by robić potrzebne kroki do przodu; lęki egoistyczne, które nas blokują; poczucie winy, frustrację z powodu wielu obietnic zrobionych a nie utrzymanych; gniew wobec tych, którzy powinni być odpowiedzialni, a nie są. Znamy także marne gry tych, którzy mają władzę, ich ideologię, która chce byśmy uwierzyli, że czarne to białe a białe stało się czarne, tylko po to żeby mogli utrzymać władzę. Codziennie widzimy upadek moralności i odpowiedzialności za społeczeństwo, politykę, która stała się służebnicą pieniędzy, tak jak Kościół. I czekamy na cud, który nie przychodzi. Ale nie możemy iść do przodu ciągle pośród żalów... czekamy na odpowiedzi dogmatyczne, jasne raz na zawsze, ale wiara jest kreatywna, pełna niespodzianek, szukająca tego, czego jeszcze nie znamy i nie widzimy. Bóg rodził się w dalekiej krainie, w sytuacji bardzo niewygodnej, a jedyni, którzy o tym wiedzieli, byli ci, którzy jedli raz dziennie i mieli ciężkie życie. Pasterze wrócili do swojej pracy, dalej było zimno i dalej był ten sam smród. Żaden koniec szczęśliwy. Ale ich serce przemieniło się. A my? Pozwolimy sobie zadziwić się, czy dalej szukamy tylko potwierdzenia tego, co znane? Oto moje życzenia na ten nowy Rok: aby Wasze i moje serce zostało przemienione przez to wydarzenie tak niesamowite, niespodziewane, niewiarygodne; abyśmy byli wystarczająco pokorni, by dostrzegać je i przyjąć; abyśmy mogli wrócić do swej codzienności chwaląc Boga za to wszystko, co widzieliśmy i słyszeliśmy, jak zostało nam powiedziane (Łk 2,20). I aby to wszystko kontynuowało nie przez jedną godzinę, nie przez jeden dzień, lecz przez cały rok. Wtedy na pewno będzie rokiem Łaski Pana. Szczęśliwego Nowego Roku!!!

o. Stefan Giudici, kombonianin
Korogocho, Kenia 31 Grudnia 2010

WRÓĆ