ARTYKUŁY

2010-10-29
Tagi:
Afryka, Benin, Kombonianki, Listy
Lokalizacja:
Świat
List od s. Marii Teresy z Beninu

Jest już październik! I oto znowu jestem z wami! Przepraszam was za długie milczenie, ale, prawdę mówiąc, czas upływał tak szybko. To nie do wiary! Wiele razy myślałam, żeby do was napisać, ale robię to dopiero teraz! Tak, chcę podzielić się z wami tym, co przeżyłam w ostatnich miesiącach. Przede wszystkim jednak, ponieważ jest teraz miesiąc misyjny, byłoby szkoda, gdyby nie dotarł do was głos moich ludzi i ich pogodne, uśmiechnięte twarze.

 

Jest już październik! I oto znowu jestem z wami! Przepraszam was za długie milczenie, ale, prawdę mówiąc, czas upływał tak szybko. To nie do wiary! Wiele razy myślałam, żeby do was napisać, ale robię to dopiero teraz! Tak, chcę podzielić się z wami tym, co przeżyłam w ostatnich miesiącach. Przede wszystkim jednak, ponieważ jest teraz miesiąc misyjny, byłoby szkoda, gdyby nie dotarł do was głos moich ludzi i ich pogodne, uśmiechnięte twarze.

Od ostatniego listu, który do was wysłałam, wydarzyło się bardzo wiele rzeczy! Przede wszystkim trochę bardziej zakorzeniłyśmy się w rzeczywistości Beninu, w naszej parafii i w naszej małej kaplicy, – bo jak wiecie to nasza zupełnie nowa placówka. Kontynuowałyśmy naszą pracę katechetyczną, ale także każda siostra rozpoczęła inną działalność. Jedna z nas zaczęła towarzyszyć grupie kobiet, które od kilku lat wspólnie działają, aby polepszyć swoje życie. Kobiety te spotykają się regularnie, aby pleść maty ze słomy. Następnie sprzedają je i dzielą się niewielką sumą zarobionych pieniędzy. Moja współsiostra zaczęła z nimi inne zajęcia, takie jak: wyrabianie mydła, robótki na drutach itp. Chcą one, żeby ich spotkania były coraz lepsze. Wkrótce rozpoczną naukę czytania i pisania, która będzie miała miejsce dwa razy w tygodniu. Zaplanowały też, że jedno spotkanie w miesiącu będzie poświęcone wyłącznie osobistej formacji. Ta sama siostra zaczęła też wspólną drogę z parami małżeńskimi przychodzącymi do naszej kaplicy. Spotykają się one raz w miesiącu, aby zastanowić się nad swoim pożyciem małżeńskim i rodzinnym w świetle Ewangelii. Teraz zastanawiają się nad tym, jak obchodzić święto Najświętszej Rodziny.
Inna współsiostra nawiązała kontakt z młodymi. Wspólnie zastanawiają się nad ich zaangażowaniem w życie miejscowego kościoła, a przede wszystkim idą drogą wzrostu duchowego i ludzkiego. Podczas ferii szkolnych moja współsiostra zorganizowała z ich pomocą dwutygodniowe korepetycje dla uczniów. Doświadczenie to pozwoliło na wzajemne zbliżenie się dzieci i młodych i na rozpoczęcie wspólnej drogi.
Ja natomiast dalej jestem zaangażowana w katechezę, w legion Maryi, a także w grupę odnowy, w której powierzono mi wyjaśnianie Słowa Bożego. Włączono mnie także w inną działalność. Zaraz po Wielkiej Nocy zostałam zaproszona przez pewną siostrę dominikankę do współpracy w prowadzeniu dni skupienia dla grupy młodych z naszej kaplicy i z jej kaplicy. Młodzi ci przygotowywali się do przyjęcia sakramentu bierzmowania. Piękne było nasze wspólne oczekiwanie na dar Ducha Świętego! Było ich 28, wszyscy byli pełni entuzjazmu i pragnienia wzrastania w wierze i w chrześcijańskim zaangażowaniu. Dni te, pełne modlitwy i refleksji, zakończyły się przyjęciem sakramentu bierzmowania w parafii. Cała grupa do bierzmowania stanowiła 150 kandydatów: młodzi, dorośli i kilkoro dzieci.
W połowie maja, przy współpracy kilku katechetów z parafii, odbyły się inne dni skupienia dla młodych, przygotowujących się do chrztu i do Pierwszej Komunii. Towarzyszyliśmy ok. 250 katechumenom, nie licząc dorosłych, na ostatnim etapie ich drogi do sakramentów. Ja towarzyszyłam 80 młodym z CEG (typ dawnej szkoły francuskiej) i kilku studentom. Nie było łatwo mówić do tylu młodych naraz i pobudzać ich do refleksji, zwłaszcza, gdy chce się im pomóc w samodzielnym znalezieniu odpowiedzi na ich liczne pytania! Wieczorami byłam bardzo zmęczona. Miałam chrypę, ale - zapewniam was - byłam szczęśliwa, że mogłam przebyć z nimi kawałek drogi wiary. To dodawało mi siły, by na nowo rozpocząć następnego dnia, a nawet mój głos stawał się czysty, jakby nigdy nic!
Od początku lipca towarzyszyłam grupom uczęszczającym na katechezę w języku fon. Nie znam jeszcze tego języka, który jest naprawdę bardzo trudny, ale to pozwoliło mi lepiej się w go wsłuchać! Gdy tylko się do nich dołączyłam, ich katechetka powierzyła mi wyjaśnianie Słowa Bożego! Mówiłam po francusku, a katechetka tłumaczyła. Od czasu do czasu mówiłam kilka zdań w języku fon, a katechumeni śmiali się zadowoleni z mojego wysiłku i starali się zrozumieć, co chcę powiedzieć! Robiłam, co mogłam.
Jednak przede wszystkim w tym okresie bardzo dużo skorzystałam odwiedzając wiele rodzin! Towarzysząc członkom legionu Maryi w ich apostolstwie mogłam odwiedzić wszystkie rodziny z jednej dzielnicy Mawudegbe. Starałam się ich słuchać i poznać rzeczywistość tego środowiska! Mogłam, więc stwierdzić, że prawie wszyscy nasi chrześcijanie są ludźmi, którzy opuścili centrum miasta i zamieszkali w tej strefie szukając miejsca lepszego i mniej brudnego niż wiele dzielnic miasta. Tak, kiedy pada, dzielnice miasta stają się jak morze! Woda zalewa wszystko i możecie sobie wyobrazić, co się dzieje, Kiedy nie ma dobrego systemu kanalizacyjnego dla odprowadzenia wody! Ludzie ci woleli więc zamieszkać w tej bagnistej strefie, niż pozostać w mieście. Kiedy w porze deszczowej patrzyłam na brudną wodę na bagnach i czułam brzydki zapach, starałam się wyobrazić sobie, jak teraz wyglądają dzielnice miasta. Potrzeba odwagi, żeby w porze deszczowej przejść przez bagno! Niektórzy z tych ludzi ciężko pracowali, aby móc kupić sobie małą działkę i wybudować tam dom. Ci, którzy mieli największe szczęście, mają mały dom z cegły, ale większość budynków jest zrobiona z bambusowej trzciny. Wielu innych uciekło przed wynajmowaniem w mieście, za które trzeba płacić bardzo dużo. Tutaj, to co innego, można sobie pozwolić na wynajem! Ale oczywiście nie ma tu prądu, wody pitnej, bazaru, środków transportu. Mieszkający tu ludzie jeżdżą do pracy do miasta. Niewielu z nich ma pewną pracę! Są tu ludzie bardzo dobrze przygotowani kulturowo i intelektualnie, którzy, aby zarobić na życie, muszą pracować jako taksówkarze - „zemidjan” (w języku Beninu: zabierz mnie szybko). Cały dzień spędzają na drodze w poszukiwaniu pasażerów. W niektórych godzinach jest tyle motorów-taksówek, że nie wiadomo, jak przejść! Ale oni znają teren, mają sposób na to, by pojechać tam, gdzie chce pasażer.
Bardzo niewiele kobiet pracuje w mieście. Większość zarabia na życie handlując różnymi produktami, ale by móc coś sprzedać, muszą od rana do wieczora chodzić po dzielnicy! Gdy spotyka się je wieczorem, można wyczytać na ich twarzach zmęczenie chodzeniem i noszeniem ciężaru na głowach, ale jeśli widzi się trochę światła w ich oczach, to znaczy, że mogły coś sprzedać i trochę zarobić! Nie zawsze jest to możliwe.
A dzieci? Niestety w rejonie nie ma szkół państwowych, powstało natomiast wiele małych szkół prywatnych, które są dość drogie! Rodzice muszą posyłać tam swoje dzieci, ponieważ bardzo niebezpiecznie jest posyłać je do szkół w mieście i w dodatku byłby to też duży wydatek. Poza tym w tej strefie nie jest łatwo znaleźć motor-taksówkę. Na peryferiach miasta nie ma wielu pasażerów i taksówkarze wolą jeździć do centrum miasta. O szóstej rano wiele dzieci idzie drogą do szkoły. Niektórym potrzeba na to nawet dwóch godzin, wracają one do domu o godzinie 19! Czasem tylko coś przegryzają, aby jakoś wytrzymać przez cały dzień! Są jednak też dzieci, które nie mogą chodzić do szkoły z powodu braku pieniędzy! Chodzi zwłaszcza dziewczynki! To one zawsze cierpią z powodu skutków ubóstwa! Zastanawiamy się, jak pomóc niektórym z nich. Już udzieliłyśmy pomocy kilkorgu dzieciom i zapewniam was, że są one z tego bardzo zadowolone. Trzeba było je zobaczyć w pierwszym dniu nauki! Bardzo byśmy chciały pomóc im wszystkim!
Odwiedzając rodziny, wysłuchałam wiele cierpiących kobiet. Kobiety porzucone razem z dziećmi, osoby chore bez środków na leczenie, kobiety, które pozostają wierne mężom, mimo że są maltretowane, mężczyźni, którzy bardzo by chcieli polepszyć życie ich rodzin, ale którzy nie mogą znaleźć pracy, a jeśli ją mają, to są źle wynagradzani, osoby, które żyją w lęku przed czarami i amuletami, którymi bardzo przesiąknięta jest kultura Beninu! Widziałam miejsca kultu Voodoo, które w dzielnicy są oznaczone białymi flagami, wznoszącymi się wysoko ku niebu. Poznałam wiele miejsc, gdzie działają sekty. Słyszałam o korupcji, którą przesiąknięta jest wszelka działalność i która panuje w każdym biurze. Dlatego, jak się wydaje, ubodzy są coraz ubożsi! Przede wszystkim jednak przeżywałam chwile bliskości z rodzinami, które otwierały swoje serca poruszone moimi odwiedzinami! Słuchałam o ich marzeniach i pragnieniu zbudowania lepszej przyszłości dla ich dzieci, wyczuwałam ich pragnienie wzrastania w wierze, w miłości i głoszenia Ewangelii! Bardzo mnie to wszystko ubogaca!
Mogłam też odwiedzić kilka kaplic, znajdujących się na wybrzeżu, i w głębi lądu. Poznałam tamtejszych ludzi, którzy prawie wszyscy są rybakami. Obserwowałam, jak ciągnęli sieci po plaży. Ich życie zależy od połowów ryb, które nie zawsze są obfite. Jeśli nie ma ryb, nie ma pieniędzy, i wtedy jak się wyżywić, leczyć, posyłać dzieci do szkoły?
W czasie ostatnich miesięcy wiele wydarzeń miało miejsce w naszej kaplicy w Mawudegbe. Pierwszym, które należy wspomnieć, była radość z otwarcia naszej solidnie wybudowanej kaplicy 26 czerwca. Zapomnieliśmy już o zmęczeniu spowodowanym transportem piasku. Śpiewaliśmy i tańczyliśmy z radości! Mamy wreszcie kaplicę, która pozwoli nam się schronić przed słońcem i przed deszczem! Wiemy, że jest ona prowizoryczna, jest zbudowana tak jak szkoła i w przyszłości nią będzie, ale na razie jest naszą kaplicą i cieszymy się z tego! Była bardzo pięknie przystrojona, ale przede wszystkim było w niej bardzo wielu szczęśliwych ludzi! Podczas tego samego nabożeństwa były chrzty i Pierwsza Komunia! Tańce i okrzyki radości towarzyszyły nam przez cały czas! Święto zakończyło się wspólnotowym posiłkiem! A po południu nowo ochrzczeni świętowali wraz z rodzinami! Mogłyśmy się spotkać z kilkoma z nich.
15 sierpnia znowu spotkaliśmy się razem na święcie patronalnym! Nasza kaplica jest pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Morza! Po Eucharystii wszyscy chrześcijanie spotkali się w małych grupach, aby tańczyć, śpiewać, spożyć wspólny posiłek! Po południu było wiele zabaw dla dzieci, mecz piłki nożnej, w którym odpowiedzialni za kaplicę grali z katechetami. Pokazali nam, że mimo swojego wieku są godni tego, by pojechać na mistrzostwa! Mecz rozegrali także młodzi. Wszyscy śledzili go z wielkim zainteresowaniem! Wszyscy przeżyli ten dzień z radością i pogodą ducha. Zjednoczył on nas jeszcze bardziej i zwiększył pragnienie wspólnego wzrastania w wierze!
Od trzech tygodni trwa katecheza po francusku dla uczniów i studentów. Wyruszyłyśmy razem z nimi w drogę kontynuując rozpoczęte zajęcia i planując jeszcze inne! Powierzono mi reorganizację katechezy w pięciu kaplicach na wybrzeżu i formację katechetów w całej parafii! Rozglądam się wokół siebie, aby poznać nowe środowiska! Mogę tu liczyć na współpracę z dwiema wspólnotami zakonnymi, istniejącymi na terenie naszej parafii! Będziemy razem współpracować i będzie to świadectwo mówiące o Jezusie bardziej, niż nasze ubogie słowa!
Postaram się mimo wszystko nie zapomnieć o nauce języka, a przede wszystkim o poznawaniu tutejszej kultury i tradycyjnej religii, aby naprawdę móc nawiązywać dialog z ludźmi! Oby Pan pozwolił mi - i nam - czynić to z szacunkiem!
Oto jesteśmy w miesiącu misyjnym! Jego temat brzmi: świadkowie Boga. „Jak Mnie posłał mój Ojciec, tak i Ja was posyłam!” Tak, jesteśmy posłani przez Chrystusa, aby być świadkami Boga Ojca, Jego miłości i dobroci dla każdego człowieka. Jesteśmy wezwani do tego świadectwa w najrozmaitszych sytuacjach życia codziennego! Jesteśmy wezwani do budowania komunii, pokoju i solidarności. Jesteśmy wezwani do współpracy w wypełnianiu Bożego planu wobec każdego mężczyzny i każdej kobiety w dzisiejszym świecie z jego bogactwem, różnicami, sprzecznościami i lękami! Potrzeba nam dziś odważnych świadków, którzy umieją dawać miłość, rozbudzać wiarę, a przede wszystkim napełniać serca nadzieją! Jako świadkowie jesteśmy wezwani, by kroczyć razem, aby nieść Chrystusa wszystkim! Jesteśmy wezwani do dzielenia się tym, co mamy, z tymi, którzy mają jeszcze mniej niż my! Jesteśmy wezwani, by zrezygnować z naszego poczucia bezpieczeństwa, aby zapewnić poczucie bezpieczeństwa wielu innym ludziom, którzy nie mają chleba, dachu nad głową, lekarstw, pieniędzy na naukę.
Życzę wam wszystkim dobrej drogi w tym doświadczeniu dzielenia się. Oby było to doświadczenie miłości! Obyśmy mogli naprawdę nieść Chrystusa wszystkim i oby ci, którzy nie mogą odgrywać pierwszoplanowej roli na polu misyjnym towarzyszyli nam modlitwą i dzieleniem się, aby wszyscy ludzie mogli odkrywać swoją godność dzieci Bożych i razem budować lepsze życie dla wszystkich!
Całuję was wszystkich. Obyśmy wszyscy mogli mieć pewność, że Bóg zawsze nam towarzyszy!

s. Maria Teresa Traina

WRÓĆ