ARTYKUŁY z tagiem: Listy

2008-06-13
Tagi:
Afryka, Kenia, Listy, Nairobi
Lokalizacja:
Świat
"How are youuu..." - pozdrowienia z Kibery

Nairobi, stolica Kenii - miasto gigantycznych kontrastów ekonomiczno-socjalnych! Kibera i wiele innch slamsów Afryki, czy wielu innych wielkich metropolii świata to prawdziwe Golgoty naszych czasów! Kibera to nie tylko miejsce skrajnej nędzy materialnej, ale miejsce życia i nadziei. Najlepszym tego dowodem są dzieci. Kiedy przyszedłem pierwszy raz tutaj, niczym chór muzyczny wykrzykiwały: How are you, how are youuu...? - to opowieść naszego kleryka, Pawła Opioły, który rozpoczął ostatni etap formacji komboniańskiej - doświadczenie misyjne.

 

Nairobi, stolica Kenii - miasto gigantycznych kontrastów ekonomiczno-socjalnych! Kibera i wiele innch slamsów Afryki, czy wielu innych wielkich metropolii świata to prawdziwe Golgoty naszych czasów! Kibera to nie tylko miejsce skrajnej nędzy materialnej, ale miejsce życia i nadziei. Najlepszym tego dowodem są dzieci. Kiedy przyszedłem pierwszy raz tutaj, niczym chór muzyczny wykrzykiwały: How are you, how are youuu...? - to opowieść naszego kleryka, Pawła Opioły, który rozpoczął ostatni etap formacji komboniańskiej - doświadczenie misyjne.



Jestem Paweł Opioła ze Zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów. Chciałbym się podzielić z Wami moimi pierwszymi doświadczeniami i nowościami z Czarnego Lądu. Upłynął już miesiąc od czasu kiedy przyjechałem do stolicy Kenii - Nairobi. Oto moje pierwsze wrażenia i przemyślenia.

Ostatnie przygotowania
Zanim przejdę do tematu Afryki, chcę co nieco powiedzieć o moich ostatnich dniach przed wyjazdem. 2 października o godzinie 15.00, w święto Aniołów Strużów, miałem ostatni egzamin z teologii, to znaczy obronę pracy magisterskiej pod tytulem: «Błogosławieństwa według św. Mateusza (Mt 5, 3-10). Analiza egzegetyczna tekstu.» Mówiąc szczerze obawiałem się bardzo tego spotkania, ponieważ Jezuici są bardzo wymagający, a ja jestem perfekcjonistą i po zakończeniu pracy sam wyszukiwałem sobie błędy i w ten sposób komplikowałem sobie bardziej życie. To mogło by być napisane w ten sposób, tamto powinno być bardziej rozwinięte itd. Ale dzięki Bogu wszystko poszło całkiem nieźle, co więcej, jeden z profesorów komisji egzaminacyjnej powiedział mi, że ta praca, jak na magisterską jest godna pochwały! Chcę podziękować Panu Bogu za piękny czas studiów i za wspaniałych profesorów, których spotkałem w Rzymie i w Neapolu. Ubogacili mnie swoją wielką kompetencją teologiczną i dali mi przykład autentycznego życia chrześcijańskiego.

Podróż
Nazajutrz po egzaminie moi formatorzy kupili mi zaraz bilet na 8 października. Miałem pięć dni by zrobić niezbędne szczepionki i przygotować dwa bagaże. Wszystkie niezbędne dokumenty, zdjęcia dotyczące wizy, dzień godzina minuty przylotu... Wszyskie te informacje wysłałem już wcześniej moim przełożonym w Kenii. No to jestem już gotowy! Lot dziewięcio-godzinny odbył się bardzo dobrze. Miałem dużo czasu na wypoczynek, kontemplację pięknych gór (przelatywaliśmy nad Alpami, z Rzymu samolot wziął nas do Szwajcarii i stamtąd bezpośrednio do Nairobi). Podziwiałem ogromne białe chmury, które rozświetlone promieniami słońca wyglądały majestatycznie. W sercu rozmyślałem sobie co mnie czeka tam na dole w Afryce? Panie Boże co przygotowujesz dla mnie? Jakich ludzi spotkam...? Itd... Gdy podchodzilismy do lądowania, z wielkim zainteresowaniem spoglądałem przez małe okienko samolotu chcąc dostrzec co jest tam w oddali. Ogromne obszary pustunno-stepowe, rozświetlone już zachodzącym na horyzoncie słoncem, dały mi do zrozumienia, że nie jestem już w moim rodzinnym kraju, ani we Włoszech. Mały i praktycznie bezludny gmach lotniska w niczym nie przpominał mi tamtych z Krakowa, Katowic czy Rzymu. Jedno jest pewne - nie jestem już w Europie! Tutaj jest coś zupełnie innego! Przy odprawie paszportowej dwa problemy spowodowały, że moje serce zaczeło kołatać coraz mocniej.

Opatrzność
Pierwszy problem to to, że muszę wypełnić dwa dokumenty, a mój angieski to praktycznie zero. Drugi problem to to, że muszę zapłacić 50 dolarów albo 40 euro, których nie mam. Miałem jakieś euro w kieszeni i pare złotówek, ale to było za mało. Przed wyjazdem byłem pewny, że już wszystko jest O.K. Większej kwoty pieniędzy nie biorę, bo tak czy inaczej tutaj w Keni jest inna waluta, kieszonkowe miesięczne otrzymam też tutaj, a dokumenty dotyczące wizy wysłałem już jakiś miesiąc wcześnej bedąc przekonany że będzie już gotowa. Tutaj ktokolwiek chce wejść na terytorium Keni, nawet na jeden dzień to musi płacić. Nie jest tak jak w krajach Uni Eurpejskiej! No to nieźle! Najważniejsze to zachować spokój, wszystko będzie dobrze. To pierwsze myśli, które skierowałem do siebie. Jakiś kombonianin czeka na mnie na zewnątrz lotniska, a ja nie mogę iść do niego i go poinformować! A co więcej, nie mam telefonu komórkowego i spoglądając tu i tam nie widze żadnej budki telefonicznej. Czułem się dosłownie między młotem i kowadłem! W najgorszym wypadku spędzę noc na lotnisku albo w więzieniu. Zacząłem się rozglądać wokoło siebie w poszukiwaniu jakiejś “białej twarzy” wzbudzającej zaufanie. Widzę w oddali dwoje ludzi, wydają się być małżeństwem. Podszedłem do nich, przedstawiam się kim jestem i opowiadam mój poważny problem do rozwiązania. Używam najbardziej prostych słów jakie znam po angielsku i od czasu do czasu ten mój monolog przeplatam moim włoskim. Ten pan szybko się zorientował w mojej znajomości języka włoskiego. Jaka była wielka moja radość na pierwsze słowa wypowiedziane przez niego: Parlo italiano (Ja mówię po włosku). Okazało się, że jest architektem budowlanym i mieszka razem ze swoją żoną w USA, a w tych dniach przyjechali na wakacje do Nairobi. Pomogli mi wypełnić dokumenty i zapłacili 50 dolarów za wizę. Dali mi swój adres domowy i pieniądze odesłałem im zaraz po przyjezdzie do mojej wspólnoty, będąc nieskończenie wdzięczny za pomoc mi udzieloną. Na dzień dobry miałem niezłą szkołę życia! Cała ta sytuacja to niczym mowa misyjna Jezusa do swoich uczniów: ”Idźcie i głoście, bliskie jest Królestwo niebieskie... Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10). Jestem przekonany, że Pan Bóg nie zapomina o swoich i posyła im aniołów strużów kiedy potrzebują pomocy: “Proście a będzie wam dane... albowiem kto prosi otrzymuje” (Mt7, 7-8). Na zewnątrz czekali już na mnie brat Joseph i nasza polska para misjonarzy świeckich Paweł i Agnieszka. Była już noc! Droga prowadząca do domu była mało oświetlona! Spoglądając przez tylne okno samochodu widziałem czasami policjantów patrolujących, uzbrojonych w karabiny maszynowe i druty kolczaste rozmieszczone na drodze, które uniemożliwiały szybki i sprawny przejazd!

Pierwsze chwile
Jestem w Nairobi na kursie języka angielskiego. Dzięki Bogu nie mam problemów z nauką, ale musze przyznać, że wiele razy ćwiczę się w cierpliwości i w samozaparciu. Pozostane tutaj około sześciu miesięcy i w kwietniu pojadę do Zambi na tak zwane “doświadczenie misyjne”, które będzie trwało dwa lata. Spotykam tutaj wiele osób różnych narodowości, ktoś jest z Chin, ktoś inny z Arabi Saudyjskiej, ktoś jeszcze inny Turcji. Tak więc mam możliwość poznania wielu ciekawych ludzi i wymiany poglądów na różne tematy. Konwersacje z muzułmanami na tematy religijne są bardzo interesujące. Jeden z nich powiedział mi: «Wy chrześcijanie macie miłość, my natomiast mamy wiarę». Udzerzyło mnie bardzo to spostrzeżenie. Uczniowie niejednokrotnie prosili Jezusa o przymnożenie wiary. Jezus sam kwestionuje autentyczność wiary jego naśladowców: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy, powiedzielibyście tej morwie, wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a ona byłaby wam posłuszna» (Łk 17, 5). Myśle, że jedni od drugich mamy wiele do nauczenia się i do podzielenia. Niejednokrotnie zaskakuje mnie ich serdeczność, otwartość na innych. Jestem przekonay, że respektując nasze różne Credo, możemy współpracować w budowie cyliwizacji sprawiedliwości, pokoju i miłości!

Wizyta w slumsie
Sobota i niedziela to czas bardzo szczególny dla mnie, ponieważ idę na apostolat do Kibery. Kibera to jeden z największych slamsów Afryki. Na bardzo małym obszarze ziemi mieszka ponad 1 mln mieszkańców. Największy slam znajduje się w Południowej Afryce i nazywa się Soweto. Byłem wstrząśniety po pierwszej wizycie. Widziałem wiele razy slamsy “na zdjęciach”, ale zupełnie co innego widzieć “na żywo”! Mieszkają tutaj ludzie w krytycznych warunkach sanitarnych i higienicznych. Małe domki zrobione z błota, pokryte blachą, są jedynym schronieniem dla tych ludzi. Pytam się wiele razy jak to możliwe? Jak to możliwe, że ¾ ludności Nairobi żyje w nędzy, a ¼ to bogacze, którzy mają dużo więcej niż ich potrzeby. Stolica Kenii - Nairobi liczy 4 mln mieszkańców, łatwo jest więc zrobić rachunek. Miasto gigantycznych kontrastów ekonomiczno-socjalnych! Kibera i wiele innch slamsów Afryki, czy wielu innych wielkich metropolii świata to prawdziwe Golgoty naszych czasów! Kibera to nie tylko miejsce skrajnej nędzy materialnej, ale miejsce życia i nadziei. Najlepszym tego dowodem są dzieci. Kiedy przyszedłem pierwszy raz tutaj, niczym chór muzyczny wykrzykiwały: How are you, how are youuu...? Czułem się jak bym był przez nich od dawna wyczekiwany, bardzo ważny, kochany. Gdy spoglądałem na nie miałem wrażenie jak by były najbardziej szczęśliwymi dziećmi świata. Doświadczenie jedyne w swoim rodzju!

Ciekawe doświadczenia
Inny razem byliśmy zaproszeni na ślub. Tutaj mają taki zwyczaj, że podczas obiadu pańswo młodzi “karmią swoje rodziny”, podając do ust kawałek chleba jako znak jedności i bliskości. Dla nich rodzina jest bardzo ważna i więzy rodzinne są bardzo mocne. My też byliśmy karmieni przez pańswa młodych, tzn. staliśmy się członkami tych rodzin. Jaka wielka była ich radość, że mogli mieć nas na swoim ślubie! Gdy powracamy ich odwiedzić, zawsze nas ugoszczą najlepiej jak potrafią.
Tydzień temu gdy udawałem się na Mszę swietą, byłem świadkiem gestu hojności, który zaskoczył mnie bardzo. Chłopczyk, być może 12-letni, który dawał monetę jeszcze biedniejszemu od niego. Ten biedniejszy to inwalida bez nóg, który prosił o pomoc. Biedny co pomaga biednemu! To tak ja ta biedna wdowa z Ewangelii św. Łukasza, która to wrzuca do skarbca świątyni dwie monety: «Ta wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego co im zbywało, ta zaś z niedostatku swego dała wszystko co miała» (Łk 21, 1-4).

Sytuacja slumsu
Kibera ma tylko jedną parafię pod wezwaniem Chrystusa Króla i pięć kaplic, w których co tydzień jest celebrowana Msza św. Gdy sobie pomyślę że tylko jedna parafia i 4-5 misjonarzy wobec jedno-milionowej rzeszy ludzi: “Żniwo wprawdzie wielkie ale robotników mało” (Mt 9, 37). Wiele parafii w Polsce ma pięciu księży na 5 tysięcy ludzi! Oby ktoś z nich, ktoś z Polski, zechciał przyjechać tutaj i wspomóc! Kiedy obserwuję tych ludzi jak się modlą, to myśle sobie, że Pan Bóg zajmuje pierwsze miejsce w ich życiu! Msza św. trwa zazwyczaj 3 godziny i jest wypełniona tańcami i pieśniami. Podczas Eucharystii, moment przyjęcia Słowa Bożego jest bardzo ważny, może najważniejszy! Pismo święte jest przynoszone w sposób bardzo uroczysty. Wszyscy tańczą, śpiewają “ile płuca pozwolą”, gwiżdzą. Ich oblicza wydają się być opromienione w sposób tajemniczy! Tak jakby chcieli powiedzieć: Radujemy się niezmiernie ponieważ to Pan Bóg dzisiaj, tu i teraz, będzie przemawiał do nas. «Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, ponieważ do was należy Królestwo niebiekie!» (Łk 6, 20.)
Ludzie Kibery są bardzo pracowici, każdy sobie radzi jak może. Jeden sprzedaje pomidory, ktoś inny trzcinę cukrową, jeszcze ktoś inny ciapati (coś w rodzju naszych naleśników), ktoś ma mały zakład fryzjerski, ktoś zakład krawiecki... Przede wszystkim pragną odbić sie od dna ubóstwa materialnego i żyć godniej mając godziwy status ekonomiczny. Najlepszym tego dowodem są piękne i czyste ubrania, w których to przychodzą na Mszę św. w niedziele. Nie mają pralek automatycznych a utrzymać się czystym w tym miejscu nie jest łatwo!

Wielkie nadzieje
Ostatnia rzecz, o której chcę wspomnieć to wybory prezydenckie w USA. Afryka, w szczególności Kenia i Nigeria, są pełne radości i dumy z powodo nowo-wybranego Barraka Obama. Kenia ogłosiła jednodniowe święto narodowe, natomiast Nigeria pięcio- dniowe. Panowała wielka euforia. Ludzie wychodzili na drogi, gromadzili się masowo w miejscach publicznych! Kiedy mnie widzieli pełni dumy manifestowali mówiąc: Obama is great (Obama jest wielki), jakby chcieli powiedzieć: Wygraliśmy, jesteśmy ważni...! Jeden z naszych jest prezydentem jednego z najbardziej potężnych krajów świata! Kenia żywi wielkie nadzieje na zmiany polityczne i ekonomiczne! Pierwszy minister Kenii podczas konferncji prasowej powiedział, że wybudują małe lotnisko obok domu babci Barraka Obama, żeby jej wnuk mógł przylecieć kiedykolwiek! No tak... zobaczymy! Myślę że to wydarzenie historyczne, to konkretyzacja i urzeczywistnienie marzenia św. Daniela Comboniego: «Zbawić Afrykę przez Afrykę».
Dziękuję Panu Bogu, że mogę być tutaj! Misja każdego chrześcijanina to wielka podróż i przygoda życiowa razem z Jezusem! I jeżeli to konieczne by być ikoną miłości oblicza Boga Ojca w krajach dalekich i nieznanych, to podróż i przygoda aż na krańce świata! «Nie bójcie się! Ja jestem z wami przez wszyskie dni aż do skończenia świata! Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie mi świadkami» (Mt 14, 27; 28, 20; Dz 1, 8). Niech was wszystkich Pan Bóg błogosławi i wypełni wasze serca swoją miłością! Proszę o modlitwę za mnie i za ten kraj! Z Bogiem!

Paweł Opioła

WRÓĆ