s. Ania Kożuszek, (kombonianka)

Najpierw pojechałam do zgromadzenia sióstr kamedułek. Byłam gotowa oddać Panu Bogu wszystko, więc byłam otwarta też na zakon klauzurowy. Modliłam się przez cały czas, również tam, u sióstr, aby Pan Bóg dał mi jakiś znak, aby mnie prowadził. No i Pan dał znak: w zakonie klauzurowym podczas Mszy św. ks. rekolekcjonista opowiadał o misjach. Tu zaczęło się wszystko powoli układać dla mnie w jedną całość, ponieważ już kilka lat wcześniej interesowały mnie misje (dotknęło mnie świadectwo jednego misjonarza kombonianina podczas kongresu młodzieżowego w mojej diecezji), ale jakoś tak zostawiłam tę myśl na boku i … w 2000 roku wróciła, z wielką mocą. Czułam się prowadzona mocną ręką przez Pana Boga: Wiedziałam już, że wybrał dla mnie życie konsekrowane i misyjne ad gentes (słowa psalmu 117: „Chwalcie Pana wszystkie narody”, z Ewangelii wg św. Marka: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” i wiele innych rozbrzmiewały mi ciągle w uszach i w sercu). Teraz należało znaleźć zgromadzenie misyjne. Pojechałam do Warszawy, do Centrum Formacji Misyjnej, gdzie dowiedziałam się, że w Polsce są właściwie dwa żeńskie zgromadzenia typowo misyjne: Siostry Białe w Lublinie i Siostry Misjonarki Kombonianki w Piastowie pod Warszawą. Pojechałam do Piastowa (bo byłam bliżej) i znalazłam Kombonianki. Wiedziałam, czułam, że znalazłam mój dom.