Tagi: ,

W delcie Gangesu

Geografia, demografia, historia, wiara i polityka – to wszystko jest nierozerwalnie splecione w określaniu rzeczywistości znanej jako Bangladesz. Od chwili uzyskania niepodległości drogę kraju wyznacza wiele pozytywnych elementów, m.in. postęp w różnych dziedzinach życia, choć mogą one też utrudniać spojrzenie w przyszłość.

Kraj w większości leży na obszarze nizinnym, w delcie Gangesu i Brahmaputry, których przepływem zarządzają Indie. Często nawiedzają go katastrofalne powodzie. Stąd też jest ubogi w zasoby naturalne. Bogaty jednak jest w siłę roboczą. Swoje nadzieje pokłada w międzynarodowej pomocy i inwestowaniu w technologicznie prostą produkcję przemysłową, ale także w ciągłej emigracji oraz w islamskiej wierze wyznawanej przez większość mieszkańców.

Takie oto czynniki łączą ten skrawek Azji i jego ogromną populację z globalną rzeczywistością, która daje możliwości i potencjał, ale rzuca również wiele cieni na pokój i koegzystencję.

Nie można więc ignorować konkretnych trudności, które trapią kraj, ani ogromnych wyzwań, jakie stoją przed rządzącymi. Faktem jest, że co najmniej połowa mieszkańców Bangladeszu żyje poniżej poziomu ubóstwa. Wciąż też rośnie liczba emigrantów, ponieważ wielu Banglijczyków wybiera niepewną ścieżkę emigracji. Przyczyny tej sytuacji należy upatrywać częściowo w nierównym podziale bogactw.

Ponad trzy miliony banglijskiej ludności pracuje w bardzo trudnych warunkach, głównie w przemyśle tekstylnym i odzieżowym, dając przychód 20 miliardów dolarów rocznie. Dzięki inwestycjom zwiększającym eksport – nakierowanym na wytwarzanie pracochłonnych, tanich towarów – PKB rośnie (w ostatnich latach ok. 6%), ale wciąż nie wystarczająco szybko.

Choć nie brakuje pozytywnych przejawów rozwoju, to jednak statystyki pokazują, że kraj dalej jest w trudnej sytuacji. Na terytorium mniejszym niż dwie trzecie Wielkiej Brytanii żyje 166 milionów ludzi, z czego 26% wiedzie żywot poniżej granicy ubóstwa (za 2 dolary dziennie). Kraj znajduje się na 139. miejscu według wskaźnika rozwoju społecznego (Human Development Index). Tylko dwie trzecie populacji potrafi pisać i czytać na poziomie podstawowym. W edukacji, zarobkach i prawach obywatelskich nadal są wyraźne różnice pomiędzy mężczyznami i kobietami.

Powodzie, które dotykają Bangladesz, nakładają niewątpliwie znaczne ograniczenia na jego rozwój, a inne utrudnienia wynikają z usytuowania kraju i strategii regionalnych. Sąsiadujące Indie skutecznie kontrolują dostęp do dużej części swoich granic lądowych, energii elektrycznej, wody zdatnej do spożycia i części handlu. Z Mjanmy, drugiego sąsiada Bangladeszu, odciętej na dziesięciolecia przez reżim wojskowy sprzed 2010 r., ciągle przybywają setki tysięcy muzułmanów Rohingya, by uniknąć prześladowań.

Społeczność muzułmańska w Bangladeszu jest czwartą co do wielkości na świecie. Kraj jednak, potwierdzając w marcu 2016 r. decyzją Sądu Najwyższego swą islamską tożsamość usankcjonowaną przez Konstytucję z 1988 r., prezentuje umiarkowaną wersją islamu. Z historycznego punktu widzenia wydarzenia te poprzedzone były ruchami modernistycznymi, zainicjowanymi przez chłopów i robotników pod koniec XVIII wieku, oraz narodzinami w roku 1906 w Dhace Ligii Islamskiej. Ruch ten miał fundamentalne znaczenie dla zapotrzebowania na oddzielną islamską ojczyznę na subkontynencie indyjskim, co 15 sierpnia 1947 r. doprowadziło do narodzin Pakistanu, a w roku 1971 Bangladeszu, kraju niezależnego od Pakistanu.

Z uwagi na wiarę i oportunizm niepodległość ta przyniosła ruchy o pokaźnym wpływie (np. Dżamaat-e-Islami), które podjęły niejednoznaczną współpracę z pakistańskim rządem przeciwko ruchowi wolnościowemu. Ta sytuacja wyjaśnia, dlaczego dzisiaj rząd Dhaki jest podejrzliwy wobec przywództwa grupy, zdziesiątkowanej egzekucjami, a także długimi wyrokami więzienia wydanymi przez sądy.

Jednym z napięć, które towarzyszyły początkom, była decyzja rządu kierowanego przez Sheikh Hasinę Wazed o zarezerwowaniu znacznej części stanowisk publicznych dla grup mniejszościowych i spadkobierców bojowników walczących o wyzwolenie. W połowie kwietnia masowy protest, który zmusił rząd do zmiany stanowiska, pokazał nie tylko potencjalną reakcję społeczeństwa obywatelskiego Bangladeszu, ale także brak zgody na tak częste wykorzystywanie przeszłości. W kontekście dużego bezrobocia i braku możliwości dla licznej populacji uniwersyteckiej decyzja wydawała się co najmniej kontrowersyjna, nawet jeśli nie irytowała tych, którzy – podobnie jak ludność plemienna – znaleźli się na najniższym szczeblu drabiny możliwości zawodowych.

Tym co sprawiło, że taka decyzja była nie do przyjęcia dla opozycji, stał się przede wszystkim fakt, że z 56% stanowisk służby cywilnej, które miały być zarezerwowane zgodnie z nowym prawem, aż 30 % miało zostać przyznane potomkom weteranów.

„Uważamy, że jest to niesprawiedliwe, biorąc pod uwagę fakt, że te grupy – mniejszości o różnych zdolnościach, potomkowie weteranów i inne grupy objęte nowym prawem – obejmują tylko 2% populacji, pozostałe 98 % musiałoby konkurować o 44 % miejsc pracy w służbie cywilnej”, podkreślali studenci, domagając się zarezerwowania liczby stanowisk w 10%.

Żądano też ukarania policjantów odpowiedzialnych za represje wobec tych, którzy rozpoczęli spontaniczne marsze protestacyjne i blokowali główne drogi w różnych miejscowościach co, według obserwatorów, było największym wyzwaniem dla pani premier w ostatnim dziesięcioleciu. Postrzegano to nawet gorzej niż opozycję inspirowaną islamem, której przynależności polityczne, jak np. Dżamaat e Islami, były surowo represjonowane i praktycznie wykluczone z parlamentu. W minionych latach wykorzystywano również sądownictwo przeciwko przywódcom oskarżanym o kolaborację w czasie krótkiej, ale krwawej wojny wyzwoleńczej z Pakistanem oraz o czynny udział w masakrach i towarzyszących im aktach przemocy przeciwko ludności cywilnej Bangladeszu. Szacuje się, że co najmniej 300 tys. ofiar śmiertelnych było wśród osób niebiorących udziału w konflikcie, w którym zwycięzcą okazał się ruch niepodległościowy kierowany przez Mujibur Rahmana, ojca obecnej premier, później zamordowanego, z decydującą interwencją indyjskich sił zbrojnych popartą przez Indirę Gandhi.

tekst: southworld.net

tłumaczenie: Izabela Bakota