Tagi: Czad, jezioro nadziei
Jezioro nadziei
W Bol, czadyjskim mieście leżącym nad brzegiem Jeziora Czad, tysiące nigeryjskich uchodźców odbudowuje swoje życie po ucieczce przed terrorystami z Boko Haram. Instytucje państwowe wraz z lokalną społecznością opracowały nowe i zarazem innowacyjne podejście: oprócz działań zapewniających bezpieczeństwo, w które zaangażowane jest wojsko, oferują amnestię i programy resocjalizacji dla byłych bojowników oraz programy pomocy ofiarom.
W stolicy tego regionu Ya Gana, 40-letnia kobieta pochodząca ze stanu Borno w północno-wschodniej Nigerii, skrupulatnie przygotowuje tradycyjny napój chai, dodając do niego liście mięty. Od roku 2022 jest jedną z około 21 tys. nigeryjskich uchodźców przyjętych w Czadzie. „Przybyli w nocy. Bojownicy z Boko Haram wywlekli mojego męża na środek wioski, gdzie zgromadzono mężczyzn – opowiada. – Zabili ich wszystkich”. Korzystając z zamieszania Ya Gana zdołała uciec z trójką ze swoich siedmiorga dzieci. Pozostałe trafiły w ręce bojowników i nadal się u nich znajdują. „Przed dotarciem do Bol spędziliśmy cztery miesiące w buszu. Od tamtej pory nie mam żadnych wiadomości od moich dzieci”. Ya Gana mieszka obecnie w Bol. Po pokonaniu początkowych trudności znalazła schronienie w lokalnym stowarzyszeniu, które między innymi wspiera ofiary Boko Haram.
Powstanie Boko Haram
Od roku 2009 regiony wokół Jeziora Czad stały się kluczowym polem bitwy dla ugrupowania zbrojnego, które pojawiło się w północnej Nigerii na początku XXI wieku. Powstanie Boko Haram osiągnęło swój szczyt w latach 2015–2016, stając się problemem regionalnym, obejmującym nie tylko Nigerię, ale także Czad, Kamerun i Niger. „Już na początku roku 2010 wielu młodych ludzi z tych krajów wyemigrowało do północno-wschodniej Nigerii, gdzie zostali zwerbowani do struktur tej organizacji. Przyciągnięto ich obietnicami lepszego życia dla każdego, kto chciał dołączyć do grupy – wyjaśnia Oubadjim Dehba Désiré, czadyjski analityk. – Po powrocie do swoich krajów ci młodzi, zindoktrynowani ludzie zadziałali prężnie, propagując posunięcia, których się nauczyli”. Znaną praktyką rozszerzania liczebności ugrupowania było też uprowadzanie młodzieży, a nawet dzieci i przymuszanie ich do przynależności. Podział Boko Haram w 2016 r. na dwie frakcje – Jama’at Ansar al-Sunna (JAS) i Islamską Prowincję Afryki Zachodniej (ISWAP) – jeszcze bardziej skomplikował sytuację w terenie, zwiększając przemoc i ataki bojowników na ludność cywilną.
Ucieczka przed terrorystami
Konsekwencje tego zjawiska wyraźnie widać w statystykach, które mówią o 6 milionach ludzi bezpośrednio dotkniętych działaniami Boko Haram. Choć brak bezpieczeństwa odczuwalny był w całym tym regionie kontynentu afrykańskiego, to jednak Czad, spośród czterech sąsiadujących krajów, był w ostatnich latach najmniej dotknięty brutalnymi działaniami grupy. Wynikało to z odpowiedniej i strategicznej reakcji władz lokalnych. „Natychmiastową reakcją na działanie Boko Haram była interwencja wojskowa. Jednak około 2018 r. Czad obrał inną drogę” – mówi Oubadjim Dehba Désiré. Oprócz wzmocnienia międzynarodowej koalicji utworzonej w celu przeciwdziałania tej grupie, strategia Czadu obejmowała ogólnokrajową amnestię dla bojowników, którzy chcieli odejść z tych bojówek, i otwartość na różne oddolne inicjatywy społeczności lokalnych mających na celu opiekę nad ofiarami. Dzięki temu miejscowe wspólnoty wzięły sprawy w swoje ręce, rozpoczynając pracę nad rozwiązaniem problemów przemocy i uleczeniem wewnętrznych ran. Podstawa tych inicjatyw to rozmowa i słuchanie wszystkich stron, identyfikując potencjalne możliwości interwencji. Jednym z obszarów, w którym konieczne było podjęcie natychmiastowych działań, biorąc pod uwagę dużą liczbę osób, które opuściły tę grupę, było przyjęcie i reintegracja byłych bojowników do społeczeństwa.
Założono więc centrum rehabilitacyjno-reintegracyjne dla osób, które chciały odejść z ugrupowania i zmienić życie. „Przez ośrodek przeszło ponad 200 osób, głównie młodych ludzi, którzy dobrowolnie zdecydowali się opuścić Boko Haram” – opowiada Abakar, lider ośrodka, wyjaśniając, że zainteresowani spędzają w placówce okres pięciu miesięcy, bo tyle czasu potrzeba do ukończenia programu reedukacyjnego, który oferuje ośrodek.
Codzienne życie w ośrodku
Dni w ośrodku mijają powoli pomiędzy sesjami szkoleniowymi, modlitwami i grami integracyjnymi. Najmłodszy uczestnik programu ma zaledwie 13 lat. Został porwany przez organizację w wieku 9 lat. Najstarszy zaś ma 19 lat. „Kiedy opuścimy ośrodek, chcielibyśmy znaleźć pracę i być może powrócić do naszych rodzin” – wyjaśnia najstarszy z nich. Proces reintegracji psychologicznej należy do najbardziej złożonych etapów. „Agresywne zachowania, których ich uczono, stały się poniekąd ich częścią – wyjaśnia Abakar. – W ramach tego procesu uzdrowienia zapraszamy ich do udziału w różnych ćwiczeniach psychologicznych, które mają na celu uleczenie wewnętrznych ran. Jednym z nich jest na przykład spalenie ubrań podarowanych przez Boko Haram”. To, co wydaje się czysto metaforycznym gestem, okazuje się mieć kluczowe znaczenie dla odbudowy tożsamości tych byłych członków grupy przestępczej. Jest to sposób na uwolnienie się od duchów przeszłości i tego, co wiązało ich z grupą.
Stowarzyszenie Kobiet na rzecz Pokoju
Inną inicjatywą mającą na celu pomoc ofiarom jest Stowarzyszenia Kobiet na rzecz Pokoju i Spójności Społecznej. „Społeczeństwo jest jak gąbka. Przeżyta przemoc jest niejako absorbowana przez ludzi, a potem z nich wychodzi w różnych sytuacjach życia codziennego – wyjaśnia Daraya Yacoub Koundougou, prezes organizacji. – Doświadczenie konfliktu nieuchronnie wpływa na relacje rodzinne, społeczne i wspólnotowe”. Od momentu swego powstania stowarzyszenie zajmowało się kryzysami w różnych aspektach: społecznym, rodzinnym i gospodarczym. „Naszą rolą jest pełnienie funkcji pomostu między stronami, pracując nad znalezieniem pokojowych rozwiązań sporów i konfliktów” – dodaje Daraya, przewodnicząca tej inicjatywy. Stowarzyszenie dociera do obszarów wiejskich prowincji Bol, zapraszając kobiety do aktywnego udziału w dyskusjach, koncentrując się na znalezieniu konkretnych rozwiązań konfliktów, które często pojawiają się w rodzinach i społecznościach.
Według raportu Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) spośród ponad 250 tys. przesiedleńców, którzy znaleźli schronienie w Czadzie, 55% to kobiety. Wyrwane ze swoich wiosek, często siłą, mają niewielkie perspektywy na przyszłość. „Nie możemy zrobić nic więcej poza zapewnieniem im schronienia. Jedyne, co możemy uczynić, to pomóc im znaleźć zatrudnienie jako pomoc domowa – mówi Daraya. – Nasze zasoby są ograniczone, a liczba sytuacji, w których możemy interweniować, ogromna”.
Pomimo niestabilności politycznej i konfliktu, który spowodował dziesiątki tysięcy bezpośrednich ofiar, w Bol – podobnie jak w innych obszarach regionu – aktywiści i stowarzyszenia nadal leczą społeczne rany. „Jesteśmy zaangażowani, ponieważ strategia rządu okazała się niewystarczająca – podsumowuje Daraya. – Będziemy kontynuować nasze wysiłki, nawet jeśli wiemy, że to kropla w morzu potrzeb”.
tekst: SOUTHWORLD.NET
tłumaczenie: O. JACEK POMYKACZ MCCJ

