Misja jest kwestią miłości
Jedenaście lat swojego misyjnego życia spędziłem na Filipinach. Doskonale pamiętam, jak kiedyś pewien młody człowiek, żywo zainteresowany sprawami misji, zadał mi następujące pytanie: „Ojcze Dawidzie, wy, misjonarze kombonianie, często mówicie z takim entuzjazmem o powołaniu misyjnym, dzielicie się ciekawostkami z życia św. Daniela Comboniego, założyciela waszego zgromadzenia. Opowiadacie o jego marzeniach, zapale do pracy misyjnej, o jego podróżach, o jego nadziejach i rozczarowaniach, o jego dziedzictwie… To wszystko jest bardzo piękne i inspirujące. A ja chciałbym wiedzieć, co jest takim środkiem, centrum i motywacją misji św. Daniela Comboniego? Co was jako misjonarzy motywuje do tego, aby w dzisiejszych czasach wybierać drogę powołania misyjnego i wyjeżdżać na misje?”
To pytanie wziąłem sobie głęboko do serca i przez prawie pięćdziesiąt lat jako misjonarz próbowałem znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź, szukając właściwych słów, a może jeszcze bardziej odpowiednich czynów. Gdyby ten młody człowiek zadał mi to pytanie dzisiaj, nie zawahałbym się poprosić o pomoc w podaniu odpowiedzi któregoś z tych papieży: Franciszka i Leona XIV. Ostatni bowiem ważny dokument papieża Franciszka zatytułowany Dilexit nos dotyczył miłości, „ludzkiej i boskiej miłości Serca Jezusa Chrystusa”, a pierwszy oficjalny dokument papieża Leona XIV skierowany do całego Kościoła to Dilexi te, który także dotyczy miłości, tym razem jednak „miłości do ubogich”. Z tych dokumentów jasno wynika, że – jak mówi papież Franciszek – „misja jest kwestią miłości”, a misjonarze to „osoby zakochane, które, urzeczone Chrystusem, czują się zobowiązane do dzielenia się tą miłością, która przemieniła ich życie”.
Misja jako posługa miłości to właśnie ten aspekt, który stanowi swego rodzaju most łączący wyżej wspomniane dokumenty papieża Franciszka i papieża Leona XIV. Rzeczywistość ta, czyli misja jako miłość, daje nam klucz do rozpoczęcia czytania, rozważania i przeżywania adhortacji apostolskiej Dilexi te. I to właśnie chcemy robić w tegorocznych numerach naszego czasopisma. Chcemy to robić nie tyle po to, aby wymyślać ciekawostki i zbierać ciekawe pomysły, ale żeby poznając nauczanie naszego papieża, wzrastać jako misjonarze w środowiskach, w których żyjemy, uczymy się i pracujemy.
Zastanówmy się, na jakie odkrycia i przemyślenia na temat misji może nakierować nas papież Leon XIV poprzez wskazówki podane w adhortacji apostolskiej Dilexi te.
Nasz Bóg jest Bogiem misyjnym
Misja jest kwestią miłości, a to dlatego, że rodzi się z Boga, który jest Trójcą miłości. Cała Ewangelia oraz zawarte w niej słowa i czyny Jezusa jasno wskazują na to, że Bóg, w którego wierzymy, nie jest odległy, obojętny, niezaangażowany w sprawy świata. Nie, nasz Bóg jest Bogiem wychodzącym człowiekowi na spotkanie, zaangażowany i zainteresowany sprawami ludzkości, bliski, pełen pasji.
Jesteśmy ochrzczeni w imię takiego właśnie Boga, Boga misjonarza. Przez chrzest Trójca Święta zamieszkuje w naszych sercach i działa w naszych życiach, formując nas na misjonarzy – jak Ona sama! Temat ten i rzeczywistość misyjnej Trójcy był bardzo mocno obecny w nauczaniu i świadectwie papieża Franciszka (na przykład w jego pierwszym liście Evangelii gaudium) i z entuzjazmem został podjęty przez papieża Leona XIV. Obaj papieże wzywają Kościół, by był tam, gdzie Trójca Święta jest już obecna: na obrzeżach, peryferiach, z tymi, którzy są uważani za opuszczonych i o których nikt się nie troszczy. W Dilexit nos papież Franciszek zachęca, abyśmy przemieniali swoje serca na wzór serca Jezusa, czyli aby stawały się one sercami wychodzącymi na spotkanie osobom zranionym i cierpiącym, a Leon XIV poprzez swoje nauczanie jeszcze bardziej pogłębia i umacnia zachętę do realizacji takiego powołania misyjnego.
Misja jest więc kwestią miłości, ponieważ Bóg jest miłością, a miłość Boga jest miłością misyjną wychodzącą do innych.
Spotkanie z Bogiem na misji
Podczas lat spędzonych na Filipinach miałem możliwość nauczenia się lokalnego języka tagalog, dzięki któremu mogłem posługiwać w niewielkiej i bardzo biednej dzielnicy stołecznego miasta Manila, opiekując się wspólnotą chrześcijan zamieszkującą slumsy. Podczas tej posługi dokonałem poruszającego odkrycia, które do dziś uznaję za skarb swojego życia. A skarbem tym było uświadomienie sobie prawdy, że Bóg Miłości nie tylko zaprasza nas do pełnienia misji, ale też tam na nas już oczekuje. On wyprzedza nas w naszej misyjnej posłudze. Oznacza to, że pracując z ubogimi i w kontekstach, do których jesteśmy posłani, na nowo Go poznajemy poprzez świadectwo innych, szczególnie ubogich, do których jesteśmy posłani. Przez przykład ich życia praca misyjna staje się nauką miłości, gdzie miłość ma oblicze solidarności, wdzięczności, odwagi, radości, wytrwałości, rozsądku i tolerancji. Dzięki pracy misyjnej z ubogimi i dla ubogich my, misjonarze, uczymy się kochać.
Praca z Bogiem w misji
Misja jest sprawą miłości, dlatego jest też sprawą czynów, pracy i działania. Jak mówi Jezus: „Ojciec mój działa dotychczas i ja działam”, a rozwija to dalej, oferując nam bogaty portret Boga Ojca jako ogrodnika. Ojciec raduje się naszym obfitym owocem, mówi Jezus, a św. Jan podkreśla tę samą wizję, zachęcając nas do miłowania w praktyce, a nie tylko w słowach.
Z powodu miłości jesteśmy współpracownikami Boga, jak podkreśla św. Paweł, co jest zarówno radością, jak i wyzwaniem. Wielką radością jest świadomość, że Pan pragnie, abyśmy razem z Nim kochali ubogich, że pragnie naszego towarzystwa i solidarności: jest to nowy sposób docenienia naszej wielkiej godności i potencjału w łasce chrztu. Jest to również wyzwanie, ponieważ oznacza, że najpierw musimy rozeznać, w jaki sposób Bóg kocha ubogich tu i teraz, abyśmy mogli odpowiedzieć na tę boską inicjatywę. Bóg jako pierwszy kocha ubogich.
Przemienieni przez miłość
Kiedy rozumiemy i przeżywamy misję jako miłość, wtedy dzieje się coś wspaniałego: my się przemieniamy, nasze życie się zmienia. Stopniowo sobie uświadamiamy, że w naszej służbie ubogim liczy się przede wszystkim to, kim jesteśmy, a jednocześnie odkrywamy, że stajemy się znakiem, sakramentem miłosiernej obecności Boga.
Tak, jesteśmy przemienieni, ale dzięki łasce Bożej przemieniają się również ci, do których jesteśmy posłani, ponieważ zostają oni doprowadzeni do nowej świadomości swojej wielkiej wartości i godności oraz swojego potencjału jako istoty ludzkie, synowie i córki Ojca, który kocha ich w sposób szczególny.
Na zakończenie tego artykułu, otwierającego niejako serię rozważań nad Dilexi te, które będą kontynuowane w następnych wydaniach naszego czasopisma, chciałbym jeszcze przytoczyć piękne słowa, które papież Leon XIV umieścił w ostatniej części tego dokumentu:
„Miłość chrześcijańska pokonuje wszelkie bariery, zbliża oddalonych, łączy obcych, czyni bliskimi nieprzyjaciół, przekracza przepaście po ludzku nie do pokonania, wnika w najskrytsze zakamarki społeczeństwa. Ze swej natury miłość chrześcijańska jest prorocza, dokonuje cudów, nie ma granic: jest dla tego, co niemożliwe. Miłość jest przede wszystkim sposobem pojmowania życia, sposobem jego przeżywania. Otóż Kościół, który nie stawia miłości żadnych granic, który nie zna wrogów, z którymi trzeba walczyć, lecz tylko mężczyzn i kobiety, których należy miłować – to Kościół, którego dziś potrzebuje świat”.
tekst: O. DAVID GLENDAY MCCJ
tłumaczenie: O. JACEK POMYKACZ MCCJ
