Kombonianie Polacy

Historia Zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów w Polsce zaczęła się w drugiej połowie dziewiętnastego wieku, kiedy Daniel Comboni podróżował przez kraje Europy. Opowiadając o misjach afrykańskich, szukał powołań i ludzi dobrego serca, którzy wsparliby ciężką pracę misyjną. Podczas jednej z tych podroży, której celem były Sankt Petersburg i Moskwa, zatrzymał się na południu Polski, w Krakowie…

KTOGDZIEKONTAKTHISTORIA
o. Rafał LeszczyńskiKraków - Polskarafal.leszczynski.roy@gmail.commoja historia
o. Maciej MiąsikKraków - Polskamacm@op.plmoja historia
br. Tomasz BasińskiKraków - Polskabraciszek.tomek@gmail.commoja historia
o. Adam SzparaNowe Tajpej - Tajwanaszpara@wp.plmoja historia
o. Tomasz MarekBoa Vista - Brazyliapadre.tomek@gmail.commoja historia
o. Adam ZagajaBorbón - Ekwadorzagajaadam@yahoo.frmoja historia
o. Wojciech ChwaliszewskiBambilo - Dem. Rep. Kongawchwalisz@gmail.commoja historia
o. Maciej ZielińskiAmakuriat - Keniazielakmaciek@yahoo.itmoja historia
o. Paweł OpiołaKanyanga - Zambiapawelcomboni@yahoo.itmoja historia
o. Sebastian ChmielNdżamena - Czadsebastienmarie3@gmail.commoja historia
o. Andrzej Filip Muxungue - Mozambikandreafilip80@poczta.onet.plmoja historia
br. Jacek PomykaczYirol - Południowy Sudanfuraha@gazeta.plmoja historia
o. Krzysztof ZębikPołudniowy Sudankzebik@gmail.commoja historia
kl. Mateusz DzióbkowskiCasavatore - Włochymateuszdziobkowski@wp.plmoja historia
s. Ania Kożuszek, (kombonianka)Sri Lanka - Cejlonaniasmc@gmail.commoja historia
Danusia Król (ŚMK)Polskakrolewna21@gmail.commoja historia
Monika Krasoń (ŚMK)Polskamonika.krason.86@gmail.commoja historia
Ewa Maziarz (ŚMK)Gulu - Ugandamaziarz.ewa1989@gmail.commoja historia
Joanna Owanek (ŚMK)Gulu - Ugandasiekaaa@vp.plmoja historia
Magdalena Plekan (ŚMK)Awassa - Etiopiamadzinek1@o2.plmoja historia
Magdalena Fiec (ŚMK)Awassa - Etiopiamagdafiec@gmail.commoja historia
Anna Obyrtacz (ŚMK)RŚAaobyrtacz@gmail.commoja historia
Katarzyna Tomaszewska (ŚMK)Mozambikkatarzyna.hanna.tomaszewska@gmail.commoja historia
Adela i Tobiasz Lemańscy (ŚMK)Polskatobiaszlemanski@gmail.commoja historia
o. Rafał Leszczyński

Moja znajomość z Kombonianami zaczęła się ponad 21 lat temu, kiedy jako młody student fizyki na UJ, zafascynowany chęcią życia „dla Boga i dla misji”, uczestniczyłem w spotkaniach powołaniowych organizowanych w Warszawie przez Misjonarzy Kombonianow. Po ukończeniu studiów i roku pracy  wstąpiłem do postulatu, gdzie ponownie rozpocząłem studia, ale tym razem filozoficzno-teologiczne. Po 3-letniej formacji zostałem wysłany na dwa lata do nowicjatu w Venegono Superiore we Włoszech, gdzie przyjąłem pierwsze śluby zakonne w Limena (Włochy). Po złożeniu pierwszych ślubów wyjechałem do Limy (Peru), aby ukończyć studia teologiczne i po raz pierwszy doświadczyć misji. Przyjąłem śluby wieczyste i święcenia diakonatu w Limie, w 2002 roku. Później wróciłem do Polski, gdzie przyjąłem święcenia kapłańskie w Wojniczu. A potem kolejne studia... języka arabskiego i islamologii w Kairze. Po tylu latach przygotowań wreszcie misja: Chartum, stolica Sudanu, gdzie Daniel Comboni został wyświęcony na pierwszego biskupa Afryki Centralnej. W Chartumie a sciślej biorąc w Comboni College of Khartoum byłem najpierw nauczycielem matematyki, fizyki, języka angielskiego i włoskiego a później jego dyrektorem. Po kilku latach pracy w Chartumie pojechałem na kurs duchowości do Rzymu. W latach 2009 do 2012 pracowałem w Ekwadorze, gdzie zajmowałem się animacją misyjną w Guayaquil a nastepnie duszpasterstwem w liczacej około 60 000 wiernych parafii El Carmen. Obecnie jestem we wspólnocie komboniańskiej w Krakowie.


DO GÓRY
o. Maciej Miąsik

Do Zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów wstąpiłem w 1999 roku, zafascynowany postacią św. Daniela Comboniego. Czułem, że w ten sposób będę mógł zrealizować moje powołanie zakonne, kapłańskie i misyjne. Mam już za sobą 6-letni pobyt w Peru, gdzie kończyłem moją formację. Przebywając w naszym międzynarodowym seminarium w Limie miałem okazję doświadczyć piękna dzielenia życia i fascynacji misjami ze współbraćmi pochodzącymi z Afryki, Ameryki i innych krajów Europy. Mój ostatni rok pobytu na peruwiańskiej ziemi był okazją do zasmakowania czym jest prawdziwa misja. Na obrzeżach Amazonii miałem możliwość pracy na polu pierwszej ewangelizacji wśród Indian z grupy Kampa, o których jeszcze jako dziecko czytałem w książkach o przygodach Tomka Wilmowskiego. Był to bardzo krótki czas spędzony tam, ale zapadł mi głęboko w serce i umocnił mnie na drodze powołania misyjnego. 16 października 2010 roku przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk Jego Ekscelencji księdza biskupa Mateusza Ustrzyckiego. Obecnie pracuję w Polsce, w Krakowie dzieląc się ze wszystkimi moim bogatym doświadczeniem misyjnym.


DO GÓRY
br. Tomasz Basiński

Misjonarzy Kombonianów poznałem podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy, w której uczestniczyłem w roku 2000, a rok później, po głębokim rozeznaniu wstąpiłem do postulatu. Wstąpiłem do Zgromadzenia, ponieważ czułem i czuję do dziś, że Pan Bóg wzywa mnie, abym Mu służył i szedł Jego ścieżkami jako misjonarz. Po dwóch latach postulatu poprosiłem przełożonych o możliwość „przekierowania się” z formacji kapłańskiej na braterską. Czułem, że moim powołaniem jest braterstwo. Po pięciu latach pobytu w Polsce (Warszawa, Kraków) zostałem wysłany do nowicjatu w Meksyku. Tam, w małym miasteczku Sahuayo, mając dużo czasu na modlitwę i poznanie siebie, uświadomiłem sobie, czym naprawdę jest moje powołanie, moja przyjaźń z Jezusem. Po dwóch latach w 2008 roku, po powrocie do Polski złożyłem pierwsze śluby i po dwumiesięcznych wakacjach przyleciałem do stolicy Kolumbii – Bogoty, do Centrum Formacji dla Braci. Studiowałem dziennikarstwo na uniwersytecie w Kolumbii. Mój czas wypełniony był życiem wspólnotowym, modlitwą, nauką i apostolatem. Kolumbia to niesamowity kraj, w którym poznaję latynoską dobroć tutejszych ludzi, ich szczerość i zaangażowanie w misje.


DO GÓRY
o. Adam Szpara

Po ukończeniu studiów filozoficznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, odbyciu służby wojskowej i trzyletnim okresie pracy wstąpiłem do Zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów, na które natrafiłem nie przypadkiem w książce telefonicznej. Formację odbywałem dwa lata w Polsce (studiując teologię), dwa lata we Włoszech (nowicjat), trzy i pół roku w Afryce, głównie w Kenii, gdzie dokończyłem studia teologiczne. Jeden rok byłem na tzw. doświadczeniu misyjnym w północnej części Kenii, na pustyni Turkana. W 2009 roku, po powrocie do Polski przyjąłem świecenia kapłańskie i wkrótce potem decyzją przełożonych zostałem wysłany na Tajwan w celu nauki języka chińskiego, co jest obecnie jednym z moich głównych zajęć.


DO GÓRY
o. Tomasz Marek

Byłem małym chłopcem kiedy pierwszy raz spotkałem misjonarza, który odwiedził moją parafię. Pracował on w Brazylii. Myśl aby zostać misjonarzem dojrzewała we mnie jednak dość długo. Kiedy kończyłem studia na AGH w Krakowie zacząłem rozglądać się za zgromadzeniami misyjnymi i wówczas poznałem Misjonarzy Kombonianów. Zanim wstąpiłem do postulatu zdążyłem jeszcze pracować trzy lata w energetyce. W 1997 roku już w postulacie w Warszawie podjąłem studia, tym razem filozoficzno-teologiczne, które dokończyłem w São Paulo (Brazylia). Po święceniach skierowano mnie do pracy w animacji misyjnej w Polsce. W styczniu 2010 roku powróciłem do Brazylii, tym razem na północny-wschód, na pogranicze dwóch stanów: Maranhão i Piauí. Mieszkając w pięcioosobowej wspólnocie międzynarodowej (Brazylijczyk, Meksykanin, Portugalczyk, Włoch i ja) staramy się tu w Brazylii wcielać w życie ideał Daniela Comboniego pracując na peryferiach naszego miasta oraz odwiedzając małe wspólnoty wiejskie.


DO GÓRY
o. Adam Zagaja

Moja parafia to Borbón. Mamy 82 wspólnoty, 30 przy rzece Onzole, 30 przy rzece Santiago i do reszty można dojechać samochodem lub motorem albo konno. Ja głównie zajmuję się odwiedzaniem tych wspólnot do których można dopłynąć tylko łódką. Ludzie są bardzo otwarci i gościnni, w większości afro, mamy też białych tzw. Manaba, Indian Chachis, którzy mają swój język Chapala i ludność Epara (Indianie).

Jeśli chodzi o prace duszpasterską, to głównie zajmujemy się odwiedzinami wspólnot, przygotowywaniem do chrztu, pierwszej komunii, bierzmowania, ogólnie sakramentów. Parafia jest bardzo rozległa więc jak płynę odwiedzić wspólnoty to przeważnie wracam po kilku dniach do domu. Do najdalej oddalonej wioski płynie się kilka godzin. Obszar parafii za który jestem odpowiedzialny był trochę zaniedbany w ostatnich latach z powodu braku personelu.

Nasza parafia jest blisko granicy z Kolumbią, więc duży jest tutaj przemyt broni, benzyny, i oczywiście narkotyków; kokainy i marihuany. Wielkim problemem są grupy zorganizowanie, które zajmują się przemytem, w tym regonie prawo nie istnieje.


DO GÓRY
o. Wojciech Chwaliszewski

Moja przygoda z Kombonianami rozpoczęła się pod koniec szkoły średniej kiedy do mojej miejscowości przyjechał jeden z Misjonarzy Kombonianów na tak zwany dzień misyjny. Przez następny rok jeździłem do jedynego wówczas domu Kombonianów do Warszawy na spotkania powołaniowe co zaowocowało podjęciem decyzji o wstąpieniu do postulatu. Pierwsze trzy lata spędzone w warszawskim postulacie dzieliłem pomiędzy nauką filozofii w seminarium Archidiecezji Warszawskiej oraz apostolatem w domu dziecka i z chorymi na AIDS. Po tym czasie wyjechałem do Venegono we Włoszech gdzie mieliśmy nasz nowicjat. Po czasie spędzonym we Włoszech zostałem wysłany do scholastykatu w Kinszasie gdzie skończyłem teologię i przyjąłem święcenia diakonatu. Do 2012 roku byłem formatorem w postulacie Misjonarzy Kombonianów w Krakowie i w tym samym czasie również przełożonym wspólnoty. Obecnie zostałem posłany do Rep. Dem. Kongo.

Najbardziej pociągała mnie w instytucie możliwość pracy na misjach, Kombonianie to Zgromadzenie w stu procentach misyjne. W czasie formacji zafascynowała mnie również postać naszego założyciela św. Daniela Comboni, człowieka, który całe swe życie poświecił dla misji spalając się doszczętnie w służbie najuboższym i opuszczonym.


DO GÓRY
o. Maciej Zieliński

Misjonarzy Kombonianów poznałem na pieszej pielgrzymce do Częstochowy. Nie od razu odkryłem w sobie powołanie misyjne, ale w miarę upływu czasu zrozumiałem, że skarbem wiary chcę dzielić się z tymi co są „daleko”. Potem była decyzja by wstąpić do postulatu i wiele decyzji, by coraz radykalniej żyć. Na różnych etapach formacji w Polsce, we Włoszech, w Kenii doświadczyłem wiele od Boga i od ludzi i to doprowadziło mnie do ślubów wieczystych i święceń kapłańskich. Jako misjonarz starałem się młodym ludziom w Polsce przekazać pasję do życia wiarą i do dzielenia się nią z każdym człowiekiem. Obecnie pracuję w Kenii.


DO GÓRY
o. Paweł Opioła

Dokładnie 10 lat temu wstąpiłem do postulatu, który trwał 3 lata w Warszawie, następnie 2 lata nowicjatu we Włoszech w Venegono, następnie 3 lata scholastykatu w Neapolu studiując teologię. Czas formacji jest naprawdę długi ponieważ misjonarz nie rodzi się misjonarzem, ale staje się misjonarzem Boga Ojca. Życie misyjne to wielka i prawdziwa przygoda w towarzystwie Jezusa – Misjonarza Boga Ojca – i ubogich do których jesteśmy posłani w sposób specjalny. Wierzę głęboko że Jezus Chrystus i jego Ewangelia może zmienić serce człowieka i losy całej ludzkości prowadząc ją po drogach pokoju i miłości. Po moich święceniach kapłańskich wróciłem do miejsca, gdzie odbyłem moje doświadczenie misyjne - do Zambii.


DO GÓRY
o. Sebastian Chmiel

Cała historia z Kombonianami rozpoczęła się w 1997 roku, kiedy to do naszej parafii zawitał jeden ojciec kombonianin. On to opowiadając o trudnych sytuacjach w Afryce rozpalił we mnie zapał i chęć oddania się całkowicie Chrystusowi i sprawie misji. Dwa lata później, zaraz po maturze, wstąpiłem do naszego Zgromadzenia. Postulat odbyłem w Warszawie, gdzie studiowałem dwa lata filozofii i rok teologii. Następnie pojechałem do Włoch do nowicjatu, który trwał dwa lata. W 2004 roku zostałem wysłany na studia teologiczne do Austrii, do Innsbrucka. Po skończonych studiach, zostałem posłany do Krakowa do pracy z młodzieżą. 16 października 2010 roku przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk Jego Ekscelencji księdza biskupa Mateusza Ustrzyckiego. Obecnie pracuję w Czadzie dzieląc swoje życie z lokalną ludnością.


DO GÓRY
o. Andrzej Filip

Do Kombonianów wstąpiłem w 2001 roku, po maturze. Pierwszym etapem mojej formacji był postulat w Warszawie. Były to studia filozoficzne, poznawanie zgromadzenia, osoby Daniela Comboniego, apostolatu oraz wolontariatu. Drugim etapem był nowicjat we Włoszech - bardzo ważny, ale i również trudny - czas modlitwy osobistej i wspólnotowej, pracy, poznawania i pogłębiania własnego powołania, samego siebie, przygotowanie do pierwszych ślubów. Złożyłem je w naszej wspólnocie w Krakowie po ukończeniu nowicjatu. Mój kolejny etap formacji to ukończenie studiów teologicznych w Neapolu, we Włoszech oraz czas pracy apostolskiej i przygotowania do służby misyjnej. Zostałem posłany na doświadczenie misyjne do Mozambiku, mojej pierwszej placówki misyjnej do którego także powróciłem po moich Święceniach, które przyjąłem 12 maja 2012. Praca tutaj - przede wszystkim duszpasterstwo młodzieży - jest dla mnie nowym doświadczeniem, wielkim wyzwaniem, za które dziękuję. Wiem, że nie będzie to łatwa praca, ponieważ parafia nie jest jeszcze całkiem zorganizowana. Początki zawsze są trudne, ale jestem dobrej myśli, ponieważ widzę chęć współpracy ze strony młodzieży, a z pomocą Bożą wszystko jest możliwe.


DO GÓRY
br. Jacek Pomykacz

Mój pierwszy kontakt ze Zgromadzeniem Misjonarzy Kombonianów miał miejsce w roku 1998, podczas Tarnowskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Pięć lat później postanowiłem wstąpić na drogę oddania życia Bogu na służbę najuboższym i opuszczonym tego świata. Wstąpiłem do postulatu w Warszawie, potem do nowicjatu Venegono we Włoszech. Po zakończeniu nowicjatu przyjąłem złożyłem pierwsze śluby i udałem się na studia teologii do Neapolu. Po ukończeniu studiów zostałem posłany do Nairobi, stolicy Kenii, aby przygotować się do mojej pierwszej służby misyjnej w Południowym Sudanie. Zostałem posłany do Mapuordit, aby przygotować się do całkowitego poświęcenia Bogu i drugiemu człowiekowi. To co od początku pociągało mnie w Zgromadzeniu Misjonarzy Kombonianów i co sprawdza się po dziś dzień, to charakteryzujące codzienne życie misjonarzy: radykalność, prostota, otwartość i zdecydowanie w głoszeniu wartości ewangelicznych. W czasie mojej formacji spotkałem naprawdę wielu świadków Zmartwychwstałego nie tylko głoszących piękne słowa, które czasami w warunkach w jakich się znajdujemy na niewiele się przydają, ale przede wszystkim żyjących w autentyczny sposób wartościami Królestwa Bożego, w którym maluczcy tego świata zajmują miejsce uprzywilejowane.


DO GÓRY
o. Krzysztof Zębik

Od młodości czułem, że Pan Bóg pragnie ode mnie czegoś więcej. Pragnie, abym stał się jego rękami i nogami,  aby Jego słowo dotarło na krańce świata. Odpowiedź nasuwała się jedna; chcę zostać misjonarzem. W tym czasie jeszcze nie wiedziałem nic o zgromadzeniach misyjnych. Po ukończeniu technikum komputerowego wstąpiłem do seminarium diecezjalnego, gdzie po pół roku, poprzez magazyn "Misjonarze Kombonianie", poznałem misjonarzy Kombonianów. Po dwóch latach spędzonych w seminarium diecezjalnym, rozpocząłem formację misyjną w Warszawie.

Pierwsze dwa lata spędziłem w postulacie, później zostałem wysłany do nowicjatu do Venegono Superiore we Włoszech, gdzie znów spędziłem dwa lata. Piękne spotkania z drugim człowiekiem – czy to biednym, czy bogatym, czy to emigrantem, czy właścicielem pól i zakładów, czy to muzułmaninem, czy niewierzącym – oraz krzyże naszego życia i napotykane niebezpieczeństwa: właśnie te dwa lata utwierdziły mnie w mojej decyzji. Potem przyjąłem pierwsze śluby zakonne i zostałem posłany do scholastykatu w Kenii. Trzy lata spędzone w Nairobi, oprócz uczenia się teologii i życia wspólnotowego pracowałem w slumsach (Korogocho). Ostatnie dwa lata mojej formacji spędziłem w Amakuriat, między plemieniem Pokot, aby tam utwierdzić się jeszcze bardziej w moim powołaniu. Zostałem wyświęcony 19 listopada 2011 roku i od 2011 do 2016 roku redagowałem nasze czasopismo Misjonarze Kombonianie w Krakowie. Od września 2016. roku pracuję w Południowym Sudanie. (więcej na: www.krzysiekimisje.pl)


DO GÓRY
kl. Mateusz Dzióbkowski

Wierzę, że powołanie to zawsze inicjatywa Boga, i, że On mówi do nas poprzez Pismo Święte, innych ludzi  i określone momenty, zawsze zostawiając nam miejsce i czas na naszą odpowiedź w wolności.

Drogę odkrywania swojego powołania zacząłem w mojej parafii w Toruniu. Poprzez mojego przyjaciela, w wieku jedenastu lat, poznałem i wstąpiłem do grona ministrantów. Radowałem się, ze służby Bogu przy ołtarzu i dowiadując się o Nim nowych rzeczy.  Tu też pogłębiłem moją wiarę zasianą w rodzinie i na katechezach. W mej pamięci i sercu zachował się obraz jednego z księży, którego poznałem i emanująca z niego radość ze służby Bogu i ludziom. Widząc go szczęśliwym zacząłem pytać Boga, jak On chce, abym ja osiągnął szczęście w moim życiu. Stając się lektorem zacząłem poznawać piękno Słowa Bożego, Słowo, które daje wolność, uczy mnie lepiej kierować swoim życiem i otwiera me serce na drugiego człowieka. Jako licealista żyłem moją wiarą, dzieliłem się nią z innymi, a także dostrzegłem potrzebę walki o nią i jej obronę przed zniekształceniem przez antywartości, którymi nas karmi dzisiejszy świat. W najtrudniejszych momentach, otoczony przez trudności i opuszczony nieraz  przez innych, dostrzegłem, że Chrystus zawsze był i jest przy mnie. Jest obecny w sposób tak prosty, że wiele razy niedostrzegalny, a jednak tak prawdziwy. Z Nim dostrzegam prawdziwy sens przeżytych chwil i z czasem rozumiem te najtrudniejsze. Zapragnąłem świadczyć o miłości i obecności Boga jako kapłan.

W ostatnim roku liceum, w rodzinnym mieście moich rodziców poznałem jednego z ojców kombonianów. Jego opowieści o misji, pracy i stylu życia misjonarzy poruszyło moje serce. Uczęszczając na spotkania dla kandydatów spotkałem się z prostotą i otwartością kombonianów, dowiedziałem się czym i dla kogo żyją i poznałem nieco ich założyciela. To, co najbardziej mnie uderzyło w Combonim, to pewność swego powołania i bezwarunkowe oddanie sie Bogu i Jego najuboższym w Afryce, stając się ich bratem i pokazując im Ojca. Czuję, że Bóg chce abym dzielił sie Nim z tymi, których nie znam, o których nawet nie słyszałem, z tymi, którzy nigdy nie słyszeli o Nim. Czuję, że chce abym moją obecnością, świadczył Jego obecność. W ten sposób we wrześniu 2007 roku rozpocząłem moją wielką przygodę z Bogiem i Kombonianami, wstępując do postulatu w Krakowie. Obecnie jestem w Scholastykacie we Włoszech, aby poprzez studia teologiczne jeszcze bardziej przygotować się na służbę Bogu i drugiemu człowiekowi.

 


DO GÓRY
s. Ania Kożuszek, (kombonianka)

Najpierw pojechałam do zgromadzenia sióstr kamedułek. Byłam gotowa oddać Panu Bogu wszystko, więc byłam otwarta też na zakon klauzurowy. Modliłam się przez cały czas, również tam, u sióstr, aby Pan Bóg dał mi jakiś znak, aby mnie prowadził. No i Pan dał znak: w zakonie klauzurowym podczas Mszy św. ks. rekolekcjonista opowiadał o misjach. Tu zaczęło się wszystko powoli układać dla mnie w jedną całość, ponieważ już kilka lat wcześniej interesowały mnie misje (dotknęło mnie świadectwo jednego misjonarza kombonianina podczas kongresu młodzieżowego w mojej diecezji), ale jakoś tak zostawiłam tę myśl na boku i … w 2000 roku wróciła, z wielką mocą. Czułam się prowadzona mocną ręką przez Pana Boga: Wiedziałam już, że wybrał dla mnie życie konsekrowane i misyjne ad gentes (słowa psalmu 117: „Chwalcie Pana wszystkie narody”, z Ewangelii wg św. Marka: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” i wiele innych rozbrzmiewały mi ciągle w uszach i w sercu). Teraz należało znaleźć zgromadzenie misyjne. Pojechałam do Warszawy, do Centrum Formacji Misyjnej, gdzie dowiedziałam się, że w Polsce są właściwie dwa żeńskie zgromadzenia typowo misyjne: Siostry Białe w Lublinie i Siostry Misjonarki Kombonianki w Piastowie pod Warszawą. Pojechałam do Piastowa (bo byłam bliżej) i znalazłam Kombonianki. Wiedziałam, czułam, że znalazłam mój dom.


DO GÓRY
Danusia Król (ŚMK)

Boże, Ty jesteś dawcą życia i powołania. Dziękuję Ci za Twoje
dary, za moją rodzinę, przyjaciół, wspólnotę Misjonarzy
Kombonianów i przykład świętego Daniela Comboniego.
Dziękuję, że przez różne znaki, rekolekcje, Słowo Boże
pozwoliłeś mi odkryć piękno powołania misyjnego. Dzisiaj
przed Tobą i wspólnotą komboniańską, chcę wyrazić
moje pragnienie służby Bogu jako Świecka Misjonarka
Kombonianka. Oddaję Ci wszystkie moje talenty i zdolności;
wszystko, co może posłużyć tym, do których mnie posyłasz.
Proszę Cię, aby Twoja moc objawiała się w moich słabościach,
Twoja mądrość w mojej niewiedzy, Twoja dobroć i miłość we
wszystkich moich decyzjach i czynach. Udzielaj mi hojnie
darów Ducha Świętego. Niech moje życie
będzie realizacją Twojego marzenia, aby każdy miał życie i
miał je w obfitości.


DO GÓRY
Monika Krasoń (ŚMK)
Czasem myślę, że jestem takim oczkiem w głowie Pana Boga. Daje mi wszystko co w moim sercu jest dobrym pragnieniem. Kiedy przed 2,5 laty przybył do mojej Parafii na spotkanie oazowe Ojciec Kombonianin – Maciej Zieliński to nie pomyślałabym, że realnie mogłoby się spełnić moje pragnienie serca wyjazdu ma Misje, a tu proszę… To był mój początek realnej realizacji mojego pragnienia, które zrodziło się w dzieciństwie. Dwa lata przygotowań poprzez formację misyjną – w tym wyjazd do Ghany na miesięczne doświadczenie. Podjęłam decyzję, że wrócę na ten kontynent na dłużej, bo tam odnalazłam swój kolejny dom, moje serce jest już tam! To niesamowite! Ten czas jest już blisko, to się dzieje teraz. Jadę do Ugandy! Jestem posłana przez Kościół do posługi jako Świecka Misjonarka Kombonianka Archidiecezji Katowickiej.

DO GÓRY
Ewa Maziarz (ŚMK)

Moje pierwsze spotkanie z Kombonianami odbyło się w moje rodzinnej parafii – Zarzeczu. Jeden z ojców opowiadał o pracy na misjach i zaprosił na przysłowiową „kawę” gdy będziemy w Krakowie, byłam wtedy w gimnazjum.

Moje życie tak się potoczyło, że wylądowałam na studiach w Krakowie. Już w latach licealnych szukałam zgromadzenia, organizacji, która wysłałby mnie na misje jako osobę świecką. Pewnego dnia – jak grom z jasnego nieba  - przypomniałam sobie o Kombonianach i o ich zaproszeniu na kawę. Moja „kawa” trwa już 4 lata (od 2009 roku). Przez te 4 lata uczestniczyłam w rekolekcjach dla młodzieży, brałam udział w animacjach misyjnych, miałam możliwość miesięcznego wyjazdu do Kenii, poznałam charyzmat św. Daniela Comboniego, ale przede wszystkim rozpoznawałam swoje powołanie do bycia Świecką Misjonarką Kombonianką.

Obecnie przygotowuję się do wyjazdu na 2 lata na misje do Ugandy – gdzie będę wykorzystywać moją wiedzę nabytą na studiach, jako pracownik socjalny i pedagog resocjalizacji.


DO GÓRY
Joanna Owanek (ŚMK)

Mam na imię Aśka i pochodzę z bardzo ładnej wioski na Podkarpaciu. Jednak od kilku lat moje życie związane jest z Krakowem. Po pierwsze dlatego, że w tym właśnie mieście studiowałam, a po drugie, tutaj odbyłam formację jako Świecka Misjonarka Kombonianka. Od zawsze marzyłam, żeby pracować w szkole, zawsze też chciałam być nauczycielką i zawsze do spełnienia tego marzenia dążyłam.

Wyjazd na misje to nie pomysł, który ot tak przyszedł mi do głowy i który postanowiłam sobie po prostu zrealizować... Misje to moje powołanie, które zrodziło się we mnie jakiś czas temu, rozeznałam je w trakcie formacji i wciąż na nowo je odkrywam. Pierwsza myśl o wyjeździe pojawiła się, gdy byłam w gimnazjum, a to za sprawą księdza wikarego, który pracował w naszej parafii i który postanowił wyjechać na misje. On jako pierwszy rozbudził we mnie zapał misyjny. Gdzieś głęboko w moim sercu zasiał ziarno miłości do misji. Jednak później przyszła szkoła średnia, studia, mnóstwo nauki, książek do przeczytania, egzaminy, sesje... A do tego życie studenckie, towarzyskie. To sprawiło, że wcześniej zasiane ziarenko zostało stłumione przez te wszystkie sprawy. I tak sobie żyłam z dnia na dzień, dopóki nie spotkałam Misjonarzy Kombonianów. Poznałam ich na spotkaniu, na którym mieli dawać świadectwo własnego misyjnego doświadczenia. Szczerze mówiąc, wcale nie miałam ochoty tam iść, ale „coś” mnie popchnęło i nakłoniło do pójścia. Tak poznałam zakon, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Kiedy zaczęłam ich bardziej poznawać – ich założyciela, misje i ich pracę na misjach – poczułam to, co wcześniej w gimnazjum. Jednak to nie było to samo uczucie, bo tym razem zapłonęło we mnie jakby ze zdwojoną siłą. Pomyślałam wtedy, że skoro przez tyle lat ten mały płomyk tlił się we mnie i nie zgasł, a teraz naprawdę zapłonął, zatem musi to być coś ważnego i prawdziwego. Później wszystko potoczyło się dość szybko. Zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach dla osób, które myślą o wyjeździe na misje, a także angażować się w animacje misyjne.


DO GÓRY
Magdalena Plekan (ŚMK)

Chęć wyjazdu na misje pojawiła się jakoś w liceum. Misyjną działalność rozpoczęłam w Akademickim Kole Misjologicznym w Poznaniu, gdzie przez całe 5 lat studiów rozkochiwałam się w misjach na spotkaniach formacyjnych, modlitwach, działaniach animacyjnych w parafiach i szkołach, wyjazdach na doświadczenia misyjne. I w międzyczasie poznałam też Misjonarzy Kombonianów, wstąpiłam do TUCUM, pojechałam na jedne rekolekcje, potem dowiedziałam się o ŚMK i tak jakoś zleciały 3 lata mojego rozeznawania i przygotowań. Pan Bóg tak niesamowicie tym wszystkim kierował i na tyle różnych sposób utwierdzał i uczył tego, co może mi się przydać na misjach. A teraz już odliczam tygodnie do wyjazdu do Etiopii! ;)


DO GÓRY
Magdalena Fiec (ŚMK)

Na moje pierwsze spotkanie Świeckich Misjonarzy Kombonianów w kwietniu 2013 r. przyjechałam „dla towarzystwa”- bo moja przyjaciółka mnie zachęcała, bo mój brat się wybierał, bo nie miałam żadnych planów na weekend. Wiedziałam, że ma ono związek z misjami, ale nie byłam tak naprawdę świadoma, co jest jego celem. Myślałam, że to coś w stylu dwudniowych rekolekcji. Nigdy wcześniej nie interesowałam się misjami. Był to czas w moim życiu, kiedy nie potrafiłam dla siebie znaleźć miejsca, byłam na studiach, które mnie nie interesowały. Mimo dużego poczucia obecności kochającego Boga, ciągle czegoś mi brakowało. Często modliłam się wtedy o odkrycie swojego powołania. W trakcie dwóch dni spotkania w mojej głowie powstał ogromny mętlik. Stwierdziłam, że to może być właśnie to, czego szukam, a z drugiej strony jeszcze nie wyobrażałam sobie pozostawienia wszystkiego w przyszłości i wyjazdu na dłuższy czas. Ale skoro coś mnie pchało w tym kierunku, chciałam w to brnąć i angażowałam się we wszystko, co robili ŚMK. Sprawiało mi to dużo radości. Zaczęłam dookoła siebie zauważać wiele małych znaków związanych z misjami – osoby, wydarzenia, słowa, przedmioty przypominały mi o misjach. Wiele faktów z przeszłości i teraźniejszości nabierało nowego znaczenia. Dostrzegłam w tym wszystkim Bożą logikę kształtowania mnie i przygotowania do misji. W sierpniu 2014 roku byłam na miesięcznej wyprawie misyjnej do Kenii. Pomogło mi to lepiej wyobrazić  sobie życie i pracę w kraju misyjnym. Na początku 2015 podjęłam decyzję o wyjeździe. Jestem szczęśliwa! Jadę do Etiopii.


DO GÓRY
Anna Obyrtacz (ŚMK)

Był marzec 2012 r. i nocne czuwanie u Dominikanów w Krakowie. Wybrałam się tam, myśląc, że to dobra okazja, żeby w tym zabieganiu choć na chwilę się zatrzymać. Okazało się, że to całonocne spotkanie połączone z adoracją i Eucharystią, prowadzą Misjonarze Kombonianie, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. To właśnie wtedy dowiedziałam się, że ta magiczna nazwa pochodzi od naszego założyciela Św. Daniela Comboniego. I tak weszłam w ten nasz komboniański świat. W pewnym momencie pojawiło się w moim sercu pytanie co dalej? Wiedziałam, że jest wspólnota Świeckich Misjonarzy Kombonianów, która spotyka się raz w miesiącu i są to ludzie, którzy myślą o wyjeździe na misje. Dla mnie to jednak było za wcześnie, no bo jak wyjechać na dwa lata i zostawić całe to swoje wygodne życie, zostawić rodzinę, przyjaciół. Przecież to jest nie do zrobienia. We wrześniu 2013 roku, okazało się, że jest możliwość wyjazdu na doświadczenie misyjne do Ugandy, żeby zobaczyć prace misjonarzy, poznać ludzi i tamtejszą rzeczywistość. Zdecydowałam się pojechać. Była nas dziesiątka. Podróżując z Kampali (stolicy Ugandy) do Gulu na północy kraju odwiedziliśmy wiele wspólnot komboniańskich, poznaliśmy fantastycznych ludzi (ojców, braci, siostry i świeckich) zaangażowanych w pomoc najbiedniejszym i najbardziej opuszczonym. Wyjazd stał się dla mnie początkiem drogi do podjęcia decyzji o wyjeździe na misje. Po powrocie zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach wspólnoty Świeckich Misjonarzy Kombonianów. To był czas wielu pytań, wielu zmagań i kiedy udało się znaleźć odpowiedź na jedno pytanie zawsze pojawiało się kolejne. Pewnie jesteście ciekawi jak znajdywałam te rozwiązania, żeby znów nie było po mojemu, ale tak jak Bóg tego ode mnie chce. Myślę, że odpowiedź jest tylko jedna trzeba się otworzyć na działanie Boga czyli zaprosić go do swojego życia i tak po prostu powiedzieć: chcę przyjąć to co dla mnie przygotowałeś. Niby takie proste, a jednak trudne bo trzeba się pozbyć swoich ograniczeń, schematów i otworzyć na te wszystkie rzeczywistości, które nas otaczają i zaufać, że wszystko będzie dobrze. I jeszcze jedno trzeba być wiernym i wytrwałym to szczególnie ważne kiedy przychodzą trudne momenty. Mam wrażenie, że decyzję podejmowałam przez cały czas swojej formacji czyli przez dwa lata, a ostatecznie powiedziałam tak jadę po rekolekcjach ignacjańskich, kiedy zrozumiałam, że nie warto się bać. Przez jakiś czas myślałam, że to przypadek, ale teraz już wiem, że nie ma w życiu przypadków, że to są drogi, którymi prowadzi nas Bóg i działa tak samo jak GPS jak tylko zbłądzimy to przelicza dla nas trasę, bo za wszelką cenę chce abyśmy dotarli do celu i byli szczęśliwi.


DO GÓRY
Katarzyna Tomaszewska (ŚMK)

Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że gdyby ktoś jeszcze kilka lat temu powiedział mi, że moim powołaniem będą misje roześmiałabym się tylko, ale widać, Pan Bóg ma inny plan. Misjonarzy Kombonianów poznałam podczas animacji misyjnej w mojej parafii. Wówczas formowałam się z przyjaciółmi w Ruchu Światło-Życie, dlatego zaciekawieni opowieściami ojca zaprosiliśmy go na nasze spotkanie oazy. Myślałam, że moje spotkanie z Kombonianami na tym się zakończy, jednak moja siostra postanowiła pojechać na rekolekcje misyjne, z których miałam ją odebrać. Wtedy jeden z ojców zaprosił mnie na rekolekcje dla studentów. I jakoś tak powoli świat misji coraz bardziej mnie wciągał. Zaczęłam jeździć na rekolekcje studenckie, spotkania Świeckich Misjonarzy Kombonianów, wstąpiłam do Ruchu TUCUM, uczestniczyłam w doświadczeniu misyjnym w Kenii, a obecnie przygotowuje się, jako Świecka Misjonarka Kombonianka Archidiecezji Katowickiej, do swojej pierwszej misji w Mozambiku.


DO GÓRY
Adela i Tobiasz Lemańscy (ŚMK)

Jako małżeństwo wiemy że naszą misją jest kochać! Jako misjonarze, chcemy do tego przekonać również innych. Już przed ślubem (w 2011 r.) wiedzieliśmy, że pojedziemy na misje. W Afryce, w RPA, gdzie pracowaliśmy i żyliśmy z niewidomą młodzieżą, spędziliśmy dwa wspaniałe lata naszego życia, za co jesteśmy nieskończenie wdzięczni Bogu. Po powrocie trafiliśmy do Warszawy, gdzie oboje znaleźliśmy dobrą, satysfakcjonującą pracę i wygodne życie, ale bez wypełnienia naszego misyjnego powołania, było ono niepełne. Dlatego, zdecydowaliśmy się [jako pierwsze małżeństwo w Polsce] wstąpić do Ruchu Świeckich Misjonarzy Kombonianów, by oddać się naszej największej pasji - misjom!


DO GÓRY